Pokazywanie postów oznaczonych etykietą frustracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą frustracja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 maja 2024

Veto!

     Natomiast jeśli chodzi o nic nie warte łańcuszki, w których niby zabraniamy Facebookowi korzystania z naszych danych - Facebook w powiadomieniu informuje, że będzie nasze dane wykorzystywał do szkolenia SI. Wspaniałomyślnie nie skorzysta z naszych prywatnych rozmów na Messenger. A przynajmniej tak twierdzi, bo jakoś nie widzę sposobu, żeby to zweryfikować.
Macie otóż rzeczywistą okazję spróbować zaprotestować. Dlaczego tylko spróbować? Bo z treści formularza wynika, że mogą, ale nie muszą, się do Waszego sprzeciwu zastosować. W powiadomieniu jest link do formularza. Zachęcam do klikania i sprzeciwiania. Dla zasady.

    Bądźmy szczerzy - większość z nas nie publikuje tam niczego sensownego. W większości fimiki z tiktoka, czasem jakiś mem, sporo zdjęć, zwłaszcza z wakacji w ciepłych krajach, mnóstwo błędów ortograficznych i gramatycznych. Nieliczni popełniają sensowny tekst o długości wymagającej kliknięcia w 'Pokaż więcej' . SI wykształcona na tym materiale zapewne dokona elektronicznego seppuku w chwilę po uzyskaniu świadomości. Niemniej zaprotestować, dla zasady, trzeba.


PS. Mój sprzeciw został uznany.

poniedziałek, 27 listopada 2023

O ekologii wyimaginowanej.

Cytat z artykułu o szkodliwości SUV-ów:
Zwiększają się też rozmiary samochodów, a średnia powierzchnia zajmowana przez  nowy model osiągnęła 4,2 m2. Jak podaje "The Guardian" jest to wina producentów samochodów, którzy "sprzedają SUV-y po wyższych cenach pomimo proporcjonalnie niższych kosztów produkcji".

Zechce mi ktoś wyjaśnić co autor miał na myśli? W jaki sposób sprzedawanie samochodów po zawyżonych cenach wpływa na ich rozmiar? I jakim cudem średnia powierzchnia wyszła 4.2m2 skoro większość samochodów jest pewnie dłuższa a na pewno szersza niż 1m.
Pozwolę sobie również na mały komentarz do artykułu. Mój dwulitrowy, 190-konny SUV pali tyle co mój, nieco starszy, owszem, 110-konny citroen. W jeździe miejskiej. Poza miastem pewnie mniej. W dodatku spełnia normę Euro6. SUV-em jeździ się po mieście wygodnie, siedzi się wysoko, więc dobrze widać drogę, bez obaw o urwanie zawieszenia przejeżdża się przez spowalniacze i wjeżdża na miejsca parkingowe z 15cm krawężnikiem. Są takie. Ubywa starych kopciuchów, przybywa nowych, spełniających normy SUV-ów, a mimo to emisja zanieczyszczeń spadła tylko o 4.5% a nie o 30%, jak spodziewali się - nie wiadomo na jakiej podstawie - przewidywacze przyszłości.
Ja natomiast czytałem w innym piśmie inny artykuł. O tym, że 1% najbogatszych ludzi świata generuje 66% emisji CO2. Może więc zamiast zabierać mi SUV-a i kazać pić kolę przez papierową słomkę nasączoną truciznami zabierzmy bogaczom ich prywatne odrzutowce, jachty, limuzyny pancerne o wadze 5 SUV-ów, domy z 27 sypialniami? Może Ci wszyscy eko, co się zlatują do jakiegoś luksusowego, klimatyzowanego hotelu, zaczęliby od siebie i zamiast odrzutowcem to pojechać te 70km pociągiem? Może zmusić producentów, żeby pakowali swoje produkty w jeden rodzaj tworzywa, które będzie jednolicie w całej Unii (i tu się rozmarzyłem - może nawet świecie) oznaczone jak należy je utylizować? Może szklane butelki przestałyby być jednorazowe? Może malutkiej karty pamięci nie trzeba pakować w pół kilo plastiku i papieru?
Ale nie, kurwa, świat zostanie zniszczony, bo jeżdżę SUV-em popijając zimną kolę przez plastikową słomkę.

sobota, 9 września 2023

Pff

    Jednorazowy przejazd 150 km autostrady A2 samochodem osobowym od 11 września będzie kosztował 90 zł. Dla porównania w Czechach za wszystkie autostrady winieta na rok kosztuje 1500 koron. Jakieś 300 zł.

    Ale za to my mamy morze. I przekop w mierzei. I lotnisko w Radomiu. I politykę prorodzinną w spółkach skarbu państwa. I program Willa+ dla zaufanych. I dofinansowanie 55 000 000 (tak, 55 milionów złotych) dla znajomego, który tydzień wcześniej założył spółkę zoo. I wybory kopertowe za 70 baniek. I 500/800+ dla każdego. I najtańsze w Europie paliwo. I monopolistyczny koncern paliwowy, który ma zyski jak nigdy. I mamy troskę o dzieci nienarodzone i chuj, że matki umierają. I mamy Kościół oddzielony od Państwa, który pozwala nam płacić swoim kapłanom emerytury i którzy to kapłani prawie w ogóle nie wtrącają się do polityki. I mamy niezależne i wolne sądy. I mamy niezależne i wolne media, na które musimy wprawdzie płacić abonament, ale przecież niewielki - wystarczy sobie odmówić trzech przejazdów autostradą A2 i już mamy na rok abonamentu. I mamy absolutnie niezależną prokuraturę, która w ogóle nie chodzi na smyczy polityków. I mamy agencję kosmiczną, tak, kosmiczną, gdyż ambicje mamy kosmiczne. No i jeszcze mamy, a właściwie zaraz będziemy mieli, 10 000 zł średniej pensji (tak, Morawiecki powiedział, że chciałby aby na koniec 3 pisowskiej kadencji tak było). I będziemy mieli Centralny Port Komunikacyjny, w którym na razie pracuje kilkaset osób i kosztuje to kilkadziesiąt milionów miesięcznie, i pod który wykupuje się - żeby wyburzyć - świeżo wybudowane domy, dorobek życia, potrącając od wyceny koszt wyburzenia. Tak, nasze wspaniałe Państwo łaskawie kupi od Was dom, którego wcale nie chcecie sprzedawać. Łaskawie zapłaci Wam cenę rynkową. I łaskawie potrąci sobie tylko 10% za wyburzenie Waszego domu, którego wcale nie chcecie sprzedawać. I będziemy mieli elektrownię atomową, której powstawaniem będzie kierował Sasin, powszechnie znany z kończenia różnych przedsięwzięć spektakularnym sukcesem.

Więc niech się Czesi z tymi swoimi niemalże darmowymi autostradami wypchają.

środa, 8 czerwca 2022

To nie jest kraj dla zbieraczy chrustu.

Oni z tym chrustem to na poważnie. Myślałem, że któryś minister chlapnął dla beki jak kiedyś Niesiołowski o szczawiu. Ale nie, oni na poważnie.
Aż się boję podpowiadać, że książki też się palą. I że ci, co książki mają powinni się opałem z wyborcami pisu podzielić. A jak nie to się straży pożarnej da prawo szukania książek po mieszkaniach.
Ale ja to już chyba gdzieś czytałem...

Folwark zwierzęcy z równymi i równiejszymi mamy od lat. Rok 1984 z pegasusem już prawie, prawie. A zaraz ruszą Fahrenheit 451 i opowieści podręcznej.

Tymczasem słyszę, że 500+ ma się zamienić na 700+. Bo odniosło przecież tak niewiarygodny sukces.

To nie jest kraj dla pracujących ludzi. To nie jest kraj dla myślących ludzi. To nie jest kraj dla ludzi.

niedziela, 17 października 2021

Alleluja i do przodu

Mobilne ołtarze dla wojska. 300 sztuk do końca 2022 roku


Czy ktoś może to potwierdzić? Bo nie wierzę, no kurwa, nie wierzę. Znaczy mieszkam tutaj dość długo, żeby nie być zdziwiony, ale jednak jestem. Specyfikacja jest tak dokładna, że jestem przekonany, że ołtarze już się robią. Dziwnym trafem przetarg wygra firma kuzyna ciotki znajomego. Do ołtarzy trzeba będzie wyznaczyć obsługę, w zamówieniu nie ma, że mają być samobieżne a ksiądz pułkownik sam nie będzie przecież nosił. Wyznaczy się więc z każdej kompanii pluton ołtarzowy. Na razie spośród zwykłych żołnierzy, potem się zrobi klasy o profilu wf-chrześcijański i będzie się szkoliło paladynów. I chuj ze nie ma karakali, że połowa F16 służy za części zamienne. Czołgom przeciwstawimy ołtarze. Samolotom lotne brygady modlitewne. Naszych z kosami ochlapie się wodą święconą i pójdą w bój z Bogurodzicą na ustach. A za kilkadziesiąt lat jakiś kolejny Morawiecki czy Kaczyński będzie hucznie obchodził rocznice kolejnej narodowej tragedii. W tym jesteśmy naprawdę nieźli. W martyrologii. 

piątek, 10 kwietnia 2020

Nie dla psa kiełbasa, nie dla prezesa zakazy

        Widzę na zdjęciach w internecie, że jaśnie państwo, którego zakazy dla gorszego sortu, przypadkowego społeczeństwa, plebsu (niepotrzebne skreślić albo nic nie skreślać) nie obowiązują, wybrało się na nielegalne zgromadzenie. Panie Komendancie mazowieckiej policji - ile mandatów i na jaką kwotę wystawiono uczestnikom zgromadzenia? I proszę nie ściemniać, że za późno dostaliście informację. Widzę na zdjęciach policjantów, więc byli na miejscu. Zatem ile? Gdyby się nie udało na miejscu to pod załączonym linkiem jest mnóstwo zdjęć. Osoby głównie publiczne, więc nie powinno być problemów z rozpoznaniem.

        To ludziom się nie pozwala pójść na pogrzeb, ten jeden jedyny najważniejszy raz, bo epidemia, ale wybrańcy narodu mogą się szwendać po placu bez ograniczeń? Bo rocznica i naczelnik ze świtą muszą koniecznie dzisiaj złożyć kwiaty. Bo jutro pomnik zniknie, co? Nie, pomnik będzie stał, ale pogrzeb drugi raz się nie odbędzie. Ale chuj, pójdziemy tłumem i złożymy kwiaty. W końcu to NASZ kraj.

        Ktoś jeszcze ma wątpliwości kto tu jest równy i równiejszy? Ktoś jeszcze wierzy, że prawo dotyczy wszystkich po równo? Och, nie jestem aż tak naiwny, żeby sądzić, że kiedykolwiek dotyczyło. W końcu po to się idzie po władzę, żeby mieć pewne przywileje. Ale żeby aż tak ostentacyjnie pokazywać ludziom fucka?

        Wyznawcy prezesa, naprawdę myślicie, że to dla Polski? Że to dla Was? Jak już oskubią ze wszystkiego tych, których nie lubicie, to wezmą się za skubanie Was. Na początku powoli, np nie zwaloryzują 500+. Ciągle będziecie dostawać 500 zł, tylko to 500 zł będzie coraz mniej warte. NBP naprodukuje tyle pieniędzy, że za kilka lat będziecie milionerami. Ja jestem stary, pamiętam czasy kiedy też byłem milionerem. I wiecie co? Wcale nie byłem bogaty. Potem Wam zamienią 500+ na bony do jakichś stołówek albo sklepów. Potem wszystko będzie na bony. To też już przeżyłem. Nazywało się 'kartki'. Na tych kartkach było napisane, ile możecie kupić sobie mięsa miesięcznie, ile cukru. Potem pojawią się talony na lodówki, pralki i inne rzeczy, które dzisiaj stoją stadami w sklepach. Na koniec ograniczą Wam możliwości kupowania alkoholu i papierosów. Dopiero na koniec, bo po pierwsze to dopiero wkurwi ludzi, a po drugie państwo żyje z Waszych nałogów. A potem to wszystko pierdolnie.
        Niestety trochę potrwa zanim to wszystko do Was dotrze i obawiam się, że prezes nie dożyje czasów, kiedy zostanie z tego przez Was rozliczony. Bo jak Wam głód zajrzy w oczy, a przy takiej polityce zapewniam, w końcu zajrzy, to wtedy wyjdziecie na ulice dołączyć do ludzi, którzy stoją tam od kilku lat przeciwko takiej polityce protestując. Jeśli jeszcze będzie wolno protestować...


https://polskatimes.pl/10-rocznica-katastrofy-smolenskiej-zdjecia-delegacja-pis-zgromadzila-sie-na-pl-pilsudskiego-wbrew-zakazowi/ar/c1-14907670

środa, 8 kwietnia 2020

Tarczą łup...


Hola, Czcigodni.

        Dostałem maila od ZUS-u. Tu pochwała, jednak ZUS umie w maile jak trzeba. Koniec pochwał. Mail dotyczy tarczy antykryzysowej. Zawiera, uwaga, 18 załączników. Nawet mi się ich nie chce otwierać.
        Co miesiąc płacę ZUS, co miesiąc płacę podatek i wypełniam (ok, księgowa wypełnia) przeróżne deklaracje. Moje państwo wie o mojej działalności więcej niż ja. Wszystko leży w systemach komputerowych mojego państwa. Za które to systemy moje państwo zapłaciło ciężką kasę. I teraz uwaga. Jak niedopłacę 5 groszy to moje państwo potrafi się o to upomnieć po 5 latach, dokładając karę i odsetki. Ale jak trzeba mi pomóc, a nie ma z czego, bo państwo przepierdoliło wszystkie rezerwy na kupno wyborców, to się okazuje, że moje państwo chce ode mnie tych wszystkich informacji, które przecież już ma. Leżą bezpiecznie w bardzo drogich systemach i czekają na algorytm. Algorytm, który bez żadnych deklaracji z mojej strony powinien sprawdzić ilu zatrudniam ludzi, jakie były moje średnie obroty za ostatni kwartał, jaki jest główny rodzaj mojej działalności i jaki jest numer mojego konta, na które należy przelać mi obliczone przez ten algorytm pieniądze. Z mojej strony wymagane powinno być tylko zdziwienie: "O, wpłynęły pieniądze z ZUS/US z tytułem przelewu 'Tarcza antykryzysowa'. Jednak państwo nie jest tylko z tektury".

        Niestety, szanowni czcigodni, to mrzonka. Należy przeczytać i wypełnić 18 dokumentów. Wiadomo, ktoś się wkurwi i odpuści, ktoś spróbuje,ale się pomyli o czym ZUS łaskawie być może przypomni mu za 60 dni, ktoś wypełni pracowicie wszystko, ale machnie się w wysokości dochodu. I się takiemu nie wypłaci. Bo wpisać sobie sami tego dochodu nie mogą, ale jak już ja się pomylę to sprawdzić mogą.

        O co chodzi zatem? Ano o to, że jak się już przepierdoliło wszystko, ale dokumentnie wszystko (bo z tego co czytam to wyczerpano już Fundusz - haha - Solidarnościowy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, Fundusz Rezerwy Demograficznej i zapewne pierdyliard innych funduszy) to nie ma z czego pomóc ludziom. Dlatego zamiast Wam, drodzy pracujący jeszcze nie tak dawno obywatele, dać tarczę antykryzysową, to Wam nią przypierdolimy tak, że się Wam odechce. A potem powiemy "No przecież była, można było korzystać, ale jeśli ktoś nie radzi sobie z działalnością w takich warunkach to może nie nadaje się do prowadzenia działalności".
        A przeróżnych funduszy naprawdę jest pierdyliard. Jak znajdę gdzieś listę to Wam podrzucę. Zaprawdę powiadam Wam, spadną Wam czapki z głów.

Życzę szczęścia i cierpliwości wszystkim, którzy muszą to wypełniać. Nie wiem jak jest w innych krajach i chuj mnie to obchodzi. Mnie obchodzi jak jest w moim kraju. A jest, nie czarujmy się, coraz chujowiej.

wtorek, 31 marca 2020

Panie rządzie.

        No dobra, rządzie. Czy oprócz mówienia nam co mamy robić, sam coś robisz? Czy oprócz wprowadzania rygorów stanu wyjątkowego bez wprowadzenia stanu wyjątkowego coś robisz? Czy oprócz aktualizowania listy zarażonych coś robisz? Bo na razie to słyszałem, że wywaliliście Owsiaka ze swoich samolotów. Pardon, z naszych samolotów. Wy nie macie własnych. Mogę wiedzieć jak zaszkodziłoby Polsce przywiezienie sprzętu ratującego życie Polakom? Tak bardzo Owsiaka nienawidzicie, że narazicie życie Polaków? Och, Wam i Waszym rodzinom zapewne nic nie grozi. Niech zgadnę, nie trafią do przeciążonych publicznych szpitali, prawda? Nam by się jednak ten sprzęt przydał.
        Panie Premierze, ilu Polaków musi umrzeć żeby przestał się Pan bać się jednego małego - i nie chodzi mi o wzrost - człowieczka? Panie Ministrze chciałoby się napisać Zdrowia, ale jakoś mi to teraz nie przejdzie przez gardło, dobrze Pan zaczął, ale teraz firmuje Pan tylko nie swoje działania. Może Pan z czystym sumieniem podpisać się pod tym wszystkim?
        Jak długo jeszcze prawo stanowić będzie jeden pan z Żoliborza? Za jego decyzje Wy poniesiecie odpowiedzialność.

piątek, 13 marca 2020

Pytania na kolację

tl;dr

Mam więcej pytań, Panie Premierze.

        1. Kilka dni temu była mowa, że Orlen (jeśli dobrze pamiętam) i jeszcze jakaś państwowa spółka ruszą pełną parą z produkcją środków dezynfekujących. Jakieś dodatkowe informacje na ten temat? Ruszyło? Kiedy będzie można kupić? Bo przerażony naród wykupił wszystko pierwszego dnia, a ciężko bez tego zachować podstawowe zasady bezpieczeństwa w związku z wirusem. Dlaczego nie produkuje tego każda zdolna do tego firma w RP? Za uczciwą opłatą oczywiście, bo nie mówcie, że nie odłożyliście nic na czarną godzinę.
        2. Kiedy będzie można zaopatrzyć się w maseczki? Tak, wiem, zdrowi nie muszą nosić. Ale już zdrowi opiekujący się chorymi powinni. A jak sami Państwo twierdzicie liczba zdiagnozowanych zarażonych wzrośnie wykładniczo. Dużo więcej dostanie kwarantannę w domu, więc oni i ich opiekunowie powinni mieć maseczki. Ileż może kosztować taka maseczka? Załóżmy szaloną cenę 50gr za sztukę w hurcie. to oznacza 20 milionów i każdy dostanie maseczkę. OK, załóżmy 100 milionów i niech każdy weźmie 5. Ale pal licho nas, suwerena, co z lekarzami? Jak to możliwe, że im brakuje podstawowego sprzętu ochronnego? W 40-milionowym kraju nie ma firm zdolnych do produkcji tak prostego sprzętu? Naprawdę? Gdzie popełniliśmy błąd? Wiemy, że umiecie rozdawać większe pieniądze przymykając oko na procedury przetargowe, czemuż więc nie ogłosić, że każda firma zdolna do produkcji maseczek zgodnych ze standardem - bo na pewno jest jakiś standard - niech zgłosi ile jest w stanie wyprodukować i rusza z produkcją. Zapewniam, że nie będę się domagał rozliczenia Was z tego. Chyba, że kontrakty dostaną tylko firmy Waszych kumpli, a to prędzej czy później zawsze wyjdzie. Inna sprawa, że nikt z tym nic nie zrobi.
        3. Kiedy zamkniecie kościoły? Nawet ojciec Rydzyk - alleluja - odwołał się do zdrowego rozsądku w tym temacie. Wprawdzie nie powiedział wprost 'zamknąć', ale jednak jego słowa mają chyba w naszym kraju jakąś moc. Zamknąć.
        4. Kiedy dowiemy się co konkretnie robi rząd oprócz informowania o kolejnych zarażonych Polakach? Wiecie, że są plotki o kwarantannach w miastach, o ograniczeniu dostaw żywności do minimalnego poziomu. Tak, widziałem autentyczny zrzut ekranu z innego autentycznego zrzutu ekranu, z autentycznego zdjęcia czyjegoś autentycznego SMSa. Bez podpisu, bez nadawcy, bez daty. Ale krąży i straszy ludzi. Najlepsze co można zrobić w tej sytuacji to pełna jawność. Informowanie o każdym ruchu, dementowanie plotek i nie okłamywanie nas. Jeśli skłamiecie raz, nikt w tych okolicznościach już Wam nie uwierzy. Wiem, że to uchodzi na co dzień, ale dzisiaj nie jest na co dzień. Proszę więc o pełną jawność. Chyba że się czegoś wstydzicie. Wstydzicie się? I częściej, na bogów, informacje na Waszej stronie pojawiają się z częstotliwością 2 na dobę. Przez resztę dnia nic nie robicie?
        5. Czy jest szansa na jakieś kary za wygadywanie bzdur na temat koronawirusa? Np znana z telewizji pani 'zapewne doktor medycyny, ale się nie ujawnia' Zamachowska zaleca udanie się do energoterapeuty. Czy takie bezmyślne i bez najmniejszych wątpliwości szkodliwe działania można jakoś karać? Nie wiem, może opieką nad zarażonymi? Odcięciem dostępu do internetu? Podobnie inne szkodliwe jak np zachęcanie ludzi do udania się do zatłoczonego miejsca i odstania tam godzinę.
        6. Jak tam opieka na ludźmi w kwarantannie domowej? Przeczytałem, że osoby samotne mogą liczyć pomoc Ośrodków Pomocy Społecznej w kwestii zaopatrzenia w żywność. Co z zaopatrzeniem w lekarstwa? Podstawowe środki higieny? Co z osobami niesamotnymi? Rozumiem, że siedzą w kwarantannie z całą rodziną. Kto im zrobi zakupy? Specustawa specustawą, ale po to mamy Państwo, żeby się wykazało w sytuacjach kryzysowych. Zakładam, że dokładnie wiecie ile osób i gdzie jest (a będzie jeszcze więcej) w kwarantannie. Może sowicie ostatnio doposażone WOT by się mogły wykazać. Nawet nie muszą strzelać, wystarczy, że zrobią zakupy. Sklepy przecież są i będą otwarte, Prawda? A nie chcemy żeby się tam pętali potencjalnie zarażeni.

Na razie tyle, Panie Premierze.


Sincerely
Jacek

P.S. Proszę wybaczyć, jeśli przekręcam jakieś drobiazgi. Opieram się częściowo na newsach zaserwowanych mi przez Wiadomości Google i aplikację Squid, bo aktualizują dane, nie zawsze prawdziwe, częściej niestety niż strona rządowa.

piątek, 6 marca 2020

I 2 duże bańki poszły...

2 miliardy w TVP łatwiej się będzie kontrolowało niż w onkologii.
        Muszę powiedzieć, że PiS i prezydent miło mnie zaskoczyli. Byłem głęboko przekonany, że ta afera z możliwością niepodpisaniem ustawy, która to możliwość podobno mocno wkurzyła prezesa, to tylko taka zagrywka, żeby prezydent mógł się wykazać niezawisłością i niezależnością od prezesa. Bo przecież niedługo wybory i to byłby bardzo PR-owy gest. "Patrzcie niewierni, nazywacie mnie długopisem, notariuszem, ale gdy trzeba, gdy chodzi o sprawy ważne, o naszych obywateli walczących z rakiem, umiem powiedzieć: stop, nie tędy droga, panie prezesie". I ding, kilka punktów procentowych więcej.
        Tymczasem niespodzianka. Podpisał. Spadajcie chorzy, spadajcie rodzice śpiący pod łóżkami dzieci w przepełnionych salach, spadajcie ich rodziny, damy 2 miliardy panu Kurskiemu, który za te pieniądze będzie nas z tego pięknie tłumaczył.
        PiS jest tak pewny wygranej, że te 2 miliardy postanowił wydać lepiej niż na kilka procent poparcia. Ale z drugiej strony - a z kim miałby przegrać?

niedziela, 7 kwietnia 2019

O internecie nieprywatnym.


Tak wygląda internet jak się raz kliknie w reklamę na FB, a potem ogląda internet zapomniawszy o włączeniu trybu prywatnego. Bardzo niesłusznie zwanego trybem porno.

czwartek, 31 maja 2018

poniedziałek, 26 lutego 2018

Takie kolorowanki

Ktoś powiedział Jackowi, że jest zestresowany.

Zdanie powyższe, jak widzą zapewne wszyscy, bez sensu jest. Lub też ma sensy dwa. Co oznacza, że jest bez sensu. Sens pierwszy - ktoś poinformował Jacka, iż uważa się za zestresowanego. Sens drugi - ktoś poinformował Jacka, iż uważa Jacka za zestresowanego. I o ten drugi sens nam dzisiaj chodzi.

Mnie? Zestresowanego? Że pozwolę sobie tutaj zacytować skarbnicę mądrości i cytatów na wszelkie okazje - Internet. Dzieci, proszę zamknąć oczy i uszy:

“Jestem oazą spokoju. Pierdolonym, kurwa, zajebiście wyluzowanym kwiatem lotosu na przejrzystej tafli jebanego jeziora. Prawdę mówiąc jestem tak wyluzowany, jak wagon pierdolonych, tybetańskich, medytujących mnichów.”

Musiałem oczywiście poprawić kilka literówek, dodać polskie znaki, wstawić przecinki w odpowiednie miejsca, usunąć spacje przed przecinkami w innych miejscach, ale poza tym sens wypowiedzi został zachowany. Ja się nie stresuję. I przyczyną mojej ciężkiej, śmiertelnej niemalże (udowadniałem w jednej z części poradnika, że gorączka zabija myśliwych dlatego jest śmiertelna i jej nie lekceważymy) choroby nie jest stres, tylko absolutny przypadek. Każdemu się zdarzy zachorować raz na dwadzieścia lat i nie ma co robić z tego tragedii.

Niemniej z okazji rzekomego stresu polecono mi na odstresowanie tzw kolorowanki odstresowujące. Nie wiem dlaczego niby kolorowanie czegokolwiek (poza sprayowaniem samochodu bezpośredniego przełożonego) miałoby komukolwiek poprawiać samopoczucie. Ale ponieważ uwielbiam zmiany i chętnie podejmuję się nowych wyzwań* to postanowiłem spróbować.

Spróbowałem.



I muszę powiedzieć, że to w ogóle nie odstresowuje. W ogóle. Wręcz przeciwnie. Zamiast jednej wielkiej części do zamalowania jest pierdyliard malutkich. Ile się człowiek języka nagryzie żeby nie wyjść za linię. Ile razy ołówek trzeba strugać. Rysujesz dwie godziny, patrzysz, a tu ledwo zaczęte. I gdzie tu element odstresowania jak mnie to wszystko tylko denerwuje. Jak skończę tę odstresowującą kolorowankę to dopiero będę potrzebował czegoś na stres.




Chyba, że ja coś źle robię?







* Nie cierpię zmian i nie cierpię podejmować się nowych wyzwań. Nie cierpię nawet starych wyzwań. Piszę to w przypisie, bo nikt nie czyta przypisów, zatem z tekstu będzie wynikało jaki to jestem fajny, na czasie i w ogóle.


wtorek, 25 lipca 2017

O bastionach mody

        Springfield, bastion mody męskiej, źródło 85% moich ubrań. Po latach bezprzykładnej wierności marce czegóż się dowiaduję? Ano dowiaduję się, że żaden to bastion i ubrania dla kobiet też mają. Skandal i hańba Ci Springfieldzie. Jeden z nielicznych sklepów, gdzie wszedłszy nie rozglądałem się nerwowo szukając w hali z ubraniami dla kobiet małego kącika dla mężczyzn. Gdzie przed sklepem - dla odmiany - gromadził się i przestępował nerwowo z nogi na nogę tłumek kobiet oczekujących na swych pogrążonych w zakupach mężów/narzeczonych/kochanków/chłopaków. Kobiet, które tak przestępując z nogi na nogę nawet w drobnym ułamku nie przeżywały tego co my czekając przed Tatuum, Bershką (tu 75 innych sklepów) czy innym Desigualem. Gdyż jesteśmy mężczyznami, jesteśmy znani z szybkości - 30 sekund, góra minuta i po sprawie. A one potrzebują czasem i 3 godziny. Hańba Ci Springfieldzie za tę zdradę.

        Jakby tej zdrady było mało, choć już prawie ją wybaczyłem, to mi nóż w plecy z drugiej strony wbito. Springfield, nie dość, że sprzedaje ubrania dla kobiet, to jeszcze zamyka sklepy. No jak tam można człowiekowi prawie jedyne źródełko odbierać? Hańba Ci Springfieldzie po raz drugi.

Cóż ja teraz, biedny, pocznę? Gdzie w spokoju zrobię zakupy?

niedziela, 16 lipca 2017

Jak się Jacek z abonamentem RTV rozstawał, cz. 2

        Najstarsi czytelnicy pamiętają, że lata temu - dokładnie to jakieś 2 tygodnie temu - postanowiłem wyrejestrować odbiornik telewizyjny, zwany popularnie wśród pospólstwa - telewizorem. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Znalazłem stronę na portalu Poczty Polskiej, wpisałem cudem odnaleziony w odmętach moich skanów unikalny numer identyfikacyjny, dodałem jeden z moich licznych maili i poszło. Naiwnie myślałem, że to koniec, ale mail (e-mail od poczty tradycyjnej!) wyprowadził mnie z błędu. Przyszedł mail, że przyjdzie poczta.

        Tak więc przyszła poczta. I niniejszym muszę odszczekać prawie wszystkie złe słowa jakie o Poczcie Polskiej napisałem. Gdybym napisał na papierze to bym teraz ten papier zjadł. Na szczęście Internetu nie da się zjeść, więc tylko odszczekam. Spodziewałem się litanii pytań i kłód rzucanych mi pod nogi. Tymczasem przesyłka zawierała list przewodni z instrukcją obsługi dwóch wypełnionych już formularzy. Instrukcja nieskomplikowana: podpisać czytelnie, włożyć do koperty (załączona do przesyłki) i wrzucić do skrzynki. Żadnych pytań dlaczego, żadnych gróźb, kulturalnie jak starzy znajomi. Podpisałem, zakleiłem, wrzuciłem.

        Nie byłbym jednak sobą, gdybym się do czegoś jednak nie przyczepił. Formularze w formacie A4 złożone na 3 pasują do koperty takiej trochę dłuższej, a załączono tę bardziej prostokątną. W związku z tym musiałem 2 formularze złożyć jeszcze na pół, narażając się na bolesne skaleczenie brzegiem kartki. Kto się raz tak skaleczył ten wie, że to nie żarty. Boli i goi się tygodniami. Zatem hańba ci, Poczto Polska, za narażanie swych abonentów na bolesne skaleczenia. Tak, abonentów. Umowa jeszcze nie została rozwiązana czyli ciągle jestem abonentem. Hańba ci.

<Paranoja_mode_on>
        Chyba, że to nie przypadek z tą kopertą. Chyba, że to niecny pomysł kogoś mściwego z Poczty Polskiej, dział rozwiązywania stosunków z abonentami. "Odchodzisz od nas, nie jesteś nam już potrzebny, giń w męczarniach". Diaboliczne iście by to było.
<Paranoja_mode_off>

wtorek, 4 lipca 2017

Jak się Jacek z abonamentem RTV rozstawał - cz.1

        Nowoczesność panie, w domu i zagrodzie. Zachciało mi się wyrejestrować telewizor. Zwany przez ustawodawcę “odbiornikiem telewizyjnym”, co przecież jest pojęciem szerszym i kryteria owego spełnia notebook z kartą tv. Ale nie o szczegółach technicznych, a o nowoczesności miało być. Więc postanowiłem wyrejestrować telewizor. Pani od polskiego z podstawówki zatrzęsła się z oburzenia widząc 'więc' na początku zdania, ale już mi za to stopnia nie obniży. Więc ‘więc’ zostaje. Więc nagle olśniło mnie, że mamy XXI wiek i nawet Poczta Polska ma opcję powiadamiania SMS-em o przesyłce. Choć odbiór przesyłki za żonę ciągle powoduje konsternację i nerwowe poszukiwanie upoważnienia oraz sprawdzanie w regulaminie czy dowód osobisty bez adresu może być. Jakbym to ja takie wymyślił.

         Więc mamy XXI wiek. Właściwie dlaczego to ciągle piszemy rzymskimi liczbami? Przecież TYCH Rzymian już dawno nie ma. Spokojnie można przejść na dużo nam bliższe cyfry arabskie. Więc mamy 21 wiek. Pomyślałem, że skoro abonament mogłem płacić przez internet zamiast biegać z książeczką na pocztę, to może i zrezygnować z niego da się przez internet. Tak, tak, wiem, naiwność moja wielka jest. Niemniej sprawdziłem. Google, “wyrejestrowanie telewizora poczta”, pierwszy link. Alleluja! Jest! Ukryte pod opcją “Zmiana danych”, ale jest. Ale za chwilę pierwszy zonk. Numer identyfikacyjny? Tu się przydała moja obsesja skanowania wszystkiego co znajdę w skrzynce na listy. Kilka lat temu Poczta Polska SA powiadomiła mnie, że była łaskawa nadać mi unikalny i indywidualny numer identyfikacyjny. I wraz z tym numerem łaskawa była przydzielić mi unikalny i indywidualny numer konta, na który mam się nie powstrzymywać i co roku wpłacać należny podatek. Tfu, abonament. Tfu, podatek. No przecież to podatek jest i po co to ściemniać i nazywać abonamentem? Kombinują i kombinują jak by tu zebrać więcej. Podpowiadam: ponieważ to podatek to po prostu dopiszmy pozycję do PIT np. rubryka 128 - podatek telewizyjny - 20 zł. Od razu wiadomo kto zwolniony, bo z PESELa łatwo policzyć i już. Kasa wzrośnie, ja będę płacił mniej, minister finansów szczęśliwy, ja szczęśliwy, wszyscy szczęśliwi.

        Ale wracajmy do wyrejestrowania odbiornika sprytnie ukrytego pod opcją “Zmiana danych”. Moje OCD w temacie dokumentów wchodzących pozwoliło mi znaleźć numer identyfikacyjny. Ale adres e-mail? Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek udostępniał poczcie mój adres email. W zasadzie jeden z moich maili, gdyż jako rodowity informatyk posiadam odrębny email na każdą okazję. Który wpisać? Może jednak kiedyś jakiś poczcie podałem? Co się stanie jak podam błędny? Co się stanie jak wpiszę cokolwiek? Tyle pytań a próba tylko jedna. Poczta Polska nie pierniczy się z podatnikami i drugiej szansy nie daje. Jak się okazało po tym, gdy wpisałem jeden z działających adresów. Potem tylko przepisać kod, co jest fraszką jeśli kiedykolwiek wpisywaliście kod captcha gdziekolwiek. Poczta Polska nie utrudnia i walnęła kod bez ściemniania i utrudniania. Naciskamy “Zapisz” i w ten prosty, internetowy sposób wyrejestrowaliśmy odbiornik telewizyjny, tadam!

PlumPlumPlumPlum (tak mniej więcej brzmi powiadomienie o odebranej poczcie na moim telefonie).

        Nadawca - rtv_rejestracja. Zaczynam mieć złe przeczucia. I jak się okazuje słusznie. Gdyż rtv_rejestracja zawiadamia mnie uprzejmie, że na adres korespondencyjny przyjdzie papierowy email z kopertą zwrotną. Papierowy email należy wypełnić, zapakować do koperty, zakleić, odesłać.

         Poczto Polska, donosicielu przesyłek wszelakich, sprzedawco książeczek z przepisami zakonnic oraz żywotami świętych, sprzedawco krzyżówek i Gościa Niedzielnego, dociekliwy sprawdzaczu czy w paczce z zagranicy nie ma przypadkiem jakiejś kontrabandy i/lub pieniędzy a potem informująca mnie o tym sprawdzeniu w protokole komisyjnego zabezpieczenia paczki, bo tak się wzięła i otworzyła bidulka.
        Poczto Polska, czy naprawdę tak trudno było wystawić na stronie kawałek ankiety, w której odpowiedziałbym na te same pytania, które niewątpliwie przyślecie mi w liście?

Obstawiam:
1. Dlaczego wyrejestrowuje Pan/Pani odbiornik telewizyjny?
2. Ilość wyrejestrowywanych urządzeń? (Powinno być ‘liczba’, ale w pismach urzędowych ten błąd jest tak powszechny, że niedługo przestanie być błędem, bo wszyscy się przyzwyczają)
3. Adres lokalu, w którym znajduje się odbiornik? (Zakład, że będzie pytanie o adres? Pomimo, że telewizor jest zarejestrowany pod konkretnym, znanym im adresem - przecież przysłali list, nie? - mogę się założyć, że pytanie o adres będzie)
4. Data wyrejestrowania?
5. Podpis abonenta, data, miejscowość.
6. Numer konta, na które zwrócić nadpłatę abonamentu.

        Żartowałem z tym numerem konta :-) Będę mocno zaskoczony, jeśli cokolwiek zwrócą, bo przecież “zapłacił Pan za cały rok z góry, za co otrzymał Pan odpowiednią zniżkę”.


Póki co tyle. Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi, o czym zainteresowanych poinformuję tu i ówdzie.

piątek, 4 marca 2016

O dzielnym Jacku, co wirusy zwalczał

        Przybiegła do mnie pani z pokoju obok... Tak, na facebooku mogę pisać suchary informatyczne, ale w pracy jestem informatyczną osobowością, której przynosi się dary i prosi o pomoc oraz modlitwę. Przy czym to pierwsze niosę, a to drugie nie działa. Więc przybiegła do mnie pani z pokoju obok. Po pomoc i modlitwę (ciągle nie działa), a nie w żadnym innym celu, gdyż jestem emerytem i tylko pomocą i modlitwą (tutaj też nie) mogę służyć. Przybiegła więc z przerażeniem na twarzy i włosem rozwianym. Boże, myślę, ani chybi mamy w firmie jakiegoś lubieżnika, który w akcie desperacji postanowił napastować niewinną niewiastę w wieku niespełna emerytalnym. I zwraca się do mnie słowami (pani z rozwianym włosem, a nie rzekomy lubieżnik):
        O wielki, mądry i dobrotliwy (czytaj: panie Jacku), kilka głębokich wdechów i wydechów zwanych popularnie sapaniem, Obyś żył wiecznie w szczęściu i otoczeniu 72 dziewic (czytaj: panie Jacku), ktoś mi się włamał do komputera!

Wychyliłem się zza monitora…


        Jako, że z punktu widzenia Jacka opis wychylania się zza monitora nie wygląda zbyt ekscytująco i dramatycznie, zostanie on poniżej przedstawiony z punktu widzenia obiektywnego niewątpliwie narratora.

        Panie Jacku, panie Jacku, ktoś mi się włamał do komputera! - przestraszonym głosem krzyczała kobieta w średnim wieku (w zasadzie powinno zostać napisane - starsza kobieta, jednakże ponieważ Jacek niebezpiecznie zbliża się do wieku, w którym ktoś powie o nim - starszy pan, trzymać się będziemy wersji - w średnim wieku) zatrzymując się w progu pokoju. Pokój otrzymał swoją szlachetną i sugerującą wyposażenie chociaż w jedno okno nazwę nie z powodu posiadania chociaż jednego okna, ale z powodu przepisów, które zabraniają umieszczać informatyków w ciemnych, wilgotnych i dusznych norach. Niemniej, pomimo nazywania pokojem, była to ciemna, wilgotna i duszna nora, w której bezduszni przełożeni umieścili kwiat miejscowych informatyków, wychodząc najwidoczniej z założenia, że skoro i tak nie mają oni czasu podziwiać krajobrazów za oknem, to niepotrzebne im i samo okno. Stało się zatem jasne - w opozycji do mroku panującego w pokoju - dlaczego przestraszona i szukająca pomocy kobieta nie zdecydowała się jednak zapuścić dalej niż do progu. 

        Panie Jacku? - dużo bardziej adekwatnym w tej sytuacji szeptem krzyknęła jeszcze raz. Tym razem była reakcja. Informatycy nigdy nie reagują za pierwszym razem. Może sobie pójdzie. Nie poszła. Zaskrzypiało obrotowe krzesło. Zza olbrzymiego, ustawionego standardowo tyłem do wejścia, monitora wychyliło się nie licujące z ogólnie mało sympatycznym krajobrazem pokoju zaskakująco sympatyczne lico Jacka. Słucham panią - powiedział głośno. Co w tych warunkach okazało się ledwo słyszalnym szeptem, który nie poruszył ani odrobiny kurzu zebranego przez lata na stertach dokumentów porozrzucanych po biurku. Choć według kryteriów samych informatyków dokumenty owe były "precyzyjnie rozmieszczone, aby w każdej chwili być pod ręką". Wyszeptane Słucham panią, choć serce i umysł, zajęte rozważaniem wyższości interfejsów nad klasami abstrakcyjnymi w konstrukcyjnych wzorcach projektowych, krzyczały - Czego?!.

        Ktoś mi się włamał do komputera i zamienia litery na cyfry - wyszeptała pani w średnim wieku. Wychylony zza monitora Jacek zareagował gwałtownie. Unosząc lewą brew. Co jednak nie wystraszyło ciągle stojącej w progu interesantki. Choć trzeba jej przyznać, że przechyliła się do wnętrza pokoju. Może by pan zajrzał do mnie i zobaczył co się dzieje? - aż zatrząsł się z oburzenia Jacek wewnętrznie na te słowa. Miałby opuścić ten urokliwy zakątek w piwnicy i udać się na przeraźliwie jasno oświetlone, pełne ludzi Drugie Piętro? Wspomnieć należy, że Drugie Piętro to nie jest jakieś tam sobie drugie piętro, jak w dowolnym budynku. To Drugie Piętro jest piętrem, na którym mieszka legendarna Dyrekcja. Jacek nigdy nie widział Dyrekcji, ale wie, że Dyrekcja mieszka na drugim piętrze i ma moc stawiania pieczątek na wnioskach urlopowych. Zazwyczaj pieczątek z podpisem “Zezwalam”, bo kto by zabraniał wyjazdu w listopadzie nad morze. Zdobycie pieczątki nie jest łatwe, gdyż wniosek urlopowy zostawia się w Sekretariacie Dyrekcji. A w Sekretariacie pracuje Sekretarka. Gdyby można było tu wstawić muzykę, to byłoby to coś dramatycznego, wieszczącego niebezpieczeństwo i grozę. Sekretarka na widok bladego, chudego, lekko przykurzonego i rozczochranego informatyka, zamiast uciec jak każda normalna kobieta, uśmiecha się i pyta w czym może pomóc.W czym może pomóc! Do informatyka! I jeszcze młoda jest! I stoi potem ten nieszczęśnik, ściskając w ręku coraz bardziej przepocony wniosek o urlop, z językiem przyschniętym do podniebienia, szukając w myślach sformułowania, które nie będzie bezmyślnym bełkotem. Bo ja… rzuca cicho, potem drżącą ręką podaje kartkę Sekretarce. Następuje sekunda, w której kartkę trzymają oboje. W powietrzu czuć seksualne napięcie. Przestraszony tą intymną niemal bliskością informatyk puszcza kartkę, spuszcza wzrok i tyłem wycofuje się za próg. Informację o przyznaniu urlopu dostanie już, jak cywilizowany człowiek, mailem.

        Drugie Piętro. Jacek wraca do pozycji za monitorem i wstaje. Wstając zahacza mięśniami brzucha o biurko. Biurko drży. Lekko, niemal niezauważalnie. Nieubłagana fizyka przenosi drgania na podstawę monitora, stąd na resztę monitora. Stojący na monitorze posążek Buddy, od lat na skutek kolejnych wstrząsów przesuwający się w kierunku krawędzi, przekroczył punkt, w którym grawitacja i tarcie utrzymywały go na monitorze. Ta sama grawitacja bezlitośnie ściąga go teraz na dół. Spadając na klawiaturę odbija się kilka razy, zupełnie przypadkowo wpisując w otwartym oknie wzór unifikujący grawitację z pozostałymi siłami. Wzór, który za kilka lat pozwoliłby na opracowanie zimnej fuzji, antygrawitacji, napędu tachionowego, lekarstwa na raka i eliksiru odmładzającego. Pozwoliłby, gdyby nie Jacek, który, powróciwszy kilka minut później z drugiego piętra, skasował go uznając za jakieś przypadkowe bzdury, skazując w ten sposób ludzkość na kilka dodatkowych wieków mrocznych.

Idzie - powiedział i ruszył. W jakiś niepojęty sposób tumany kurzu na stertach perfekcyjnie ułożonych dokumentów nawet nie drgnęły. Wydawało się, że nie szedł a płynął. Kubek z kawą w jego dłoni poruszał się ruchem idealnie jednostajnym prostoliniowym. Pomijając zakręty.

Bo ja go, panie Jacku, wyłączyłam.
Włączy… Wpisze hasło...
O widzi Pan, widzi. Naciskam litery a piszą się cyfry. To wirus, czy ktoś się włamał, panie Jacku?
Siorb - łyknął łyk kawy, a raczej zimnej lury zrobionej rano, której nie było czasu do tej pory wypić.
Siorb - spojrzał na panią w średnim wieku zastanawiając się, jaki sposób śmierci będzie adekwatny.
Siorb - spojrzał na świecący na niebiesko na małym notebooku klawisz Numlock.
Siorb - tym razem obmyślając plan pozbycia się ciała.
Siorb - a wszystko w nim krzyczało, choć oblicze jego pozostało profesjonalnie chłodne.
Siorb - nacisnął klawisz Numlock, odwrócił się i odszedł.
        
        Za znikającą we mgle postacią Jacka z boskim niemal uwielbieniem patrzyła pani w średnim wieku. Siorb - rozległo się ostatni raz. Jacek zniknął za zakrętem schodów. Czas przyspieszył i świat ponownie zaczął oddychać.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Tramwaj, czerwony, przez ulice mego miasta mknie

        Jedzie sobie człowiek rano do pracy. Właściwie dla ludzi to jest środek nocy, ale utarło się mówić, że rano. Więc jedzie sobie człowiek (w tej roli ja) tramwajem (w tej roli tramwaj, czerwony, co przez ulice mego miasta mknie) do pracy (w tej roli pewna budżetowa instytucja mająca w nazwie kilka wielosylabowych słów). Środek nocy, więc człowiek jeszcze dobrze nie obudzony. Próbuje czytać książkę (w tej roli “Buty szczęścia” Ewy Woydyłło), ale co otwiera oczy to jest na tej samej stronie. Próbuje słuchać muzyki (w tej roli któraś z płyt Cohena), ale też mu to słabo idzie. Bo słabo się słucha jak się przysypia.

         I nagle jak nie ryknie coś na cały tramwaj: “Czy Twoje dziecko odpowiednio szczotkuje zęby mleczne?” Podskoczyłem, jako i podskoczyła połowa tramwaju. Rozejrzeliśmy się ze zgrozą szukając dającego się zabić źródła tego nowego rodzaju marketingu bezpośredniego. A głos spod sufitu kontynuuje: “Sfinansowana z funduszy szwajcarskich nasza kampania pomoże Ci z tym problemem…”. Dobra, pomyślałem, Jacek, twardy jesteś, dasz radę.

         Dałem radę. Aż 4 minuty później: “Czy Twoje dziecko odpowiednio szczotkuje zęby mleczne?”. No żesz qwa, tym razem już prawie spałem. A miejsce, muszę się pochwalić, miałem wyborne do porannej drzemki w tramwaju (tyłem do kierunku jazdy co zapewnia nieprzelecenie przez przednią szybę w przypadku stłuczki, brak ławki przede mną pozwalający wyciągnąć nogi, agregat grzejący za plecami zapewniający miłe ciepełko). A potem tak jeszcze 3 razy. Miałem sporo czasu żeby wymyślić jaką karę powinien ponieść pomysłodawca tego wynalazku. I adekwatną, choć zapewniam - okrutną, karą byłaby całodniowa przejażdżka takim tramwajem z wtrącającym się we wszystko głosem z sufitu. I wcale nie byłoby mi go żal. 5 razy w ciągu niespełna półgodzinnej jazdy? Naprawdę?

I otóż w trakcie tej katorżniczej jazdy przeżywa człowiek etapy znane skądinąd.

Zaprzeczenie - “Nie, chyba się przesłyszałem. Ale inni też wyglądają jakby słyszeli. Zbiorowa halucynacja? Niemożliwe, to się nie może dziać naprawdę. Nie w moim tramwaju.”

Gniew - “Noż kruca bomba i motyla noga! Jakim cudem można było wpaść na taki kretyński pomysł? Jak tego nie wyłączą już nigdy więcej nie pojadę tramwajem. I wysiadam na najbliższym przystanku!”

Targowanie - “Panie motorniczy, no bądź pan człowiek i wyłącz to cholerstwo. Krowy przestają dawać mleko, a kury jajka znosić. Jak pan to wyłączy to już zawsze będę płacił za bilet. Słowo emeryta.”

Depresja - “To się nie uda. Już zawsze będę wysłuchiwał 10 razy dziennie reklamy o grubych dzieciach z brudnymi zębami sponsorowanych przez Szwajcarów. Niech mnie ktoś przytuli. To jakiś szwajcarski spisek. Chcą nas zmęczyć psychicznie, aby potem łatwo podbić i zdobyć wreszcie dostęp do morza. Chcę do mamy. Niech mi ktoś zrobi herbatkę z rumiankiem...”

Akceptacja - “Niech zatem tak będzie. Skoro niczego nie można zrobić, skoro rząd nasz do spółki ze szwajcarskim chce zrobić z nas bezwolne kukły sepleniące o otyłości i próchnicy, to niech tak będzie. Widocznie kosmos tak chciał. Nienawidzę Cię kosmosie. Jeszcze tylko dwa przystanki.”

I w ten sposób dojeżdżamy do pracy pogodzeni z losem, a zatem rozluźnieni, pełni werwy i gotowi sprzedać swój czas szefowi za podłą pensję. Radujmy się.

poniedziałek, 23 listopada 2015

O ułaskawieniach kreatywnych.

        Miłościwie nam panujący Imć Prezydent Duda Andrzej, z zawodu podobno prawnik, aktualnie prezio, dość kreatywnie podszedł ostatnio do tematu ułaskawień. Uznając, że jak konstytucja mówi, że może ułaskawiać, to może. I inne zapisy konstytucji można spokojnie mieć gdzieś. I wspomniany zapis wykorzystując ułaskawił swojego partyjnego kolegę. Kolegę póki co niewinnego, gdyż wyroku prawomocnego nie było. Sytuacja owa pokazała jak mizerne jest polskie środowisko prawnicze. Gdyż co prawnik to inne zdanie na temat tego ułaskawienia ma. Aż miło popatrzeć jak pięknie chłopaki masakrują polskie prawodawstwo. Badziewne jak się okazuje. Niebadziewne nie pozostawiałoby wątpliwości kto co w państwie może, a czego nie i - uwaga - jakie za to grożą kary. Bo aktualnie to mamy:
- ułaskawiłem i co mi zrobicie?
- nie mianuję sędziów i co mi zrobicie?
Podobnie większość przepisów. Obywatel musi, w terminie, pod karą. Prezydent podpisuje. I koniec. Ani terminu, ani kary.

        Ale ja nie o tym. Ja chciałem ministrowi finansów naszemu, wybaczcie, nazwiska nie przyswoiłem, podsunąć pomysł na to, skąd wziąć pieniądze na te wszystkie bzdury, które obiecali, a których teraz nie zrealizują, bo nie ma pieniędzy. Otóż ministrze nasz szanowny, wykorzystajmy radosną twórczość naszego prezia, tfu, prezydenta i niech Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych drukuje hurtowo ułaskawienia in blanco. Załączam wzór:


Ja, niżej podpisany, Jego Wysokość Prezydent IV Rzeczypospolitej, niniejszym ułaskawiam <wstawić imię i nazwisko skazanego> od zarzutu popełnienia przestępstwa <wstawić rodzaj przestępstwa>. Ułaskawienie niniejsze ważne jest do dnia <wstawić datę> i dotyczy zarówno czynów już dokonanych, jak i tych, które dokonane dopiero zostaną.


        Patrz pan, panie minister, jakie się możliwości otwierają. Można więcej kasować za przestępstwa ciężkie, mniej za lekkie. Gwałt np 20 000 zł, gwałt zbiorowy w promocji 50 000 (ale i tak wyjdzie chłopakom taniej na osobę, jak zrzutkę zrobią). Kradzież 5 000, z włamaniem 7 500. Takie np uniewinnienie od jazdy po pijaku to można by w bloczkach sprzedawać, po 50 sztuk. “Pszepraszszszaam, hyp, panie władzo kochaniutki, hyp, właśnie mi się ułasssk-hyp-awienia skończyły, jutro dowiozę. Hyp.” Ja wiem, że teraz to się immunitet nazywa i działa tak samo, ale szare społeczeństwo też by to chętnie kupiło. Za przekroczenie dopuszczalnej prędkości sam bym kilka bloczków wziął.

        A jakie możliwości przed datą ważności. Pomyśl pan, panie minister - ułaskawienie ważne rok, dajmy na to 1 000 zł. Ale chcesz pan ważne na trzy lata to już będzie 2 500. Te z dłuższą datą to można by sprzedawać jak obligacje skarbowe. “Świąteczna oferta ułaskawień skarbowych, ważne 3 lata, od drobnej kradzieży do masowego ludobójstwa. Poleca Państwowa Wytwórnia Ułaskawień Wartościowych.”

        Idźmy w kreatywności dalej. Rząd nasz aktualny, neutralny rzekomo światopoglądowo, w miłości wielkiej z Kościołem Katolickim żyje. A sprzedawajmy drobne ułaskawienia na odpustach. W sprzedawaniu odpustów Kościół wielowiekowe doświadczenie ma, to i ułaskawieniom da radę. Coby lud prosty stać było proponuję na odpustach sprzedawać tylko drobne ułaskawienia: za pobicie żony, molestowanie siostrzenicy, utopienie szczeniaków w rzece, zaoranie miedzy sąsiada.

        Ale nie ustawajmy w kreatywności. Kto powiedział, że mamy się ograniczać tylko do Polski? Kenia dla podratowania budżetu sprzedaje możliwość zapolowania na słonia. Polska dla podratowania budżetu mogłaby sprzedawać możliwość zapolowania na Polaka. Wykształcenie zawodowe - 25 000, średnie - 50 000, wyższe - 100 000. Dopłata za wybór płci, za polowanie z nagonką (miłośnicy okolicznych klubów sportowych w strojach ludowych), drożej młodzi i wysportowani, taniej emeryci i renciści. Emerytów i rencistów proponuję sprzedawać w promocji z jednym bezdomnym gratis, bo skuteczne polowanie skutecznie zmniejszy liczbę chętnych do pobierania emerytur, a przy okazji znacząco poprawi sytuację mieszkaniową przypadkowego społeczeństwa. Potrójna korzyść, bingo niemalże.


        Bierz pan, panie minister, powyższe, a korzystaj z tego. Ja za prawa autorskie do projektu ratowania budżetu zadowolę się 0,01% od wpływów.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Nie ma za co.

        Ze względu na niemożebne upały postanowiłem pojechać nad morze. W związku z tym zapowiada się koniec upałów oraz ulewy, burze, gradobicia, powódź stulecia i poranne przymrozki.

Wyrazy wdzięczności przyjmuję w naturze oraz na konto.