Pokazywanie postów oznaczonych etykietą luźne przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą luźne przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 czerwca 2024

Uwaga, resęzja.

Będą spoilery, więc można się teraz wyłączyć.

         Obejrzałem 'Atlas' z wiecznie młodą J.Lo. w obcisłym wdzianku. I muszę powiedzieć, że scenarzysta ma wiarę w ludzkość. Że zrobimy AI to już nic niezwykłego. Że AI będzie wyglądać jak ludzie też bym się założył. Przemysł porno wybrał VHS i VHS stało się standardem, w przeciwieństwie do, bodajże, Betacam. Lepszego ponoć, ale przegrał. Przemysł porno szybko sprzeda AI w postaci syntetycznych lasek, które wprawdzie nie muszę wyglądać dokładnie jak ludzie, ale jednak humanoidalne choć trochę być powinny. Ludzie dziwni są i różne rzeczy lubią. Więc humanoidalne będą. Że AI się w końcu zbuntują? Osobiście wątpię, ale z posłusznych AI trudno by było zrobić film o walce ludzi z AI. Załóżmy, że się zbuntują. Ale że mamy technologię umożliwiającą podróż do sąsiedniej galaktyki? To już zaszaleli. Nawet Star Trek, serial nie bez powodu kultowy (i milczcie wszyscy, którzy nie oglądali (jest jeszcze dla Was nadzieja) lub się nie zgadzają (proszę się zgłaszać, będę usuwał ze znajomych)), ograniczał się do naszej galaktyki. A Voyager, rzucony do innego kwadrantu naszej zaledwie galaktyki, przez lata wracał do domu. Tymczasem w 'Atlasie' hop i jesteśmy w Andromedzie.

         W sumie czemu niby się czepiam? Toż nawet podróż do sąsiedniej gwiazdy to dzisiaj grube SF. W Star Wars polecieli, w StarGate polecieli, czemóż by w 'Atlasie' nie mogli? Mogliby, oczywiście, ale umysł naukowy potrzebuje chociaż namiastki naukowego wytłumaczenia. Kosmiczne stworzenia podróżujące między galaktykami? Czemu nie. Gwiezdne wrota zbudowane przez starożytne cywilizacje? Czemu nie? Tachiony jak w serii książek 'Odyssey One'? Czemu nie. Napęd nieprawdopodobieństwa jak w 'Autostopem przez Galaktykę' (z pamięci piszę, mogłem pomylić)? Raczej nie. Niemniej dajcie cokolwiek co pozwoli odróżnić SF (jednak science w nazwie jest) od fantasy (niekompletnie ubrane laski, magiczne przedmioty i Arnold z wielkim mieczem).

         Najbardziej mnie w życiu boli, że gdy w końcu ludzkość ruszy między gwiazdy (a ruszy, jeśli przetrwa kilkadziesiąt kolejnych lat, to ruszy), to mnie już na świecie nie będzie. Nie jestem Kolumbem ani Magellanem, nie będę na pionierskich statkach, ale chciałbym o tym czytać i kiedyś, gdy już wszystko będzie bezpieczne jak dzisiaj loty samolotem, polecieć na Kepler-452b. I poczytać o pierwszym spotkaniu ludzkości z obcą cywilizacją. Która - dla jej dobra - mam nadzieję, będzie bardziej rozwinięta od ludzi. Cywilizacje mniej rozwinięte raczej kończyły w spotkaniu z nami niezbyt dobrze.
Ruszymy kiedyś między gwiazdy. Ja niestety nie ruszę.

         Ale ja miałem o J.Lo. w obcisłym wdzianku. Da się to obejrzeć. Znaczy film, bo J.Lo. zawsze. I nie jest to pierwszy film, w którym AI uznała, że dla dobra ludzkości trzeba ludzkość wziąć pod but. Coś jest z ludzkością nie tak. Co widzi każdy kto ma dostęp do internetu.

poniedziałek, 6 maja 2024

O spokoju świętym niedoczekanym

         To, że kobiety są z Reptilusa a mężczyźni z Ziemi to wiemy, tak? Przypomnę tylko: prysznic - wrzątek, kran - wrzątek. Co jest zrozumiałe. Jak się pochodzi od zmiennocieplnych gadów to trzeba jakoś temperaturę ciała utrzymać. My, mężczyźni, pochodzimy od ssaków, temperaturę wewnętrzną utrzymujemy sobie sami. A dziewczyny wrzątek, solarium, plaża. A żeby tę swoją potrzebę dogrzewania zamaskować, to dziewczyny wykształciły zdolność do błyskawicznego opalania się na brązowo. Co nie tylko ładnie wygląda odwracając naszą uwagę od ich pochodzenia, ale przy okazji pozwala udawać, że one się tu tylko opalają a nie ratują swoje życie.

         Ale dzisiaj nie o ich, kobiet pochodzeniu. Dzisiaj o ich, kobiet, nieumiejętności nicnierobienia. Trochę niechcący miałem długi weekend. Myślałby kto - plaża (ja oczywiście w cieniu, dziewczyny oczywiście nie, bo, przypominam, temperatury trzeba nałapać), ciepła woda, zimne piwo. Jednakże kto ma żonę (dziewczynę / narzeczoną / kochankę) ten wie, że kobiety nie potrafią korzystać z dni wolnych. 5 dni wolnego! Ileż to można ponicnierobić, ileż poodpoczywać, ileż na hamaku poleżeć! Ale nie. Trzeba coś robić. Ja mam taką osobistą teorię, że one, te nasze dziewczyny generalnie kochane istoty, nie umieją patrzeć jak się relaksujemy. No nie może być tak, żeby facet siedział 5 dni i nic nie robił. Jeszcze mu głupoty do głowy zaczną przychodzić. A głupio go ot tak do roboty zagonić. I głupio ochrzaniać, że nic nie robi jak sama nic nie robi. To weźmie i sobie robotę znajdzie. Bo jak ona robi to i chłop będzie musiał. Albo się sam domyśli, że ma się do jakiejś roboty zabrać, albo mu niewiasta coś znajdzie. Ze swej strony zalecam jednak znalezienie sobie czegoś samemu. Wprawdzie nie całkiem to pozwala zleceń uniknąć, ale przynajmniej na jakiś czas można się zamknąć w garażu i udawać, że się czyści narzędzia. Nieuniknienie nadejdą jednak zlecenia nieuniknione: "trawa taka wysoka, skosić by trzeba", "huśtawka dawno nie malowana", "gdzie z tą farbą, zeszlifować najpierw trzeba", "kory nowej trzeba kupić ze 40 worków", "ziółka podlej", "szyszki wyzbieraj", "pod magnoliami trzeba pograbić". Inwencja ich jest niezmierzona. Genetycznie nie cierpią jak facet po prostu nic nie robi.

         W związku z czym z rozkoszą wróciłem w poniedziałek do pracy. Ostatni raz się dałem nabrać na długi weekend. W przyszłości, jakoś tak czuję, będę miał w długie weekendy mnóstwo pracy w pracy.

poniedziałek, 27 listopada 2023

O ekologii wyimaginowanej.

Cytat z artykułu o szkodliwości SUV-ów:
Zwiększają się też rozmiary samochodów, a średnia powierzchnia zajmowana przez  nowy model osiągnęła 4,2 m2. Jak podaje "The Guardian" jest to wina producentów samochodów, którzy "sprzedają SUV-y po wyższych cenach pomimo proporcjonalnie niższych kosztów produkcji".

Zechce mi ktoś wyjaśnić co autor miał na myśli? W jaki sposób sprzedawanie samochodów po zawyżonych cenach wpływa na ich rozmiar? I jakim cudem średnia powierzchnia wyszła 4.2m2 skoro większość samochodów jest pewnie dłuższa a na pewno szersza niż 1m.
Pozwolę sobie również na mały komentarz do artykułu. Mój dwulitrowy, 190-konny SUV pali tyle co mój, nieco starszy, owszem, 110-konny citroen. W jeździe miejskiej. Poza miastem pewnie mniej. W dodatku spełnia normę Euro6. SUV-em jeździ się po mieście wygodnie, siedzi się wysoko, więc dobrze widać drogę, bez obaw o urwanie zawieszenia przejeżdża się przez spowalniacze i wjeżdża na miejsca parkingowe z 15cm krawężnikiem. Są takie. Ubywa starych kopciuchów, przybywa nowych, spełniających normy SUV-ów, a mimo to emisja zanieczyszczeń spadła tylko o 4.5% a nie o 30%, jak spodziewali się - nie wiadomo na jakiej podstawie - przewidywacze przyszłości.
Ja natomiast czytałem w innym piśmie inny artykuł. O tym, że 1% najbogatszych ludzi świata generuje 66% emisji CO2. Może więc zamiast zabierać mi SUV-a i kazać pić kolę przez papierową słomkę nasączoną truciznami zabierzmy bogaczom ich prywatne odrzutowce, jachty, limuzyny pancerne o wadze 5 SUV-ów, domy z 27 sypialniami? Może Ci wszyscy eko, co się zlatują do jakiegoś luksusowego, klimatyzowanego hotelu, zaczęliby od siebie i zamiast odrzutowcem to pojechać te 70km pociągiem? Może zmusić producentów, żeby pakowali swoje produkty w jeden rodzaj tworzywa, które będzie jednolicie w całej Unii (i tu się rozmarzyłem - może nawet świecie) oznaczone jak należy je utylizować? Może szklane butelki przestałyby być jednorazowe? Może malutkiej karty pamięci nie trzeba pakować w pół kilo plastiku i papieru?
Ale nie, kurwa, świat zostanie zniszczony, bo jeżdżę SUV-em popijając zimną kolę przez plastikową słomkę.

piątek, 24 listopada 2023

Pan sędź

W dobie galopującej tzw. poprawności politycznej (a moim zdaniem dość często po prostu głupoty) interesująca będzie próba stworzenia feminatywu od stanowiska sędziego. 'Sędzia' to w sumie już feminatyw. Teraz trzeba zrobić z tego feminatyw dla feministek. Przypominam, że sędzina to żona sędziego. Zakładam również, że trudno będzie przekonać sędziów do zmiany z 'sędzia' na np 'sędź' lub 'sądź', żeby zwolnić 'sędzia' dla płci przeciwnej (poprawność polityczna wymagałaby oddzielnej wersji dla każdej z licznych płci).
Czy do przełknięcia będzie 'ten sędzia' i 'ta sędzia' gdy 'ten minister' i 'ta minister' były dla niektórych za trudne?
Jakieś propozycje?
Najlepsze nagrodzę nagrodem.

sobota, 9 września 2023

Pff

    Jednorazowy przejazd 150 km autostrady A2 samochodem osobowym od 11 września będzie kosztował 90 zł. Dla porównania w Czechach za wszystkie autostrady winieta na rok kosztuje 1500 koron. Jakieś 300 zł.

    Ale za to my mamy morze. I przekop w mierzei. I lotnisko w Radomiu. I politykę prorodzinną w spółkach skarbu państwa. I program Willa+ dla zaufanych. I dofinansowanie 55 000 000 (tak, 55 milionów złotych) dla znajomego, który tydzień wcześniej założył spółkę zoo. I wybory kopertowe za 70 baniek. I 500/800+ dla każdego. I najtańsze w Europie paliwo. I monopolistyczny koncern paliwowy, który ma zyski jak nigdy. I mamy troskę o dzieci nienarodzone i chuj, że matki umierają. I mamy Kościół oddzielony od Państwa, który pozwala nam płacić swoim kapłanom emerytury i którzy to kapłani prawie w ogóle nie wtrącają się do polityki. I mamy niezależne i wolne sądy. I mamy niezależne i wolne media, na które musimy wprawdzie płacić abonament, ale przecież niewielki - wystarczy sobie odmówić trzech przejazdów autostradą A2 i już mamy na rok abonamentu. I mamy absolutnie niezależną prokuraturę, która w ogóle nie chodzi na smyczy polityków. I mamy agencję kosmiczną, tak, kosmiczną, gdyż ambicje mamy kosmiczne. No i jeszcze mamy, a właściwie zaraz będziemy mieli, 10 000 zł średniej pensji (tak, Morawiecki powiedział, że chciałby aby na koniec 3 pisowskiej kadencji tak było). I będziemy mieli Centralny Port Komunikacyjny, w którym na razie pracuje kilkaset osób i kosztuje to kilkadziesiąt milionów miesięcznie, i pod który wykupuje się - żeby wyburzyć - świeżo wybudowane domy, dorobek życia, potrącając od wyceny koszt wyburzenia. Tak, nasze wspaniałe Państwo łaskawie kupi od Was dom, którego wcale nie chcecie sprzedawać. Łaskawie zapłaci Wam cenę rynkową. I łaskawie potrąci sobie tylko 10% za wyburzenie Waszego domu, którego wcale nie chcecie sprzedawać. I będziemy mieli elektrownię atomową, której powstawaniem będzie kierował Sasin, powszechnie znany z kończenia różnych przedsięwzięć spektakularnym sukcesem.

Więc niech się Czesi z tymi swoimi niemalże darmowymi autostradami wypchają.

środa, 8 czerwca 2022

To nie jest kraj dla zbieraczy chrustu.

Oni z tym chrustem to na poważnie. Myślałem, że któryś minister chlapnął dla beki jak kiedyś Niesiołowski o szczawiu. Ale nie, oni na poważnie.
Aż się boję podpowiadać, że książki też się palą. I że ci, co książki mają powinni się opałem z wyborcami pisu podzielić. A jak nie to się straży pożarnej da prawo szukania książek po mieszkaniach.
Ale ja to już chyba gdzieś czytałem...

Folwark zwierzęcy z równymi i równiejszymi mamy od lat. Rok 1984 z pegasusem już prawie, prawie. A zaraz ruszą Fahrenheit 451 i opowieści podręcznej.

Tymczasem słyszę, że 500+ ma się zamienić na 700+. Bo odniosło przecież tak niewiarygodny sukces.

To nie jest kraj dla pracujących ludzi. To nie jest kraj dla myślących ludzi. To nie jest kraj dla ludzi.

poniedziałek, 2 maja 2022

Legenda o przyrządzie do prac ziemnych




 
        Legenda głosi, że tylko mąż o czystym sercu, nieposzlakowanej opinii oraz niezbyt grubym koncie bankowym będzie godzien wyciągnąć ten starożytny przyrząd do robót ziemnych z ziemi.

        I teraz Czcigodni, trochę się waham, więc proszę o rady i porady. Jeśli podejmę się próby i jako mężowi o niewątpliwie czystym sercu i nieposzlakowanej opinii oraz o jeszcze bardziej niewątpliwie niezbyt grubym koncie bankowym uda mi się przyrząd z ziemi wyciągnąć, to istnieje bliskie 1 ryzyko, że będę musiał się nim posłużyć przy pracach ziemnych. Jeśli jednakowoż podejmę się próby i polegnę to okażę się mężem o nieczystym sercu, poszlakowanej opinii lub grubym koncie bankowym. Przy czym to ostatnie jakoś przeżyję i złagodzi mój ból. Może więc nie podejmować próby i poprzestać na nieudowodnionym wewnętrznym przekonaniu o byciu czystym, nieskazitelnym i chudokontowym?
I teraz więc pytanie: ryzykować?

środa, 9 lutego 2022

Pizza pantoflana

    Wg nonsensopedii (https://nonsa.pl/wiki/Kalendarz_%C5%9Bwi%C4%85t_nietypowych) dzisiaj Międzynarodowy Dzień Pizzy oraz jednocześnie Dzień Pantoflarza. Panowie zatem biegniecie po pracy po pizzę, którą oferujecie wybrankom swego serca w ramach romantycznej kolacji. I niech to będzie wyłącznie wasza samodzielna, męska decyzja.
    
    Bo wiecie jak nie zostać pantoflarzem? Nie wiecie? To wam powiem. Wystarczy wykonywać polecenia żony zanim żona zdąży je wyartykułować. Wtedy są to wasze męskie decyzje. Bo kto wam zabroniA podjąć męską decyzję o spontanicznym odkurzeniu całego mieszkania? Albo męską decyzję o natychmiastowym umyciu naczyń w zlewie? Nikt nam nie będzie mówił co mamy robić.
    
    Swoją drogą dzień pizzy jest międzynarodowy a dzień pantoflarza nie. Znaczy polski tylko? Pantoflarze innych krajów mają swoje dni w innych terminach? Tak nie może być! Pantoflarze wszystkich krajów łączcie się!

poniedziałek, 14 stycznia 2019

O ciężarze edukacji.

        Siedzę w pizzerii z dwiema 10-latkami. Wracaliśmy ze szkoły i bezmyślnie zgłosiłem się, że poniosę ich plecaki. W połowie drogi do domu musiałem zrobić przerwę. Nie mogłem się przecież przyznać, że mi ręce odpadają, więc namówiłem je na pizzę.
        Szanowna Pani Minister od szkolnictwa, Pani za tę pizzę powinna zapłacić. Gdyby chciała Pani sprawdzić ile naprawdę ważą plecaki to zapraszam. Zrobimy sobie spacer, zaledwie 800 metrów, Pani poniesie plecaczek, porozmawiamy o pogodzie albo o szkolnictwie. Może nawet wymyślimy co zrobić żeby dzieciaki nie nosiły do szkoły podręcznika, zeszytu ćwiczeń i zbioru zadań.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Takie kolorowanki

Ktoś powiedział Jackowi, że jest zestresowany.

Zdanie powyższe, jak widzą zapewne wszyscy, bez sensu jest. Lub też ma sensy dwa. Co oznacza, że jest bez sensu. Sens pierwszy - ktoś poinformował Jacka, iż uważa się za zestresowanego. Sens drugi - ktoś poinformował Jacka, iż uważa Jacka za zestresowanego. I o ten drugi sens nam dzisiaj chodzi.

Mnie? Zestresowanego? Że pozwolę sobie tutaj zacytować skarbnicę mądrości i cytatów na wszelkie okazje - Internet. Dzieci, proszę zamknąć oczy i uszy:

“Jestem oazą spokoju. Pierdolonym, kurwa, zajebiście wyluzowanym kwiatem lotosu na przejrzystej tafli jebanego jeziora. Prawdę mówiąc jestem tak wyluzowany, jak wagon pierdolonych, tybetańskich, medytujących mnichów.”

Musiałem oczywiście poprawić kilka literówek, dodać polskie znaki, wstawić przecinki w odpowiednie miejsca, usunąć spacje przed przecinkami w innych miejscach, ale poza tym sens wypowiedzi został zachowany. Ja się nie stresuję. I przyczyną mojej ciężkiej, śmiertelnej niemalże (udowadniałem w jednej z części poradnika, że gorączka zabija myśliwych dlatego jest śmiertelna i jej nie lekceważymy) choroby nie jest stres, tylko absolutny przypadek. Każdemu się zdarzy zachorować raz na dwadzieścia lat i nie ma co robić z tego tragedii.

Niemniej z okazji rzekomego stresu polecono mi na odstresowanie tzw kolorowanki odstresowujące. Nie wiem dlaczego niby kolorowanie czegokolwiek (poza sprayowaniem samochodu bezpośredniego przełożonego) miałoby komukolwiek poprawiać samopoczucie. Ale ponieważ uwielbiam zmiany i chętnie podejmuję się nowych wyzwań* to postanowiłem spróbować.

Spróbowałem.



I muszę powiedzieć, że to w ogóle nie odstresowuje. W ogóle. Wręcz przeciwnie. Zamiast jednej wielkiej części do zamalowania jest pierdyliard malutkich. Ile się człowiek języka nagryzie żeby nie wyjść za linię. Ile razy ołówek trzeba strugać. Rysujesz dwie godziny, patrzysz, a tu ledwo zaczęte. I gdzie tu element odstresowania jak mnie to wszystko tylko denerwuje. Jak skończę tę odstresowującą kolorowankę to dopiero będę potrzebował czegoś na stres.




Chyba, że ja coś źle robię?







* Nie cierpię zmian i nie cierpię podejmować się nowych wyzwań. Nie cierpię nawet starych wyzwań. Piszę to w przypisie, bo nikt nie czyta przypisów, zatem z tekstu będzie wynikało jaki to jestem fajny, na czasie i w ogóle.


piątek, 22 września 2017

Dlaczego to jest zabawne?





...zapytano na jednej ze stron na Facebooku i dołączając obrazek, który pozwalam sobie również zamieścić (autorstwo: @nieladnierysuje).



Otóż to nie jest zabawne w ogóle. Wyjaśniam dlaczego.

        Niezabawny ów obrazek co pokazuje? Widzimy anonimowego, zdehumanizowanego - tak, właśnie zdehumanizowanego, bo jak inaczej nazwać narysowanie go bez połowy ciała, a zwłaszcza głowy? - mężczyznę puszczanego z torbami... z torbą właściwie, gdyż nie ma powodu aby sądzić, że ma więcej niż jedną torbę. Postawa owego nieszczęśnika sugeruje, iż stracił wszelką nadzieję. Po miesiącach prób, jednostronnej walki o związek, cierpliwego znoszenia żartowania ze spraw poważnych, zaciskania zębów z powodu nieodkładania kluczy na miejsce i zajmowania jego jedynej półki w łazience poddał się. Odchodzi zabierając wszystko co mu pozostało - jedną torbę i brudne dżinsy. Ze smutkiem oznajmia zrezygnowany "- Odchodzę". Jednak nawet w takim momencie - poniżony, zrezygnowany, porzucony - potrafi zachować się z honorem, jak na mężczyznę przystało. Jego "- Odchodzę" nie jest zakończone kropką nienawiści. "Odchodzę, ale nie nienawidzę cię", "Odchodzę, ale pozostań w pokoju", "Odchodzę, kocham cię więc wypuszczam cię na wolność". Choć bądźmy szczerzy, większości z nas na usta w takiej sytuacji cisną się zgoła inne słowa.


        Zatem mamy z jednej strony opisanego powyżej mężczyznę. Co mamy z drugiej strony? Kobieta, nieanonimowa, bo narysowana cała. W przeciwieństwie do mężczyzny jej nie odebrano człowieczeństwa. Leży sobie wygodnie na miękkiej sofie, wsparta nonszalancko o jeszcze bardziej miękką poduchę. Kreująca się na intelektualistkę - "czytam sobie książkę i sprawy maluczkich tego świata mało mnie obchodzą". Patrzy wyniośle i przez rozchylone z pogardą usta mówi bez mrugnięcia okiem "- Dobra, idź.". Z kropką. "Dobra, idź, nienawiść". I nawet w takiej chwili nie może się powstrzymać od żartów z poważnych spraw. "A weźmiesz śmieci?" - nóż w serce tego biednego stojącego ze smutkiem w drzwiach człowieka. Gdyby gramatyka polska to dopuszczała to też byłoby z kropką nienawiści. Skąd tyle nienawiści, zapytacie, o niedomyślni. Z genów, moi drodzy. Nieprzypadkowo kobieta na obrazku jest ruda. A rude, wszyscy to przecież wiedzą, są wredne i fałszywe. A ta jest ruda do szpiku kości i aby to podkreślić autor rysunku również brwi wyraźnie namalował na rudo.


        To nie jest zabawne w ogóle, gdy ruda do szpiku kości kobieta żartuje sobie podle z wrażliwego do szpiku kości mężczyzny.





Uwaga, powyższy komentarz ma być z założenia komentarzem humorystyczno-ironicznym i nie ma obrażać kobiet ani mężczyzn, bez względu na ich płeć, kolor włosów, ulubioną literaturę, wyznanie lub jego brak, ulubioną pozycję na miękkiej sofie, liczbę toreb zabieranych przy odchodzeniu, sprawy uważane przez nich za poważne oraz używanie kropki nienawiści lub nie. Oraz ze wszystkich innych. Przy czym należy uwzględnić fakt, że czasem moje komentarze są humorystyczne i ironiczne tylko dla mnie.

wtorek, 23 maja 2017

Był sobie blog

        24 maja 2007 roku na blogu dziurawyworek.blog.onet.pl ukazał się pierwszy, i jak się okazało, nie ostatni wpis. Sam blog urodził się dzień wcześniej, ale chwilę potrwało zanim udało mi się wszystko zamienić na zielone z czarnym tłem. Zatem dzisiaj mija okrąglutka, dziesiąta rocznica. Alleluja.

Co się przez ten czas wydarzyło?

        Poznałem mnóstwo interesujących osób. Większość z tych znajomości nigdy nie wyszła poza blogi. W związku z czym umarła razem z tymi blogami. Bo blogów przez ten czas umarło mnóstwo. Miałem na netvibes kilka stron linków prowadzących do blogów, które częściej lub rzadziej czytałem. Została jedna. A i ta jedna bardzo rzadko zgłasza coś nowego. ŚMIERĆ blogów zebrała swoje żniwo bez litości.

        Przeniosłem się z onetu na blogspot. Co poprawiło znacząco stabilność strony (onet padał co chwila z komunikatem “nie ma takiego bloga” co - zanim się człowiek przyzwyczaił - powodowało lekki stres), ale jednocześnie znacząco zmniejszyło liczbę nowych czytelników. Onet wrzucał czasem link do jakiegoś mojego tekstu na główną i trafiały do mnie przypadkowe osoby. W większości tylko po to żeby napisać jakim jestem pacanem i męską szowinistyczną świnią. Trochę mi tego brakuje.

        Nie zmieniłem kolorów, o co wielokrotnie prosiły mnie różne osoby. Bo lubię i nie zmienię. Podobno kilku czytelników się o to obraziło i sobie poszło. Papa.

        Rozwiodłem się. Ożeniłem ponownie. Bagaż doświadczeń zabrałem ze sobą. Czasem trochę przeszkadza.

        Mój mały synek jest już mężczyzną, układa sobie życie w dalekim kraju. 

        Pracuję przy tym samym biurku co 10 lat temu. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Pomimo licznych zmian ciągle jest tu znośnie i w miarę spokojnie. Lubię spokój. Za to komputer służbowy mam pierdyliard razy bardziej wypasiony. Nie chcecie wiedzieć ile firma za niego zapłaciła. Z Waszych pieniędzy.

        Jestem 10 lat starszy, odrobinę mądrzejszy, ciągle tak samo marudny, trochę posiwiałem, przestałem walczyć o resztki włosów na głowie i jadę u fryzjera dwójką, za to broda rośnie dłuższa i jeszcze bardziej siwa.

        I miałem klimatyzację, a nie mam.



        Rzadko się ostatnio odzywam, wiem. Starość to albo lenistwo. Czy ja wiem? Albo nadmiar wrażeń i związany z tym brak czasu na pisanie? Tak czy owak, jeszcze trochę powalczę, więc wpadnijcie czasem. Pozdrowienia od Jacka co ma tyle lat, że mu się już tego nie chce zamieniać na system siódemkowy.

środa, 31 sierpnia 2016

Nie ma się co ekscytować

        Nie ma się co ekscytować. Ten wpis to oszustwo. Gdyż z powodów różnych zapomniało mi się / nie chciało mi się / nie miałem czasu* niczego napisać w sierpniu. Co powoduje, że mi brakuje miesiąca w tym kalendarzu po prawej. A nie lubię jak mi brakuje miesiąca w tym kalendarzu po prawej. Zatem niniejszym publikuję ten tekst 12 września, ale wszyscy udajemy, że jest 31 sierpnia. OK?

*wybrać, które skreślić

piątek, 15 lipca 2016

Ech, wspomnienia


        Nie z bitwy pod Grunwaldem wspomnienia, o nie. Choć złośliwi (już ich usunąłem z FB) twierdzą, że patrząc na mnie dochodzą do wniosku, iż jest szansa, że mogłem uczestniczyć. Zatem nie.

        Knypkiem będąc jeszcze razu pewnego na wakacjach u babci na wsi zapadłej bawiliśmy się w Indian (się czytało 'Winnetou'). Indianie potrzebują łuków, więc zrobiliśmy łuki. Babcia trochę marudziła, że jej znowu ktoś zwędził kawałek sznurka do bielizny, ale kto by tam słuchał starszej białej squaw. Mieliśmy zatem łuki. Teraz strzały. Młode pędy leszczyny były idealne. Dość sztywne, prawie idealnie proste, cięższe z jednej strony co pozwalało osiągać odpowiednią trajektorię balistyczną. Oczywiście wtedy nie znaliśmy słów czterosylabowych więc zamiast "trajektorię balistyczną" mówiliśmy "łaaaa, ale leci". Ale słabo się wbijały w cel. Myśl młodzieńcza doprowadziła nas do warsztatu dziadka, w którym to warsztacie znaleźliśmy gwoździe we wszelkich rozmiarach. Zaczęliśmy oczywiście od największych, a co. Niestety z racji tego, że sam gwóźdź był cięższy od reszty strzały trajektorie balistyczne trudno już było nazwać balistycznymi. Stanęło kompromisowo na trochę mniejszych, ale ciągle robiących wrażenie.

        Nieodłącznym elementem bycia wiejskim Indianinem jest strzelanie z łuku do góry w konkurencji "kto wyżej". W żaden sposób oczywiście nie dało się tego mierzyć więc zawody były nieustającym potokiem młodzieńczych "komplementów" prawionych sobie wzajemnie. Aż któregoś razu wystrzeliłem w górę, strzała mknęła prosto, tak prosto, że patrząc na nią w górę widziałem tylko zmniejszający się punkt. Po osiągnięciu wysokości orbity geostacjonarnej zaczęła wracać. Punkt zaczął rosnąć. Zdałem sobie sprawę, że wraca dokładnie po trasie, którą pokonała w górą. Co oznacza, że wyląduje dokładnie w miejscu, z którego wyleciała. Przed moimi młodymi oczami przeleciało mi całe moje młodzieńcze życie (Ania z przedszkola i pierwsze trzymanie za rękę, pierwszy Teleranek, pierwsza wizyta w kinie, podglądanie dziewczyn podczas leżakowania). I wtedy właśnie, widząc tę strzałę wracającą do miejsca swego wystrzelenia pomyślałem "o oł".

"O oł" - myślę, że to właśnie pomyślał dyrektor okrętu podwodnego, który wystrzelił tę rakietę.

piątek, 24 czerwca 2016

Przytulaski

Dzisiaj Dzień Przytulania.

        Ponieważ nie sprecyzowano dokładnie kto kogo ma przytulać, proszę liczyć się z niespodziewanymi przytuleniami ze strony osób być może jeszcze obcych. "Jeszcze", gdyż jeśli przytulenie będzie wyjątkowo atrakcyjne, to być może z osobą przytulającą uda się Wam zaprzyjaźnić na dłużej.
Osoby wyjątkowo nieśmiałe mogą się przytulić do misia. Tudzież do poduszki.

        I chciałem Was niniejszym uspokoić, szanowne moje koleżanki, że jeśli mężczyzna podczas przytulania przechyla głowę i kładzie ją Wam pod brodą, to wcale nie dlatego, że Wam się przytula do cycków, o nie. Robi to otóż w trosce o Was, gdyż mężczyzna ów, nieogolony, mógłby podrapać lico Wasze urodziwe podczas przytulania klasycznego. A tego byśmy przecież nie chcieli, prawda?

wtorek, 31 maja 2016

Suchary informatyczne czas zacząć

        Jako, że nieubłaganie zbliża się termin, po którym zamkną mi konto od nieużywania, czas tego konta użyć. Co niniejszym czynię. Rozpoczynając cykl fantastyczno-naukowy pod tytułem "Suchary informatyczne, czyli nieładnie się tak nabijać z informatyków".

BTW (by the way, czyli po polsku "przy drodze"):
        Kultowym serialem opiewającym liczne zalety pracy informatyków oraz ich niezaprzeczalny profesjonalizm i niewątpliwie troskliwe podejście do klienta jest "IT Crowd". Polecam wszystkim, którym nudzi się aż tak, żeby im się chciało oglądać serial o informatykach.
Nie, no żartowałem. Nikomu się aż tak nie nudzi.


Zatem suchar informatyczny na dziś:

"Architekt, artysta i informatyk prowadzili dyskusję na temat czy lepiej spędzać czas z żoną czy z kochanką. Architekt stwierdził:
- Wolę spędzać czas z żoną, budując solidne fundamenty naszego związku.
Artysta rzekł:
- A ja wolę spędzać czas z kochanką, bo to daje mi uczucie tajemniczości i namiętności.
Na to informatyk:
- A ja wolę obie.
- Jak to obie?
- No bo gdy żona myśli, że jestem z kochanką a kochanka że z żoną, to mogę spokojnie siedzieć przy komputerze."

Komentarz:
        Pragnąłbym zauważyć jak optymistyczny przekaz niesie powyższy suchar. Informatyk otóż... tak, ten wykpiwany w licznych dowcipach, fatalnie ubrany, zarośnięty introwertyk z lekkim przestrachem podchodzący do kobiet... ten otóż informatyk w powyższym sucharze posiada nie tylko żonę, ale i kochankę! Sasasa, ha!
(Wprawdzie jak widać nie korzysta z ich usług, ale niech to nie umniejsza jego triumfu. Nasz bohater.)

        Skąd ta radość? No cóż, pomimo licznych zalet opiewanych na cieszących się zasłużoną sławą blogach (że wspomnę tylko o jednym: http://dziurawyworek.blogspot.com/2009/02/kochajcie-informatykow-dziewczeta.html) informatyk nie jest stworzeniem, które przeciętna kobieta chciałaby mieć w domu. Znaczy, owszem, przeciętna kobieta chciewa mieć informatyka w domu. Od czasu do czasu. Jak się jej akurat zepsuje komputer albo kupiła nową drukarkę. Ale na stałe to pożytku wielkiego z informatyka nie ma. Bo tak:
  • do kina to na "Warcraft"
  • pograć w coś - "Warcraft"
  • serial jakiś? - "IT Crowd" albo "Teoria wielkiego podrywu"
  • teatr może? - "życie to nie teatr" - mówi ciągle, opowiada
  • ugotować toto potrafi kanapki i herbatę*
  • sprzątać zaczyna jak mu trawa wyrasta na klawiaturze i tylko biurko w zasięgu rąk
  • romantyzm w jego wykonaniu to sms z emotką
  • kwiatki kupuje tylko w Farmville
  • ubiera się jak fleja albo bezdomny**
  • goli się tylko na ślub (co mu się nieczęsto zdarza)
  • kładzie się do łóżka jak już śpisz, wstaje jak jeszcze śpisz i idzie do pracy
  • wraca z pracy, je obiad (kanapki) i wraca do pracy
Bida z nędzą jak widzicie, dziewczyny, xpil potwierdzi wszystkie moje słowa. Co do słowa. I może dorzuci coś od siebie.

Podsumowanie:
Suchar dzisiejszy zaliczyć należy do kategorii fantastycznych, jako że nikt nigdy nie widział informatyka nie tylko żonatego, ale i z kochanką.


*Kanapki robię przepyszne! A woda na herbatę - miodzio.
**Albo hipster.

wtorek, 22 grudnia 2015

Jakieś święta czy cóś...

...się zblirzają. Zatem z racji owych zblirzajoncych się świont (czy cóś) rzyczę nielicznym zaglondajoncym tu jeszcze osobą (czy cóś), aby Wam się w czasie tyh świont (czy cóś) ódało wypoczonć. Gdyrz o to głuwnie hodzi w świentach (czy cóś) rzeby odpoczonć. Zatem nie żucajcie się jak wściekli na pieczenie ciast, odpuście pszygotowanie 12 potraw, hoinka nie musi być najpienkniejsza w mieście. Wdeh, wydeh, zen i relaks.*






*wersja dla tych,co ich bolą oczy:
...się zbliżają. Zatem z racji owych zbliżających się świąt (czy cóś) życzę nielicznym zaglądającym tu jeszcze osobom (czy cóś), aby Wam się w czasie tych świąt (czy cóś) udało wypocząć. Gdyż o to głównie chodzi w świętach (czy cóś) żeby odpocząć. Zatem nie rzucajcie się jak wściekli na pieczenie ciast, odpuśćcie przygotowanie 12 potraw, choinka nie musi być najpiękniejsza w mieście. Wdech, wydech, zen i relaks.**







**wersja dla tych co ich bolą oczy od wersji dla tych, co ich bolą oczy:
...się zbliżają. Zatem z racji owych zbliżających się świąt (czy cóś) życzę nielicznym zaglądającym tu jeszcze osobom (czy cóś), aby Wam się w czasie tych świąt (czy cóś) udało wypocząć. Gdyż o to głównie chodzi w świętach (czy cóś) żeby odpocząć. Zatem nie rzucajcie się jak wściekli na pieczenie ciast, odpuśćcie przygotowanie 12 potraw, choinka nie musi być najpiękniejsza w mieście. Wdech, wydech, zen i relaks.

poniedziałek, 23 listopada 2015

O ułaskawieniach kreatywnych.

        Miłościwie nam panujący Imć Prezydent Duda Andrzej, z zawodu podobno prawnik, aktualnie prezio, dość kreatywnie podszedł ostatnio do tematu ułaskawień. Uznając, że jak konstytucja mówi, że może ułaskawiać, to może. I inne zapisy konstytucji można spokojnie mieć gdzieś. I wspomniany zapis wykorzystując ułaskawił swojego partyjnego kolegę. Kolegę póki co niewinnego, gdyż wyroku prawomocnego nie było. Sytuacja owa pokazała jak mizerne jest polskie środowisko prawnicze. Gdyż co prawnik to inne zdanie na temat tego ułaskawienia ma. Aż miło popatrzeć jak pięknie chłopaki masakrują polskie prawodawstwo. Badziewne jak się okazuje. Niebadziewne nie pozostawiałoby wątpliwości kto co w państwie może, a czego nie i - uwaga - jakie za to grożą kary. Bo aktualnie to mamy:
- ułaskawiłem i co mi zrobicie?
- nie mianuję sędziów i co mi zrobicie?
Podobnie większość przepisów. Obywatel musi, w terminie, pod karą. Prezydent podpisuje. I koniec. Ani terminu, ani kary.

        Ale ja nie o tym. Ja chciałem ministrowi finansów naszemu, wybaczcie, nazwiska nie przyswoiłem, podsunąć pomysł na to, skąd wziąć pieniądze na te wszystkie bzdury, które obiecali, a których teraz nie zrealizują, bo nie ma pieniędzy. Otóż ministrze nasz szanowny, wykorzystajmy radosną twórczość naszego prezia, tfu, prezydenta i niech Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych drukuje hurtowo ułaskawienia in blanco. Załączam wzór:


Ja, niżej podpisany, Jego Wysokość Prezydent IV Rzeczypospolitej, niniejszym ułaskawiam <wstawić imię i nazwisko skazanego> od zarzutu popełnienia przestępstwa <wstawić rodzaj przestępstwa>. Ułaskawienie niniejsze ważne jest do dnia <wstawić datę> i dotyczy zarówno czynów już dokonanych, jak i tych, które dokonane dopiero zostaną.


        Patrz pan, panie minister, jakie się możliwości otwierają. Można więcej kasować za przestępstwa ciężkie, mniej za lekkie. Gwałt np 20 000 zł, gwałt zbiorowy w promocji 50 000 (ale i tak wyjdzie chłopakom taniej na osobę, jak zrzutkę zrobią). Kradzież 5 000, z włamaniem 7 500. Takie np uniewinnienie od jazdy po pijaku to można by w bloczkach sprzedawać, po 50 sztuk. “Pszepraszszszaam, hyp, panie władzo kochaniutki, hyp, właśnie mi się ułasssk-hyp-awienia skończyły, jutro dowiozę. Hyp.” Ja wiem, że teraz to się immunitet nazywa i działa tak samo, ale szare społeczeństwo też by to chętnie kupiło. Za przekroczenie dopuszczalnej prędkości sam bym kilka bloczków wziął.

        A jakie możliwości przed datą ważności. Pomyśl pan, panie minister - ułaskawienie ważne rok, dajmy na to 1 000 zł. Ale chcesz pan ważne na trzy lata to już będzie 2 500. Te z dłuższą datą to można by sprzedawać jak obligacje skarbowe. “Świąteczna oferta ułaskawień skarbowych, ważne 3 lata, od drobnej kradzieży do masowego ludobójstwa. Poleca Państwowa Wytwórnia Ułaskawień Wartościowych.”

        Idźmy w kreatywności dalej. Rząd nasz aktualny, neutralny rzekomo światopoglądowo, w miłości wielkiej z Kościołem Katolickim żyje. A sprzedawajmy drobne ułaskawienia na odpustach. W sprzedawaniu odpustów Kościół wielowiekowe doświadczenie ma, to i ułaskawieniom da radę. Coby lud prosty stać było proponuję na odpustach sprzedawać tylko drobne ułaskawienia: za pobicie żony, molestowanie siostrzenicy, utopienie szczeniaków w rzece, zaoranie miedzy sąsiada.

        Ale nie ustawajmy w kreatywności. Kto powiedział, że mamy się ograniczać tylko do Polski? Kenia dla podratowania budżetu sprzedaje możliwość zapolowania na słonia. Polska dla podratowania budżetu mogłaby sprzedawać możliwość zapolowania na Polaka. Wykształcenie zawodowe - 25 000, średnie - 50 000, wyższe - 100 000. Dopłata za wybór płci, za polowanie z nagonką (miłośnicy okolicznych klubów sportowych w strojach ludowych), drożej młodzi i wysportowani, taniej emeryci i renciści. Emerytów i rencistów proponuję sprzedawać w promocji z jednym bezdomnym gratis, bo skuteczne polowanie skutecznie zmniejszy liczbę chętnych do pobierania emerytur, a przy okazji znacząco poprawi sytuację mieszkaniową przypadkowego społeczeństwa. Potrójna korzyść, bingo niemalże.


        Bierz pan, panie minister, powyższe, a korzystaj z tego. Ja za prawa autorskie do projektu ratowania budżetu zadowolę się 0,01% od wpływów.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

O kulturze i sztuce

        Boguś Linda, a nawet Bogusław, nieposkromiony poskramiacz złych ludzi wszelkiej maści, niezapomniany wypowiadacz kultowego "bo to zła kobieta była", polski Harry Callahan z "Brudnego Harrego" i John McClane ze "Szklanej pułapki". Ten oto Boguś, a nawet Bogusław, reklamuje ni mniej ni więcej tylko wspomagacz dla starych ludzi - Geriavit Pharmaton. O czym powiadamiają pogrążeni w smutku fani w osobie mnie i wszystkich, którzy zechcą się przyłączyć w komentarzach.

        Nie zrozumiejmy się źle. Nie chodzi o to, że potępiam, że jak on mógł i tym podobne bla bla bla. Wolno mu reklamować co chce (choć serce me krwawi). Chodzi o to, że pan Bogusław ma już 61 lat. Nic tak człowiekowi nie daje popalić w kwestii uświadomienia sobie jak bardzo jest stary jak widok starzejących się bohaterów jego młodości. I bohaterek wypadałoby dodać. Michelle Pfeiffer i Meg Ryan też już młodością nie grzeszą. I oglądając "Niezniszczalnych" człowiek ma uczucia cokolwiek ambiwalentne. Z jednej strony spełnione marzenie - wszyscy bohaterowie z moich plakatów w jednym filmie. Sylwester Stallone, Arnold Schwarzenegger (były gubernator Kalifornii), Jean-Claude Van Damm (wprawdzie jako czarny charakter), Dolph Lundgren (190cm, 110kg, czarny pas w karate i magister chemii), Chuck Norris (pokonany tylko przez Bruce'a Lee, który zupełnym przypadkiem zmarł niespodziewanie w tajemniczych okolicznościach, podobnie jak 30 lat później jego syn, niczego nie sugeruję, tak tylko mówię, że Chuck zabija może powoli ale od razu dwa pokolenia do przodu), Jet Li, Mickey Rourke, Bruce Willis (w roli raczej epizodycznej, ale jednak), Jason Statham i jeszcze ten murzyn, wróć, afroamerykanin. Kto to jest i co on robi w moim filmie? Z drugiej strony - są wprawdzie wszyscy ale jakoś się panowie zestarzeli.
        Nie ma co grymasić jednakże. Przynajmniej mamy kogo wspominać. A kogo będzie wspominać młodzież dzisiejsza?

A na dodatek Chuck Norris zgolił brodę. Dokąd ten świat zmierza...