Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 maja 2024

Excalibut!

    Oto jest! Po latach przedzierania się przez (miejskie) dżungle, po licznych walkach z tubylcami w barwach wojennych okolicznych klubów piłkarskich, po wątpiących spojrzeniach rodziny i znajomych, znalazłem.
    Jedyny w swoim rodzaju, zaginiony wieki temu, pierwszy i jedyny miecz legendarnego wojownika o wyzwolenie mężczyzn, założyciela tajnego, pacyfistycznego stowarzyszenia No Ma'am Club, pierwszego i ostatniego tego imienia, pracownika miesiąca przez niepobite do dzisiaj 123 miesiące z rzędu - legendarnego Ala Bundy'ego (4 przyłożenia w jednym meczu). Oto on! Równie jak Al Bundy legendarny Excalibut! Tylko sprzedawca butów o czystym sercu może go dzierżyć.
    Czy jest śmiałek, który zechce czystość swego sumienia rzucić na salę i spróbować wyrwać miecz z tychże zarośli?

(20 zł za jedną próbę, 80 zł za 5 prób, 250 abonament miesięczny)



piątek, 30 września 2016

Wieść gminna niesie...

        ...iż blog Jacka umarł. W wersji bardziej radykalnej - umarł sam Jacek i nie ma kto uśmiercić bloga. W szczególności wieści te roznoszone są przez mieszkanki kraju, który od wieków deklaruje neutralność we wszelkich konfliktach. A mnie tutaj nóż w plecy. Ale wspaniałomyślny jestem, wybaczam.

         Cóż Jacek porabiał, jak go nie było? Jacek porabiał wiele rzeczy. Ale głównie był na urlopie. Tak, znowu. Nad morzem. Polskim. Tak, znowu. A że Jacek, jako osoba piasku i wody morskiej unikająca, niewiele miał na plaży do roboty, to robił zdjęcia. Kto ma facebooka to już widział. Kto nie ma to zobaczy. W wersji extended edition. Zapraszamy zatem Państwa na fotoreportaż pod tytułem: “co na plaży robi informatyk?”.

A informatyk na plaży, przypomnę, wygląda tak:

Informatyk na plaży.jpg

         
        Dzień pierwszy. W którym Jacek z kobietami swego życia przybywa na plażę. Oraz odciska na tej plaży ślad swego żywota. Zagadka dla dociekliwych: na poniższym obrazku wskaż, który ślad to ślad jackowego żywota.

Jak stopy na piasku.jpg




        
        Dzień drugi. W którym Jacek dotyka piasku bosą stopą. Oraz poznaje rozkosze/męki (niepotrzebne skreślić) plażingu. I to bladym świtem, bo już o 11:45 zajmował tradycyjną pozycję półleżącą tyłem do słońca. Zadając sobie w myślach pytanie z tytułu: Elektryczne gitary - Co ty tutaj robisz.

Jacek piasek.jpg

Złota myśl: Urlop jest wtedy, gdy nie usuwasz budzika z 5:45 żeby móc wyłączyć go rano i z dziką rozkoszą pójść dalej spać.
Odwiedziny Jacka na plaży polubiło 11733 komary.

Komar.jpg

Wróć. 11732 komary.

Po południu dnia drugiego Jacek, zmęczony wielogodzinnym plażingiem, udał się do miejscowości okolicznej.

Panna Jurata (Judyta).jpg

        W miejscowości okolicznej jedna laska na fontannie udawała rzeźbę trzymającą w dłoni kostkę masła. Zajęcie bardzo popularne w miejscowościach wypoczynkowych i w stolicy na Starówce. Tej trzeba przyznać, że skubana niezła jest. Jacek pół godziny nie mrugnął żeby ją chociaż na mrugnięciu przyłapać i nic. Nawet nie drgnęła.
        Wieczorową porą Jacek odwiedził plażę ponownie, aby upewnić się ze smutkiem, że ona ciągle tam jest. I dziwne tam mają chmury. Czym oni je karmią? Na zdjęciu: odrzutowy słoń.

Odrzutowy słoń.jpg

      
        Dzień trzeci. W którym Jacek podziwia okoliczności przyrody... (A okoliczności przyrody to oni tam mają piękne. I nawet taki malkontent jak Jacek nie może powiedzieć, że nie.)

Jacek podziwia okoliczności przyrody.jpg
Okoliczności przyrody.jpg
Okoliczności przyrody 2.jpg

...oraz bierze teren bezpański w posiadanie.
“Na mocy prawa parawaningu, paragraf 5, punkt 3 - niniejszym biorę tę ziemię w posiadanie.”

Prawo parawaningu.jpg

         
        Dzień czwarty. W którym morze postanawia obmyć szlachetne stopy Jacka.

Stopy w morzu.jpg
 
A złośliwi dodali: “Bałtyk Południowy oficjalnie ogłoszony strefą skażenia biologicznego nieznanego pochodzenia. Na powierzchni dryfują tysiące trucheł morskich stworzeń. Rząd Najświętszej Rzeczypospolitej powołał komisję w celu zbadania sprawy. Niestety gigantyczne uposażenia komisarzy ludowych stały się kroplą, która przegięła pałę goryczy i doprowadziła do zapaści systemu gospodarczego w Europie Środkowo-Wschodniej.”

Z cyklu: Poranki z modą na plażę.
Doskonała kompozycja wrzosowej (czytaj: jasny fioletowy) barwy gustownego płaszcza przeciwsłonecznego (czytaj: ręcznika) doskonale komponuje się z gradientowym (czytaj: taki kolor co się zmienia) niebieskim kolorem markowych okularów Polarized Prius CE.
Model: Jacek.
Fotograf: JacekPhotography.
Makijaż: własny modela.

Profilowe.jpg

        Komentarz znaleziony w lokalnej gazecie o wielomilionowym nakładzie: “Stylizacja, która wygrała konkurs mody plażowej imponuje świeżością i awangardowością. W połączeniu ze szlachetnym obliczem modela wyznacza nowe trendy. Nadciąga nowa era.”

         
        Dzień piąty. W którym Jacek anonimowo wybrał się na Hel. Nie mylić z Hell, dokąd chętnie wysłałoby Jacka kilka osób.Niestety został rozpoznany przez ludność tubylczą, która to ludność tubylcza z okazji odwiedzin Jacka postanowiła urządzić paradę i festyn. Oraz obdarować go kluczami do miasta. Oraz przez aklamację mianować burmistrzem. Niestety musiałem odmówić, obowiązki plażowe wzywają. Na zdjęciu: jakiś dziwny traktor.

Dziwny traktor.jpg

        Oraz, na specjalne życzenie prezydenta Obamy, wpadliśmy na chwilę z wizytą do tajnego ośrodka szkoleniowego amerykańskich sił specjalnych SEALs. Największe wrażenie zrobił szef tego ośrodka o swojskim pseudonimie Bubas.

SEALs.jpg

         
        Dzień szósty. W którym Jace zażywa relaksu. Co dziwne, na plaży. Gdyż odkrył, iż całkiem niedaleko, całkiem niedrogo mają takie doskonale chroniące przed palącym słońcem Kalifornii... wróć, rozmarzyłem się... przed palącym słońcem Juraty kosze plażowe. W dodatku z dostępem do szlachetnego trunku.

Kosz.jpg

       
        Dzień siódmy. W którym Jacek zarządza koniec plażowania i rusza na podbój oceanów. Drżyj Neptunie. (tu jakiś dramatyczny dżingiel) (albo demoniczny śmiech)

ocean.jpg

        Dzień siódmy późnym wieczorem. Przemyślenia. Jedzie człowiek 450 km żeby uniknąć sąsiada walącego w ścianę, gdy się ów człowiek zagada przy winie ze znajomymi. I co wspomniany człowiek zastaje na miejscu? Sąsiada walącego w ścianę, gdy się ów człowiek zagada przy winie ze znajomymi. Oni jakiś klub mają czy coś?

       
        Dzień ósmy. W którym Jacek po podbiciu oceanu ze skruchą wraca na plażę. Kobieta kazała i spojrzała groźnie. Jest usprawiedliwiony. Plaża niemalże pusta. Z nudów od niechcenia buduje budowlę, którą miejscowa ludność za jakiś czas uzna za cud architektury oraz miejsce święte.

14124900_655733991245117_7770254097182595793_o.jpg

        Jak w każdej starożytnej budowli, tak i w tej kryje się zagadka. Co roku, 28 sierpnia, o godzinie 17:33 na murach po zacienionej stronie ukazuje się inskrypcja następującej treści:

        "Niestrudzony wędrowcze, choć miejsce to wydaje Ci się spokojne i bezpieczne, nie odkładaj swego telefonu ani na chwilę. Wciąż krążą tu bowiem duchy nieszczęśników, którzy nie wykazali się odpowiednią dozą przenikliwości. Albowiem skoro tu wkroczyłeś zagadkę rozwiązać musisz. Nic bzdurnego w stylu 'co rano chodzi na czterech nogach, w południe na dwóch, a wieczorem na trzech?'. Nie, do rozwiązania mojej zagadki nie trzeba używać koszmarnych i mocno naciąganych metafor. Wystarczy elementarna znajomość fizyki oraz zdrowy rozsądek. Zastanów się dobrze wędrowcze, albowiem prawidłowa odpowiedź zapewni Ci wdzięczność smoka, a po udzieleniu odpowiedzi błędnej zostaniesz pożarty przez księżniczkę. Czy jesteś gotów, wędrowcze? To pytanie kurtuazyjne, gdyż wyjścia stąd są tylko dwa: albo na grzbiecie smoka albo przez żołądek królewny.

Zagadka zatem:
Widzisz przed sobą, wędrowcze, trzy wieże. Wieże te, jak widzisz, pozbawione są okien. W jednej mieszka smok. W drugiej księżniczka. I widzisz, wędrowcze, przed sobą trzy przyciski. Jeden włącza żarówki u smoka, drugi u księżniczki. Zadaniem Twoim jest odgadnąć, który przycisk włącza żarówki w środkowej wieży. Bardzo ładne żarówki. Będzie Ci potem dane wejść, dotknąć i podziwiać kunszt starożytnych mistrzów. A potem, w zależności od Twojej odpowiedzi, spotkasz się że smokiem lub z księżniczką. Przy czym to drugie spotkanie będzie raczej krótkie. Możesz używać przycisków do woli, gdy jednak otworzysz drzwi do środkowej wieży i zajrzyj do środka, musisz udzielić odpowiedzi. Jaka zatem jest Twoja odpowiedź, wędrowcze?
"

        
        Dzień ostatni. W którym Jacek porzuca zatęchłe, nadmorskie powietrze i wraca w znajome warszawskie strony. Po zamku, rozdeptanym przez tubylców podczas składania darów, pozostały tylko mokre zgliszcza.

14195458_656190824532767_6019461305423822507_o.jpg
 
“Przybyliśmy, zwyciężyliśmy, morze pokonało nasz zamek” - pomyślał skromnie, odwrócił się i powoli ruszył w kierunku zachodzącego słońca. Nie odwrócił się, nie spojrzał po raz ostatni. Chłopaki nie płaczą.

----------------------------------
Ha! Zdążyłem we wrześniu!

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Polska, rok 2024

        Teraz panie, to się prawie nigdzie ruszyć nie można, żeby czyichś uczuć religijnych nie obrazić. Wyjdź pan na spacer w okularach przeciwsłonecznych - naruszasz pan uczucia Wyznawców Słońca. Wyznanie zarejestrowane to ich uczuć ranić nie wolno. Albo w czapce pan wyjdź. Też się Słońce obrazi, że się pan przed jego boskim obliczem chowasz. Odpuszczasz pan okulary i nakrycia głowy, boś pan tydzień na spacerze nie był i wychodzisz. I od progu się rzucają na pana buddyści, żeś pan mrówkę rozdeptał, co rani ich do głębi. A buty ze skóry ekologicznej? - pytają. A certyfikat buddyjskiej koszerności jest? - pytają. Jest. Sięgasz pan do walizki z certyfikatami - nauczysz się pan, że bez tego się nie warto ruszać z domu, bo pan pięciu kroków nie zrobisz - i znajdujesz certyfikat. Myśli pan “pogoda piękna, coś na obiad kupię”. Idziesz pan na bazarek okoliczny, patrzysz pan marchewka piękna. “Nie sprzedam” mówi sprzedawczyni. Wyznawczyni Kościoła Oranżystów. Nie jadają niczego w kolorze pomarańczowym. To i nie sprzedają. To by naruszało ich prawo do "postępowania w każdej sytuacji zgodnie z sumieniem, nawet jeśli to niezgodne z przepisami prawa". Pal licho, kupisz pan jutro. Jutro sprzedaje wyznawczyni Kościoła Żywności Naturalnej, Nieprzetworzonej i Niezmodyfikowanej Genetycznie. Za to jutro pan nie kupisz kapusty kiszonej, bo przetworzona. I kukurydzy, bo zmodyfikowana. Mięsa pan nie kupisz we wtorek, bo sprzedaje wegetarianka. A jajek w środę - sprzedaje weganka.

        Czegóż nie zatrudnić kogoś kto by sprzedawał codziennie? A bo to by, widzisz pan, wymagało pytania ich o wyznanie. A to by naruszało “niezbywalne prawo każdego człowieka do prywatności w kwestii wyznawanej religii lub światopoglądu laickiego”. Ja np, rozumiesz pan, zatrudniam 10 osób. Z czego pracuje tylko 4. Reszta natychmiast po zatrudnieniu poinformowała mnie, że charakter pracy, którą mieliby wykonywać jest niezgodny z wyznawanymi przez nich wierzeniami. Pytać o wierzenia przy zatrudnianiu nie mogę. Zwolnić z powodu kompletnej nieprzydatności do pracy też nie mogę. To by była “dyskryminacja na rynku pracy z powodów religijnych i światopoglądowych”. Zagrożona karą więzienia do lat 10. Płacę więc w moim zakładzie przetwórstwa mięsnego 3 wegetarianom, 2 weganom i jednemu buddyście. A pracuje czterech ateistów na tyle głupich, że uznają wszelkie religie za bzdury.

        A w szpitalach panie! Strach chorować albo w ciążę zajść. A bo to pan trafisz na katolika, co badań prenatalnych nie zrobi i będziesz pan potem musiał pochować kadłubka bez głowy. W środę. Bo grabarz tylko w środę pracuje. Pozostałe dni ma wolne, bo jest wyznawcą Kościoła Wielbicieli Papierosów i Piwa. Palą i piją wszędzie, bo zabronić im nie można żeby “nie ograniczać prawa obywateli do swobodnego wyznawania zasad swojej wiary”. Albo pan trafisz na Świadka Jehowy, co transfuzji nie zaordynuje, żeby, rozumiesz pan, lecząc pana, sumienia sobie nie naruszył. Jego bóg wie lepiej, co dla pana dobre. Taki, widzisz pan, miłosierny ten bóg jest, że nawet niewierzącym pozwoli umrzeć zgodnie z jego zasadami. Jak pan masz pecha to i zęba nie wyleczysz. Bo trafiasz pan na takiego, co mu religia zabrania w ciało ingerować. “Co bóg stworzył człowiek niech nie waży się zmieniać”. Ale może zapalić kadzidło w pańskiej intencji. Czwarty natomiast zrobi panu każdy zabieg, jaki pan sobie zażyczysz. Tyle, że bez znieczulenia. Znieczulenie uraziłoby jego boginię. Możesz się pan wcześniej znieczulić wódką, jak pan będziesz miał farta i w monopolowym akurat nie będzie sprzedawał wyznawca Fanatycznego i Jedynego Prawdziwego Kościoła Abstynentów.

        Bogów, widzisz pan, zatrzęsienie. A każden jeden ten “jedyny i prawdziwy, miłosierny i wszechmocny”. I wszyscy najbardziej się troszczą o losy najmniej zainteresowanych ich troską. A ja tak sobie panie myślę, że jak oni wszyscy tacy wszechmocni i miłosierni, to powiedz mi pan, skąd na świecie tyle skurwysyństwa? Skąd brud, smród i ubóstwo? Skąd choroby, wojny, gwałty i rzezie? Jakbyś pan, panie, był wszechmogący i miłosierny, to byś pan jednym pstryknięciem palcami tego nie naprawił? Ja prosty człowiek jestem, panie, ja się na polityce nie znam, ale tak sobie myślę, że ja to bym naprawił.

        A te tam to kto, pytasz pan? To pastafarianie. Wierzą w jakiegoś latającego makarona. Ani to mniej, ani bardziej głupie od innych wyznań, a ich, patrz pan, zarejestrować nie chcą. 14 rok się starają i 14 rok im minister mówi, że oni to tylko dla jaj. Bo minister, widzisz pan, się na wyznaniach zna jak nikt.