Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suchar informatyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suchar informatyczny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 maja 2019

Suchar informatyczny #10

        Czcigodni radiosłuchacze. Niewyczerpane źródło drętwych i zrozumiałych tylko przez informatyków kawałów o informatykach nie wyschło, jak mogłoby się wydawać patrząc na datę poprzedniego posta/u. Drętwe i zrozumiałe tylko przez informatyków kawały o informatykach nie bez powodu nazywane są sucharami. W sensie, że twarde i nikt poza nielicznymi wyjątkami ich nie lubi. Źródło więc dziurawe, owszem, jest, ale się nie poddaje (wbrew rzucanym z zagranicy kalumniom).

W dniu dziesiejszem zajmniemy się otóż tzw dowcipem następującem:

Poszedł informatyk z synem na szczepienie. Po wszystkim napisał mu na plecach:
"Baza wirusów zaktualizowana 2019.05.27”

        Cóż szanowne państwo widzą w powyższem tzw sucharze? Co w tym zabawnego? Że informatyk ma syna? Proszę Was, nie raz i nie dwa tu i w innych miejscach udowadniałem, że informatyk to prawie idealny kandydat na męża. I wbrew obiegowej opinii nie wszyscy informatycy pracują w norach i wyglądają jak neandertalczycy. Tylko niektórzy. A wiecie ile się trzeba napracować, żeby sobie taką przyzwoitą, ciemną norę zorganizować? Ile się trzeba namarudzić administratorom budynku, że słońce nam na cerę źle działa, że klawiatura się nagrzewa i parzy, że się te gołe kobiety z budynku naprzeciwko w ekranach odbijają i nie widać kodu, że oszczędność światła będzie, że nie będziemy musieli ze wstrętem patrzeć na te kalendarze na ścianach z ledwo co ubranymi kobietami (jak boga kochamy, już tam były jak się wprowadzaliśmy, my tylko zmieniamy miesiące), żeby nam w końcu zainstalowali rolety, to sobie nawet nie wyobrażacie.
        Że w ekranach? No oczywiście, że liczba mnoga. Szanujący się informatyk ma co najmniej 3 monitory ustawione w rzędzie. Wybitni mają jeszcze dodatkowe 3. Zazwyczaj puszczamy na nich jakieś skrypty, które w kółko wykonują się w czarnym okienku albo skomplikowane arkusze w excelu, co dla sporadycznie pojawiających się w norze gości wygląda jak ciężka praca. Zwłaszcza gdy o coś pytają, a my z tajemniczymi minami gapimy się w te ekrany, kiwając od czasu do czasu głową ze zrozumieniem, a innym razem notujemy coś szybko na kartce. Zazwyczaj idą sobie wtedy skąd przyszli mówiąc : “widzę, że zapracowani jesteście, wpadnę kiedy indziej”.

        Ale ja nie o tym chyba miałem. Skupmy się na tekście. Widzimy więc optymistyczną wieść, że informatyk a ma syna. Sformułowanie to daje rzeszom bezdzietnych jeszcze informatyków nadzieję na posiadanie potomstwa, która to nadzieja z kolei nierozłącznie wiąże się z nadzieją posiadania - chociaż przez chwilę, i nie przywiązujmy się do słowa ‘posiadania’, pasuje do konwencji - nadzieją posiadania kobiety. Dla większości - być może pierwszy raz.
        Poszedł na szczepienie. Informatycy, powszechnie zresztą znani ze swojej inteligencji - choć wredni ludzie mówią, że znani ze swojego przekonania o wysokiej inteligencji, tak czy owak zazwyczaj znani z wysokiej pensji… Chwila, muszę to przeczytać. A tak. Na szczepienie. Czyż zaprowadzenie dziecka na szczepienie nie jest kwintesencją inteligencji, zdrowego rozsądku i asertywności? W obliczu szerzących się po internecie bzdur o szkodliwości szczepionek, o magicznej mocy wody morskiej, o jaszczurach z kosmosu (tak, szlachetni, to wszystko jednakowe bzdury) on, informatyk, niezłomny, na białym koniu niemalże, hardo idzie z dzieckiem na szczepienie. Śmiało spogląda wyznawcom Ziemby w oblicza, płaskoziemcom mającym wyznawców na całej kuli ziemskiej z dumą pokazuje koszulkę z obrazem kuli ziemskiej widzianej z kosmosu z podpisem “a jednak się kręci”, jasnowidzom mówi “jak tak wszystko widzicie to czemu sprzedajecie porady po 3 zł + VAT za minutę zamiast wygrać w Eurojackpot?”. Czyż nie jest wspaniały?
        Złośliwi mogą powiedzieć “Hola, hola Jacek. Gdzie tam napisane, że on tego syna zaszczepił? Tam jest tylko, że poszedł z nim na szczepienie. Przecież może z tego wynikać, że on to dziecko wziął dla towarzystwa, albo go nie miał z kim zostawić, albo się boi szczepionek i chciał, żeby go ktoś potrzymał za rączkę, a syn przypadkowo dzielny jest.” Ja na to: “phi, pies was trącał, złośliwi, ja, informatyk Jacek, zaświadczam, że informatyk zaprowadził syna aby go - syna - zaszczepić”.

        Ale ja nie o tym miałem. Pomińmy milczeniem, że na plecach napisał, bo gdzie miał zapisać, żeby nie zapomnieć i żeby się nie zmyło? No na plecach, w miejscu, do którego ręka nie sięga, więc syn nijak tego nie zmyje. A pamiętać kiedy była ostatnia szczepionka bezwzględnie należy. Choćby po to, żeby wiedzieć kiedy się spodziewać poszczepiennego autyzmu czy innego NOP-a.

        Ale ja nie o tym miałem. “Baza wirusów została zaktualizowana”. Ręka do góry kto ani razu nie podskoczył pod sufit zdzierając słuchawki z głowy na dźwięk tych słów. Siedzicie sobie w słuchaweczkach na uszach, dźwięki ściszone do komfortowego poziomu, oglądacie kucyki pony czy co tam kto lubi i nagle jak Avast nie ryknie delikatnym głosem syreny okrętowej na sterydach, że właśnie w tym momencie możecie poczuć się spokojnie i bezpiecznie, gdyż “baza wirusów została zaktualizowana”. Ja bym osobiście wolał usłyszeć, że baza zabezpieczeń przed wirusami została zaktualizowana, ale ja raczej czepialski i upierdliwy jestem. No więc zapisał sobie rozsądnie w rozsądnym miejscu kiedy zaktualizował dziecku bazę wirusów. I w tym przypadku o aktualizacji bazy wirusów mówić można, gdyż właśnie próbki wirusów się dziecku podczas szczepienia aplikuje. Małe, osłabione, czasem zupełnie nieżywe, ale jednak wirusy.

        Suchar dzisiejszy polega więc w zasadzie na tym, że to nie żaden suchar, tylko podana w żartobliwy sposób informacja o nieograniczonych pokładach zdrowego rozsądku, którym obdarzeni są informatycy. Jak już kiedyś zatem wspominałem - kochajcie informatyków, dziewczęta. I w ogóle nie wierzcie w krążący bez sensu po internecie tekst, że marynarze są lepszymi kandydatami na mężów. Phi.



wtorek, 30 października 2018

Suchar informatyczny #9

        Dawno, bardzo dawno, nie zaglądaliśmy w najmroczniejsze zakamarki mózgów najmroczniejszych przedstawicieli ludzkości - informatyków. (Dawno w ogóle tu nie zaglądaliśmy, ale na ten fakt opuszczamy dyskretnie zasłonę zapomnienia.) Zatem suchar informatyczny na dziś:

- Co zabiera informatyk na turniej rycerski?
- Kopię zapasową.

        Gratuluję poczucia humoru tym, którzy się przynajmniej lekko uśmiechnęli. Chwała Wam i alleluja. Dzięki Wam jest jeszcze nadzieja dla ludzkości. Dla pozostałych wyjaśnienie poniżej.

        Żart powyższy… owszem, niedowiarki, to żart, nawet dość zabawny… Otóż żart powyższy oparty jest swego rodzaju grze słów. Że niby w jednym zdaniu informatyk i turniej rycerski. Turniej rycerski, wiadomo, kojarzy się z zakutymi w blachę i ciężko uzbrojonymi wojownikami, którzy niejednemu smokowi niejeden łeb usiekli. Pod zbroją na sercu mają oni podwiązkę, lub inną część garderoby, wybranki swego serca. Wybranka często nie odwzajemnia uczucia rycerza, ale rycerz się nie przejmuje, gdyż rolą rycerza jest być zakochanym bez wzajemności, a mimo to walczyć w obronie czci owej wybranki. Rycerze zatem wyglądają groźnie i są groźni, gdyż mają wielkie miecze i siedzą na wielkich koniach.
        Natomiast z drugiej strony mamy dla odmiany informatyka. Informatyka z rycerzem łączą dwie rzeczy. Informatycy też są zakuci w zbroję, choć ograniczają się do zakutych łbów. I również jak rycerze skrycie i bez wzajemności kochają swoje wybranki. Taka zatem zabawna gra słów.

Co?
Że kopia zapasowa?
Nie wiem co robi kopia zapasowa w tym dowcipie. Niczego nie wnosi i nie jest to w ogóle zabawny dodatek.


wtorek, 28 listopada 2017

Suchar informatyczny #8

        Witajcie nadobni. Po długiej nieobecności witamy ponownie suchara informatycznego. Numer bodajże 8.

"Żona do męża informatyka:
- Poznajesz człowieka na fotografii?
- Tak
- Ok, dzisiaj o 15 odbierzesz go z przedszkola."

        I to ma być podobno zabawny, krótki dowcip o informatykach. Że niby nawet nie pamięta jak jego własne dziecko wygląda. Tymczasem ileż pozytywnych i przeczących stereotypom informacji niesie powyższy tzw suchar.

        Po pierwsze: wspomniany sucharowy informatyk ma żonę. Co obala stereotyp, że informatycy nie umieją się obchodzić z kobietami. Jak widać umieją. I te żony nawet czasem do informatyków mówią. Co oznacza, że wiedzą, że informatycy umieją słuchać. A czyż umiejętność umiejętnego słuchania nie jest umiejętnością najbardziej przez kobiety wśród mężczyzn pożądaną?* Ileż pozytywnych informacji w jednym, krótkim zdaniu.

        Po drugie: wspomniany sucharowy informatyk, pomimo wątpliwości małżonki, rozpoznaje bez najmniejszych wątpliwości przedstawioną na zdjęciu osobę. Jak się później okazuje - dziecko, choć nie można wykluczyć, że nie jego**. Jednakowoż bez wahania i rozważania licznych możliwych implikacji odpowiada zdecydowanie ‘TAK’.

        Po trzecie: wspomniana żona nie boi się przekazać mu pod chwilową opiekę najcenniejszej rzeczy jaką posiadają żony - dziecka. Czyż ten objaw nieprawdopodobnego zaufania nie świadczy o szacunku jakim cieszy się informatyczny lud?

        Ale, jak mówi stare przysłowie pszczół, nie ma róży bez ognia. Do kogóż bowiem zwraca się sucharowa żona? Do informatyka. A informatycy jak działają? Algorytmicznie***. A co widzimy w sucharze? Algorytm, owszem, ale niedokończony. Informatyk odbierze dziecko z przedszkola o 15 (choć bądźmy szczerzy - 16 to dużo lepsza liczba****) i zakończy działanie. I tak będą stać z tym dzieckiem przed przedszkolem, bo się biednemu informatykowi program skończył. Zatem dziewczyny, precyzyjnie się wyrażamy, tak? No. Czyli co powinno być po “Ok, dzisiaj o 15 odbierzesz go z przedszkola.”?


* Co jest oczywiste biorąc pod uwagę, że legendarną umiejętnością kobiet jest nieumiarkowane mówienie.
** Suchar nie mówi wprost, że dziecko zostało zainstalowane przez owego informatyka. Może być pozostałością po poprzednim systemie operacyjnym. Niemniej rozpoznał? Rozpoznał. A jeśli to nie jego to nawet większa mu chwała.
*** Patrz jeden z poprzednich sucharów o tym jak zająć informatyka. Też zresztą nietrafionym.
**** Kto wie dlaczego 16 to lepsza liczba niż 15 niech podniesie rękę i naciśnie przycisk.

piątek, 28 kwietnia 2017

Suchar informatyczny #7

        W poprzednim odcinku pasjonującej podróży przez zakamarki mętnych umysłów informatyków dowiedzieliśmy się jak i jakiej dziewczyny szukają informatycy. Wielkich wymagań, jak się okazuje, nie mają. W tym odcinku mieliśmy zahaczyć o sferę SF, czyli poruszyć temat niemal niespotykany. Zatem.

Suchar informatyczny na dziś:

“Jak informatyk rzuca dziewczynę?
SHIFT + DELETE”

        Magiczna ta kombinacja klawiszy powoduje usunięcie pliku bez przenoszenia go do kosza. Trzeba powiedzieć, że wspomniany w powyższym sucharze informatyk poczyna sobie dość nonszalancko. Odważnie nawet. Żeby nie powiedzieć - heroicznie. Bowiem usuwanie bez przenoszenia do kosza znacząco podnosi poziom trudności związany z odzyskaniem takiego pliku. Standardowy informatyk rzuca dziewczynę naciskając po prostu DELETE, co powoduje umieszczenie dziewczyny w koszu. Co z kolei zapewnia informatykowi miłe poczucie satysfakcji, że jak chce to owszem może rzucić, dzielny jest, zero desperacji i już. Jak również miłe poczucie komfortu, że gdyby się jednak stęsknił to szybko może ją sobie sprowadzić z powrotem. Informatyk sucharowy poczyna sobie śmiało, bo od razu chlast, bez kosza, nie ma powrotu, adieu, orrewuar, doswidanja, żegnaj, nawet łzy nie uronię, to było piękne 4 dni.

        Przy czym z tym “nie ma powrotu” to oczywiście nie do końca prawda. Sprawny informatyk potrafi odzyskać dziewczynę nawet jeśli wyrzucił ją nonszalancko, odważnie, żeby nie powiedzieć - heroicznie. Sprawny informatyk ma narzędzia do odzyskiwania plików, które pospolity korzystacz z komputera uznał za skasowane. Więc szanowni pospolici korzystacze z komputera - nigdy przenigdy pod żadnym pozorem nie dajcie swoich dysków sprawnym informatykom. Zwłaszcza jeśli jesteście młodą, ładną korzystaczką i zdarzyło się Wam trzymać na dysku niecałkowicie ubrane fotki ;-)

piątek, 31 marca 2017

Suchar informatyczny #6

Suchar informatyczny na dziś:

"- Jakie są idealne wymiary kobiety informatyka?
- 1680x1050."

Komentarz dla nie-informatyków.
        W starodawnych czasach, u zarania epoki internetowej nikt nie myślał o oglądaniu filmów w internecie, wielu natomiast myślało o oglądaniu obrazków. Monitory były wtedy grubsze niż szersze, ciężkie jak diabli i miały standardową rozdzielczość 1024x768 pikseli. Zatem w takiej lub mniejszej rozdzielczości były kobiety informatyków. W jaki sposób kobiety mają rozdzielczość? - zapytacie o nieuświadomieni. Otóż częściowo wyjaśnieniem tego tajemniczego, choć powszechnego w tych starodawnych czasach zjawiska może być popularny w kręgach nieinformatycznych pogląd, iż informatyk to taka pierdoła nieżyciowa, że prawdziwej kobiety nie znajdzie nigdy. Zadowolić się zatem musi kobietą elektroniczną w formacie jpg. Zazwyczaj w rozdzielczości standardowej czyli 1024x768.
        No ale Jacek, przecież jak byk napisane w sucharze, że 1680x1050 - powiecie. I dobrze powiecie. Rozmiar 1024x768 był rozmiarem standardowym, czyli pospolitym. Znacznie lepszym, żeby nie powiedzieć idealnym rozmiarem był 1680x1050. Ale drogie to było jak cholera.

        Dziękuję państwu za uwagę. W następnym odcinku dowiemy się jak informatyk rzuca dziewczynę. I byłoby to SF niemalże, bo jak już który prawdziwą by znalazł, to nie ma takiej siły, żeby sam rzucił, ale nie zapominajmy, że dziewczyny informatyków mają nie wysokość tylko rozdzielczość.

poniedziałek, 31 października 2016

Suchar informatyczny #5

Suchar informatyczny na dziś:

"Użytkownicy komputerów dzielą się na:
a) robiących kopie,
b) tych, co będą robić kopie."

Komentarz.
        A to, moi szanowni, w zasadzie nie jest suchar, ale prawda życiowa bazująca na przykrych doświadczeniach pokoleń użytkowników komputerów. Róbcie backup-y. Kiedyś w tym celu trzeba było nagrywać setki płyt. Teraz wystarczy tylko odpowiedzieć TAK na pytanie "czy chcesz aby Google miało dostęp do wszystkiego co napiszesz, sfotografujesz, zobaczysz lub pomyślisz oraz zachowywało wszystko w chmurze do ewentualnego wykorzystania?".

Dygresja.
        Swoją drogą btw, w przeróżnych opcjach backup-ów ciągle brakuje jednej. Najważniejszej. Znanej z niektórych powieści SF opcji backup-u samego siebie. Niekoniecznie postaci fizycznej. Mi osobiście wystarczy, jeśli uda się zachować gdzieś stan mojego umysłu. Póki jeszcze cokolwiek kojarzę.
        Pomyślcie. Zapisujecie się dzisiaj. Jutro rano przydarza się coś bardzo niefajnego, o czym chcecie zapomnieć. Zatem jutro wieczorem przywracacie się z kopii. Jesteście wprawdzie jeden dzień do tyłu za resztą ludzkości, ale przykre wspomnienie nigdy się nie pojawiło. "Ale przykre wspomnienia są częścią naszego życia" powiecie. "Bla, bla, bla" odpowiem. Są, bo nie mieliśmy wyjścia. Trzeba było sobie z nimi jakoś radzić, więc zracjonalizowaliśmy je i teraz są "elementem kształtującym naszą osobowość". Ja poproszę reset i rano wstaję świeżutki i radosny. Tylko poprzedni dzień nigdy się nie wydarzył.
        Albo opcja przywrócenia backup-u do innego ciała. Pomyślcie o możliwościach. Rano dzwoni budzik. Wstajecie, idziecie do przedpokoju, otwieracie szafę, włączacie Jacka numer dwa, wgrywacie mu poranną kopię i wysyłacie do pracy. Po czym wracacie do łóżka.Czy to nie wspaniała wizja?
        Albo potrzebujecie załatwić sprawę w urzędzie, a ta flądra zza okienka mówi, że się nie da. Wgrywacie się do młodego, 35-letniego ciała z włoskim akcentem, udajecie się ponownie do flądry zza okienka i jedziecie "ciao bella, jesteś tak piękna, że prawie Cię ti amo. Co taka bella kobieta robi w takim miejsce? Pozwól mnie porwać się na dancing, bella. Tylko mam tu jeden taki mały dokumentini, nie chcę sprawiać kłopot. och bella, zrobisz to od ręki? Wspaniale. Wspaniała." po czym z dokumentem odwracacie się do flądrelli i udajecie się do domu.
        Albo wgrywacie się do ciała dobrze zbudowanej blondynki i stajecie przed lustrem… A nie, to miało iść do innego wątku.
        Albo wgrywacie się do komputera połączonego z całym światem. W jednej chwili stają przed waszą cyfrową świadomością nieograniczone niczym innym, tylko wyobraźnią możliwości. Średniowieczny zamek? Pstryk. Polowanie na tyranozaura. Pstryk. Wyprawa do Alfa Centauri? Pstryk. Wszystko. Na jeden pstryk. Powiedzcie, że nie chcielibyście przynajmniej spróbować. Ja bym chciał.

Róbcie backup-y, nie wiadomo kiedy będą potrzebne.

piątek, 22 lipca 2016

Suchar informatyczny #4

"Złota myśl informatyka:
Dziewczyny są dla frajerów, którzy nie potrafią sobie ściągnąć pornosa z netu".

        Jakżesz krzywdzący, och jak krzywdzący stereotyp (i całkowicie, w przeciwieństwie do stereotypów np. o kobietach, fałszywy) został w powyższym sucharze przedstawiony. Gdyż jakie albowiem informacje niesie ze sobą ów tekst? Objaśnię pokrótce.

Informacja pierwsza:
        Informatyk nie potrafi sobie znaleźć dziewczyny. Żywej znaczy. Dlaczego to bzdura? Aby zweryfikować dowolne twierdzenie (fachowo nazywa się to falsyfikacją i jest podstawą metody naukowej, każda poważna teoria naukowa musi być falsyfikowalna), bierzemy owo twierdzenie - tutaj: informatyk nie potrafi znaleźć sobie żywej dziewczyny - i sprawdzamy, czy postawiona w nim teza jest prawdziwa. Tutaj uwaga, będzie podstępnie. Nawet 1000 informatyków bez dziewczyn nie dowodzi prawdziwości postawionej tezy, ale wystarczy jeden przykład informatyka z dziewczyną, aby teza okazała się nieprawdziwa. Znam osobiście dwóch… wróć… nawet trzech informatyków wyposażonych w kobiety. I nie zawaham się ich użyć, jeśli będzie trzeba. Teza obalona.
        Czego nas to nauczyło? Ano nauczyło nas, aby tez nie formułować tak bezwzględnie. Bo spróbujcie obalić taką tezę: Większość informatyków nie potrafi sobie znaleźć dziewczyny. Ciągle do obalenia, ale ileż więcej roboty wymaga. Trzeba by najpierw sprecyzować definicję informatyka (osoba wymieniająca toner w drukarce NIE jest informatykiem), znaleźć wszystkich informatyków, podzielić ich na informatyków posiadających (brzydkie słowo, ale w tym kontekście powinno być zrozumiałe) i nieposiadających dziewczyny, poradzić sobie jakoś z informatykami-dziewczynami (choć niektórzy uważają to za oksymoron), policzyć obie grupy i mieć nadzieję, że różnica między jednymi a drugimi będzie istotnie większa od błędu. Kupa roboty. Precyzja, moi drodzy, nie zawsze wychodzi nam na dobre. Generalnie się sprawdza, ale czasem trzeba być czujny.

Informacja druga:
        Informatyk potrafi ściągnąć pornosa z netu. To akurat prawda. Ale prawda wyrwana z kontekstu i stawiająca informatyków w złym świetle. Informatyk bowiem, jako istota światła, wszechstronnie technicznie wykształcona, potrafi ściągnąć z netu nie tylko pornosa, ale i ebooka z Kamasutrą, najnowszy film produkcji jakiegoś niszowego irańskiego reżysera, śmieszne obrazki z kotami, instalkę Windows 10 w formacie ISO, horoskop dla koziorożca na rok 2017 i transkrypcję rozmowy księdza Stanisława z panią Zofią ze Starachowic prowadzoną wczoraj o 3 w nocy w radiu Maryja. Informatyk, szanowni, jest takim waszym proxy (poproście znajomego informatyka to Wam wytłumaczy) do świata komputerów, internetu, systemów operacyjnych, nowoczesnych telewizorów i do tego, że macie w domu internet w telefonie, telewizorze, tablecie, komputerze, lodówce, klimatyzacji, pralce. No.

Informacja trzecia:
        Zamiast żywej dziewczyny informatyk woli dziewczynę z pornosa. To akurat teza niefalsyfikowalna, ponieważ została źle sformułowana. Jeśli informatyk konkretny to należałoby podać, o którego chodzi. Jeśli informatyk ogólnie, liczba pojedyncza, ale jako personifikacja anonimowej rzeszy informatyków, oznaczająca wszystkich, to znowu wystarczy jeden dowód przeczący tezie, aby ją obalić. A już wcześniej podałem, że znam dwóch… wróć… trzech informatyków wyposażonych w dziewczyny. Czepialscy mogliby powiedzieć, że fakt, iż informatycy, o których mówię posiadają dziewczyny nie oznacza jeszcze, iż owi informatycy wolą żywe dziewczyny od internetowych. Uwaga jak najbardziej słuszna. I choć nie ma podstaw, aby tak twierdzić, to jednak aby uspokoić czepialskich zapytałem znanych mi informatyków wyposażonych w dziewczyny, czy wolą dziewczyny żywe czy internetowe.

Krzysiek:
        Nie, no, żywe oczywiście. Można z nią pogadać, pójść na spacer przy księżycu, kupić kwiaty i zabrać na randkę. A z taką ściągniętą to przecież nie pogada. No popatrzeć owszem można, ale ileż można się gapić, jak ona ciągle w jednej pozycji leży. No i kolegom raczej trudno ją zaprezentować. Bo jak tylko zaprezentujesz, to zaraz też ściągną i też się będą gapić. I słyszysz potem "aaa, znam, miałem ją w zeszłym roku". Stanowczo żywe.

Darek:
        Ale Ty poważnie pytasz? A, czepialskim w internecie chcesz coś udowodnić. Bez sensu, przecież w internecie jeszcze nikt nikogo nie przekonał. Tam się nie idzie kogoś przekonywać do swojej racji, tylko udowadniać, że ktoś nie ma racji. Nara stary.

Jacek:
        Stary, w ogóle nie rozumiem pytania. Mam żywą, miałem mnóstwo ściągniętych, mam więc porównanie i wiem, że nie ma żadnego porównania. Ze ściągniętą żadnych kłopotów. Jedyne czego wymaga to parę megabajtów miejsca na dysku. Nie ma problemu, że wracasz późno. Nie marudzi, że masz inne. Możesz ją wyświetlić kiedy zechcesz. Zamknąć kiedy zechcesz. Odpalasz po miesiącu, w środku nocy, a ona chętna, umalowana i nie narzeka, że jest noc i musi rano wstać. A żywa? Żywą to do kina czasem trzeba zabrać, na kolację, jej rodziców odwiedzić, znosić koleżanki wpadające w odwiedziny, sterczeć godzinami przed sklepami z ciuchami, gdy ona przymierza 17-ą sukienkę, odpowiadać na podchwytliwe i absurdalne pytania "kochanie, buciki karmazynowe czy amarantowe". Co to, kurwa, jest amarantowy? Ej, nagrywasz to? Haha, żartowałem, stary, ale się dałeś nabrać. Oczywiście, że żywa. Z żywą to i do kina można pójść i na kolację. Można wpaść do jej rodziców napić się z teściem wina. Czasem wpadają jej koleżanki, to można pogadać o literaturze i sztuce. No i te urocze momenty kiedy ona pyta "kochanie, buciki te karmazynowe czy amarantowe", a ty, choć zastanawiasz się co to kurwa jest amarantowy, odpowiadasz z uśmiechem "amarantowe kochanie, świetnie się komponują z Twoją szminką". Bezapelacyjnie żywa. Kocham cię, Zosiu. Masz to?


        No i czego się, Jacek, czepiasz, przecież ten tekst nie musi dotyczyć informatyków - mógłby ktoś słusznie, wydawałoby się, zauważyć. Otóż niesłusznie. Pomimo, iż samo stwierdzenie "Dziewczyny są dla frajerów, którzy nie potrafią sobie ściągnąć pornosa z netu" jest sformułowane na tyle ogólnie, że może dotyczyć nie tylko informatyków, ale również frajerów innych zawodów, to już informacja, że to złota myśl informatyka jednoznacznie wskazuje, iż to właśnie informatycy obdarzeni są absolutną nieumiejętnością radzenia sobie z kobietami żywymi przy jednoczesnej fantastycznej umiejętności radzenia sobie z kobietami ściągniętymi z internetu. Stąd mój protest i wyjaśnienia oraz wniosek do Komisji Weneckiej, aby z urzędu zajęła się osobami szkalującymi w internecie dobre imię moje i przesiadujących ze mną w piwnicy kolegów.

środa, 29 czerwca 2016

Suchar informatyczny #3

Suchar informatyczny na dziś:

"– Dlaczego programista na umycie głowy zużywa całą butelkę szamponu?
– Bo w instrukcji jest napisane: nałożyć, spłukać, czynność powtórzyć."

Komentarz dla nie-informatyków:
        Informatyk, jako stworzenie piszące instrukcje (dla komputera) z założenia instrukcjom się bezrefleksyjnie poddaje (jak komputer). Dlatego łatwo nim kierować - postępuje zawsze według instrukcji. Dlatego też trudno nim kierować - postępuje zawsze według instrukcji. Nieprecyzyjne instrukcje (choćby wspomniane niedawno polecenie obrania połowy ziemniaków) informatyk stara się zrealizować precyzyjnie, co czasem prowadzi do kupienia 6 butelek mleka zamiast butelki mleka i 6 jajek.
        Powyższy suchar opiera się na konstrukcji zwanej pętlą nieskończoną. Dlaczego zatem wspomniany informatyk zużywa butelkę szamponu i kończy jednak mycie głowy? Otóż butelka szamponu ma ograniczoną pojemność. Pomimo najszczerszych chęci nie da się czynności powtórzyć, gdy szamponu brak. "Ale przecież pętla nieskończona być miała" - zauważycie słusznie. Ano miała. Jednak brak szamponu generuje wyjątek EMissingShampooException, a to powoduje przerwanie pętli i przywrócenie informatyka do normalnego życia. Można go znowu wysłać po mleko i jajka.

Dziękuję za uwagę.

czwartek, 16 czerwca 2016

Suchar informatyczny #2

Suchar informatyczny na dziś:

"Informatyk do informatyka:
- Wczoraj byłem na domówce, gdzie był ping do onetu 3ms!"

‪Komentarz:
onet - onet.pl, starożytna strona, jedna z nielicznych działających w Polsce za czasów Mieszka I. Żeby sprawdzić jakość połączenia ze stolicą (zwaną w nomenklaturze mieszkowej 'serwerem') wysyłało się gońców, zwanych pingami, i mierzyło czas, po jakim powrócą. Podany w sucharze czas 3ms (megasekundy) jest czasem wyjątkowo dobrym, umożliwiającym walkę z okolicznymi księstwami jak równy z równym. Czasy większe niż kilkadziesiąt megasekund skazywały walczące strony na bezproduktywne machanie mieczem, gdyż przeciwnika w miejscu machnięcia nie było już dawno. Zapewniały również niemałą zabawę publiczności, która z rozbawieniem obserwowała wojów walczących z niewidzialnymi przeciwnikami.
        Uwaga, zdarzało się, że wysłane pingi nie wracały. Oznaczało to brak kontaktu ze stolicą (serwerem) i powodowało, że pozbawieni dowodzenia wojowie pętali się bez sensu po arenie, albo wykonywali w kółko ten sam zestaw ruchów. A po odzyskaniu łączności ze stolicą nagle okazywało się, że wszyscy już dawno nie żyją, tylko o tym nie wiedzieli.

domówka - w czasach Mieszka impreza waleczna związana z najechaniem czyjegoś domostwa (stąd powiedzenie 'wjechać komuś na chatę') i zorganizowaniem u niego walki na miecze, topory oraz inne sztućce. Zazwyczaj wymagała zwiększonej częstotliwości kontaktów ze stolicą (serwerem), stąd wyrażona w sucharze radość z powodu niskiego pinga.

wtorek, 31 maja 2016

Suchary informatyczne czas zacząć

        Jako, że nieubłaganie zbliża się termin, po którym zamkną mi konto od nieużywania, czas tego konta użyć. Co niniejszym czynię. Rozpoczynając cykl fantastyczno-naukowy pod tytułem "Suchary informatyczne, czyli nieładnie się tak nabijać z informatyków".

BTW (by the way, czyli po polsku "przy drodze"):
        Kultowym serialem opiewającym liczne zalety pracy informatyków oraz ich niezaprzeczalny profesjonalizm i niewątpliwie troskliwe podejście do klienta jest "IT Crowd". Polecam wszystkim, którym nudzi się aż tak, żeby im się chciało oglądać serial o informatykach.
Nie, no żartowałem. Nikomu się aż tak nie nudzi.


Zatem suchar informatyczny na dziś:

"Architekt, artysta i informatyk prowadzili dyskusję na temat czy lepiej spędzać czas z żoną czy z kochanką. Architekt stwierdził:
- Wolę spędzać czas z żoną, budując solidne fundamenty naszego związku.
Artysta rzekł:
- A ja wolę spędzać czas z kochanką, bo to daje mi uczucie tajemniczości i namiętności.
Na to informatyk:
- A ja wolę obie.
- Jak to obie?
- No bo gdy żona myśli, że jestem z kochanką a kochanka że z żoną, to mogę spokojnie siedzieć przy komputerze."

Komentarz:
        Pragnąłbym zauważyć jak optymistyczny przekaz niesie powyższy suchar. Informatyk otóż... tak, ten wykpiwany w licznych dowcipach, fatalnie ubrany, zarośnięty introwertyk z lekkim przestrachem podchodzący do kobiet... ten otóż informatyk w powyższym sucharze posiada nie tylko żonę, ale i kochankę! Sasasa, ha!
(Wprawdzie jak widać nie korzysta z ich usług, ale niech to nie umniejsza jego triumfu. Nasz bohater.)

        Skąd ta radość? No cóż, pomimo licznych zalet opiewanych na cieszących się zasłużoną sławą blogach (że wspomnę tylko o jednym: http://dziurawyworek.blogspot.com/2009/02/kochajcie-informatykow-dziewczeta.html) informatyk nie jest stworzeniem, które przeciętna kobieta chciałaby mieć w domu. Znaczy, owszem, przeciętna kobieta chciewa mieć informatyka w domu. Od czasu do czasu. Jak się jej akurat zepsuje komputer albo kupiła nową drukarkę. Ale na stałe to pożytku wielkiego z informatyka nie ma. Bo tak:
  • do kina to na "Warcraft"
  • pograć w coś - "Warcraft"
  • serial jakiś? - "IT Crowd" albo "Teoria wielkiego podrywu"
  • teatr może? - "życie to nie teatr" - mówi ciągle, opowiada
  • ugotować toto potrafi kanapki i herbatę*
  • sprzątać zaczyna jak mu trawa wyrasta na klawiaturze i tylko biurko w zasięgu rąk
  • romantyzm w jego wykonaniu to sms z emotką
  • kwiatki kupuje tylko w Farmville
  • ubiera się jak fleja albo bezdomny**
  • goli się tylko na ślub (co mu się nieczęsto zdarza)
  • kładzie się do łóżka jak już śpisz, wstaje jak jeszcze śpisz i idzie do pracy
  • wraca z pracy, je obiad (kanapki) i wraca do pracy
Bida z nędzą jak widzicie, dziewczyny, xpil potwierdzi wszystkie moje słowa. Co do słowa. I może dorzuci coś od siebie.

Podsumowanie:
Suchar dzisiejszy zaliczyć należy do kategorii fantastycznych, jako że nikt nigdy nie widział informatyka nie tylko żonatego, ale i z kochanką.


*Kanapki robię przepyszne! A woda na herbatę - miodzio.
**Albo hipster.