Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science-fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science-fiction. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 czerwca 2024

Uwaga, resęzja.

Będą spoilery, więc można się teraz wyłączyć.

         Obejrzałem 'Atlas' z wiecznie młodą J.Lo. w obcisłym wdzianku. I muszę powiedzieć, że scenarzysta ma wiarę w ludzkość. Że zrobimy AI to już nic niezwykłego. Że AI będzie wyglądać jak ludzie też bym się założył. Przemysł porno wybrał VHS i VHS stało się standardem, w przeciwieństwie do, bodajże, Betacam. Lepszego ponoć, ale przegrał. Przemysł porno szybko sprzeda AI w postaci syntetycznych lasek, które wprawdzie nie muszę wyglądać dokładnie jak ludzie, ale jednak humanoidalne choć trochę być powinny. Ludzie dziwni są i różne rzeczy lubią. Więc humanoidalne będą. Że AI się w końcu zbuntują? Osobiście wątpię, ale z posłusznych AI trudno by było zrobić film o walce ludzi z AI. Załóżmy, że się zbuntują. Ale że mamy technologię umożliwiającą podróż do sąsiedniej galaktyki? To już zaszaleli. Nawet Star Trek, serial nie bez powodu kultowy (i milczcie wszyscy, którzy nie oglądali (jest jeszcze dla Was nadzieja) lub się nie zgadzają (proszę się zgłaszać, będę usuwał ze znajomych)), ograniczał się do naszej galaktyki. A Voyager, rzucony do innego kwadrantu naszej zaledwie galaktyki, przez lata wracał do domu. Tymczasem w 'Atlasie' hop i jesteśmy w Andromedzie.

         W sumie czemu niby się czepiam? Toż nawet podróż do sąsiedniej gwiazdy to dzisiaj grube SF. W Star Wars polecieli, w StarGate polecieli, czemóż by w 'Atlasie' nie mogli? Mogliby, oczywiście, ale umysł naukowy potrzebuje chociaż namiastki naukowego wytłumaczenia. Kosmiczne stworzenia podróżujące między galaktykami? Czemu nie. Gwiezdne wrota zbudowane przez starożytne cywilizacje? Czemu nie? Tachiony jak w serii książek 'Odyssey One'? Czemu nie. Napęd nieprawdopodobieństwa jak w 'Autostopem przez Galaktykę' (z pamięci piszę, mogłem pomylić)? Raczej nie. Niemniej dajcie cokolwiek co pozwoli odróżnić SF (jednak science w nazwie jest) od fantasy (niekompletnie ubrane laski, magiczne przedmioty i Arnold z wielkim mieczem).

         Najbardziej mnie w życiu boli, że gdy w końcu ludzkość ruszy między gwiazdy (a ruszy, jeśli przetrwa kilkadziesiąt kolejnych lat, to ruszy), to mnie już na świecie nie będzie. Nie jestem Kolumbem ani Magellanem, nie będę na pionierskich statkach, ale chciałbym o tym czytać i kiedyś, gdy już wszystko będzie bezpieczne jak dzisiaj loty samolotem, polecieć na Kepler-452b. I poczytać o pierwszym spotkaniu ludzkości z obcą cywilizacją. Która - dla jej dobra - mam nadzieję, będzie bardziej rozwinięta od ludzi. Cywilizacje mniej rozwinięte raczej kończyły w spotkaniu z nami niezbyt dobrze.
Ruszymy kiedyś między gwiazdy. Ja niestety nie ruszę.

         Ale ja miałem o J.Lo. w obcisłym wdzianku. Da się to obejrzeć. Znaczy film, bo J.Lo. zawsze. I nie jest to pierwszy film, w którym AI uznała, że dla dobra ludzkości trzeba ludzkość wziąć pod but. Coś jest z ludzkością nie tak. Co widzi każdy kto ma dostęp do internetu.

piątek, 13 kwietnia 2018

Z okazji piątku 13.


Jako że Jacek za nic ma przesądy i zabobony, to właśnie dziś postanowił podzielić się informacją. Jacek mianowicie zmienił pracę. Cieszycie się? ;-)

piątek, 28 kwietnia 2017

Suchar informatyczny #7

        W poprzednim odcinku pasjonującej podróży przez zakamarki mętnych umysłów informatyków dowiedzieliśmy się jak i jakiej dziewczyny szukają informatycy. Wielkich wymagań, jak się okazuje, nie mają. W tym odcinku mieliśmy zahaczyć o sferę SF, czyli poruszyć temat niemal niespotykany. Zatem.

Suchar informatyczny na dziś:

“Jak informatyk rzuca dziewczynę?
SHIFT + DELETE”

        Magiczna ta kombinacja klawiszy powoduje usunięcie pliku bez przenoszenia go do kosza. Trzeba powiedzieć, że wspomniany w powyższym sucharze informatyk poczyna sobie dość nonszalancko. Odważnie nawet. Żeby nie powiedzieć - heroicznie. Bowiem usuwanie bez przenoszenia do kosza znacząco podnosi poziom trudności związany z odzyskaniem takiego pliku. Standardowy informatyk rzuca dziewczynę naciskając po prostu DELETE, co powoduje umieszczenie dziewczyny w koszu. Co z kolei zapewnia informatykowi miłe poczucie satysfakcji, że jak chce to owszem może rzucić, dzielny jest, zero desperacji i już. Jak również miłe poczucie komfortu, że gdyby się jednak stęsknił to szybko może ją sobie sprowadzić z powrotem. Informatyk sucharowy poczyna sobie śmiało, bo od razu chlast, bez kosza, nie ma powrotu, adieu, orrewuar, doswidanja, żegnaj, nawet łzy nie uronię, to było piękne 4 dni.

        Przy czym z tym “nie ma powrotu” to oczywiście nie do końca prawda. Sprawny informatyk potrafi odzyskać dziewczynę nawet jeśli wyrzucił ją nonszalancko, odważnie, żeby nie powiedzieć - heroicznie. Sprawny informatyk ma narzędzia do odzyskiwania plików, które pospolity korzystacz z komputera uznał za skasowane. Więc szanowni pospolici korzystacze z komputera - nigdy przenigdy pod żadnym pozorem nie dajcie swoich dysków sprawnym informatykom. Zwłaszcza jeśli jesteście młodą, ładną korzystaczką i zdarzyło się Wam trzymać na dysku niecałkowicie ubrane fotki ;-)

wtorek, 31 maja 2016

Suchary informatyczne czas zacząć

        Jako, że nieubłaganie zbliża się termin, po którym zamkną mi konto od nieużywania, czas tego konta użyć. Co niniejszym czynię. Rozpoczynając cykl fantastyczno-naukowy pod tytułem "Suchary informatyczne, czyli nieładnie się tak nabijać z informatyków".

BTW (by the way, czyli po polsku "przy drodze"):
        Kultowym serialem opiewającym liczne zalety pracy informatyków oraz ich niezaprzeczalny profesjonalizm i niewątpliwie troskliwe podejście do klienta jest "IT Crowd". Polecam wszystkim, którym nudzi się aż tak, żeby im się chciało oglądać serial o informatykach.
Nie, no żartowałem. Nikomu się aż tak nie nudzi.


Zatem suchar informatyczny na dziś:

"Architekt, artysta i informatyk prowadzili dyskusję na temat czy lepiej spędzać czas z żoną czy z kochanką. Architekt stwierdził:
- Wolę spędzać czas z żoną, budując solidne fundamenty naszego związku.
Artysta rzekł:
- A ja wolę spędzać czas z kochanką, bo to daje mi uczucie tajemniczości i namiętności.
Na to informatyk:
- A ja wolę obie.
- Jak to obie?
- No bo gdy żona myśli, że jestem z kochanką a kochanka że z żoną, to mogę spokojnie siedzieć przy komputerze."

Komentarz:
        Pragnąłbym zauważyć jak optymistyczny przekaz niesie powyższy suchar. Informatyk otóż... tak, ten wykpiwany w licznych dowcipach, fatalnie ubrany, zarośnięty introwertyk z lekkim przestrachem podchodzący do kobiet... ten otóż informatyk w powyższym sucharze posiada nie tylko żonę, ale i kochankę! Sasasa, ha!
(Wprawdzie jak widać nie korzysta z ich usług, ale niech to nie umniejsza jego triumfu. Nasz bohater.)

        Skąd ta radość? No cóż, pomimo licznych zalet opiewanych na cieszących się zasłużoną sławą blogach (że wspomnę tylko o jednym: http://dziurawyworek.blogspot.com/2009/02/kochajcie-informatykow-dziewczeta.html) informatyk nie jest stworzeniem, które przeciętna kobieta chciałaby mieć w domu. Znaczy, owszem, przeciętna kobieta chciewa mieć informatyka w domu. Od czasu do czasu. Jak się jej akurat zepsuje komputer albo kupiła nową drukarkę. Ale na stałe to pożytku wielkiego z informatyka nie ma. Bo tak:
  • do kina to na "Warcraft"
  • pograć w coś - "Warcraft"
  • serial jakiś? - "IT Crowd" albo "Teoria wielkiego podrywu"
  • teatr może? - "życie to nie teatr" - mówi ciągle, opowiada
  • ugotować toto potrafi kanapki i herbatę*
  • sprzątać zaczyna jak mu trawa wyrasta na klawiaturze i tylko biurko w zasięgu rąk
  • romantyzm w jego wykonaniu to sms z emotką
  • kwiatki kupuje tylko w Farmville
  • ubiera się jak fleja albo bezdomny**
  • goli się tylko na ślub (co mu się nieczęsto zdarza)
  • kładzie się do łóżka jak już śpisz, wstaje jak jeszcze śpisz i idzie do pracy
  • wraca z pracy, je obiad (kanapki) i wraca do pracy
Bida z nędzą jak widzicie, dziewczyny, xpil potwierdzi wszystkie moje słowa. Co do słowa. I może dorzuci coś od siebie.

Podsumowanie:
Suchar dzisiejszy zaliczyć należy do kategorii fantastycznych, jako że nikt nigdy nie widział informatyka nie tylko żonatego, ale i z kochanką.


*Kanapki robię przepyszne! A woda na herbatę - miodzio.
**Albo hipster.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Kwarki - skwarki

        Świat naukowy ekscytuje się ostatnio, że naukowcom udało się ugotować zupę skwarkową. Czy jakoś tak. W sensie, że tak długo walili młotkami w elektrony, że się owe nierozpadalne jeszcze niedawno cząstki rozpadły na nierozpadalne jeszcze kwarki. I te rozpadnięte elektrony tworzą kwantową ciecz spinową. Z tego wszystkiego przeciętny zjadacz białego pieczywa rozumie co najwyżej ‘ciecz’. Którą to ciecz w niewielkich ilościach w celach absolutnie naukowych produkują w domach Polacy. Ale ciecz upichcona przez naukowców to zupełnie inna ciecz.

        Cóż więc takiego ekscytującego jest w tej kwantowej cieczy spinowej, że taką wzbudza ekscytację? Ano ponoć jest kolejnym stanem skupienia. A stany skupienia, drogie dzieci, mamy następujące:
 - stan ciekły - np znana wszystkim woda w postaci wody;
 - stan stały - np znana wszystkim woda w postaci lodu;
 - stan gazowy - np znana wszystkim woda w postaci pary;
 - stan galaretkowy - np znana wszystkim woda z dodatkiem smakowym i żelatyną,
 - stan brejowy - np znana wszystkim woda z dodatkiem jakiegoś rzekomo zdrowego badziewia w postaci marchewek, porów i szpinaku, a wszystko zmiksowane aż do uzyskania stanu brejowego;
        Naukowcy upierają się, że istnieje jeszcze stan plazmowy. Ale nie z nami te numery Bruner, jak mawiał Janosik, plazmowe to są tylko telewizory i wszyscy o tym wiedzą.

        Jakżesz ci mądrale doszli do tego odkrycia. Otóż opowiadam, w skrócie i z tłumaczeniami z języka bełkotliwego na białopieczywozjadaczowy, fabularyzując co nudniejsze kawałki.

        Usiedli więc razu pewnego jajogłowi z MIT. Usiedli i zadumali się, albowiem problem mieli okrutny.
Panowie - powiada jeden - zła wiedźma z Krainy Finansjery chce obciąć nam fundusze. Że niby badania nad kolorem kłaczków w pępku tudzież liczbą aniołów, które się zmieszczą na czubku szpilki są, cytuję - “nieprzyszłościowe, nudne i przynoszące ujmę naszej szacownej uczelni”. W związku z tym haniebnym pozbawieniem nas prawa do zajmowania się pierdołami złożyłem obietnicę, że w ciągu trzech dni dostarczymy pomysł na badania “nowoczesne, atrakcyjne oraz przynoszące chlubę naszej wspaniałej uczelni”. Mamy trzy dni, panowie, nikt stąd nie wyjdzie dopóki czegoś nie wymyślimy.
I ruszyły umysły wspaniałe na wycieczkę po Krainie Wyobraźni. Czegóż to oni po drodze nie wymyślili:
 - zimna fuzja,
 - teleportacja,
 - odczytywanie myśli,
 - lekarstwo na raka,
 - napęd tachionowy,
 - replikatory żywności,
 - holografia,
 - i mnóstwo innych.
        Wszystkie odpadły. Z jednego powodu. Bardzo łatwo da się zweryfikować czy to działa czy nie. A umysły bystre wiedzą, że jak się łatwo da zweryfikować to potem będą kłopoty. No i wymyślili kwantową ciecz spinową. Przeciętny pracownik finansów na słowo ‘kwant’ wyłącza mózg. Gdyby się trafił jakiś nieprzeciętny, to się go dobije ‘spinową’. A zweryfikować się tego nie da, bo kto kiedy widział kwanta albo spina?

Jak umyślili, tak się zabrali do roboty. Ruszyli z kopyta - 10 miesięcy hodowali kryształ herbertsmithytu. 10 miesięcy:
 - No jak się ma nasz kryształek? Chcesz amciu? Ciepło kryształkowi?
        Po 10 miesiącach nadszedł czas zbiorów. 7 milimetrów długości i 0,2 grama wagi. Wypasiony, nie? Ale nie bądźmy drobiazgowi. Po zbiorach kryształ był poddawany szczegółowym badaniom. I ani słowa o tym jakież to były badania. Ale był skrupulatnie obserwowany. No i w czasie tych obserwacji zauważono ułamkowe stany kwantowe.
 - Stefan, widziałeś? Ułamkowy stan kwantowy.
 - Gdzie?
 - No tam, po lewej, obok tego atomu miedzi? O, patrz, znowu.
 - A faktycznie, jest. Ale ułamkowy, ja cię kręcę. Takiego ułamkowego to jeszcze nie widziałem.
        Udało się owym uczonym zmierzyć te stany kwantowe, którym od razu nadano wdzięczną nazwę spinonów, za pomocą techniki rozpraszania neutronów. Siedzą sobie spokojnie skupione neutrony, a naukowcy jak nie zaczną je rozpraszać. A to muzyką, a to filmem, a to hałasem nagłym. Wszystko, żeby neutrony nie mogły się skupić. I zażartowali na koniec “Po raz pierwszy w sposób jasny i szczegółowy widzimy potwierdzenie teorii dotyczących kwantowych cieczy spinowych”. Bo która pani z finansów powie, że nie widzi tu żadnych spinonów, skoro kolorowe wykresy na ekranie tak ładnie wyglądają? I na kolejnych 10 lat pieniążki płyną szerokim strumieniem. Wróć - kwantową cieczą spinową.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Polska, rok 2024

        Teraz panie, to się prawie nigdzie ruszyć nie można, żeby czyichś uczuć religijnych nie obrazić. Wyjdź pan na spacer w okularach przeciwsłonecznych - naruszasz pan uczucia Wyznawców Słońca. Wyznanie zarejestrowane to ich uczuć ranić nie wolno. Albo w czapce pan wyjdź. Też się Słońce obrazi, że się pan przed jego boskim obliczem chowasz. Odpuszczasz pan okulary i nakrycia głowy, boś pan tydzień na spacerze nie był i wychodzisz. I od progu się rzucają na pana buddyści, żeś pan mrówkę rozdeptał, co rani ich do głębi. A buty ze skóry ekologicznej? - pytają. A certyfikat buddyjskiej koszerności jest? - pytają. Jest. Sięgasz pan do walizki z certyfikatami - nauczysz się pan, że bez tego się nie warto ruszać z domu, bo pan pięciu kroków nie zrobisz - i znajdujesz certyfikat. Myśli pan “pogoda piękna, coś na obiad kupię”. Idziesz pan na bazarek okoliczny, patrzysz pan marchewka piękna. “Nie sprzedam” mówi sprzedawczyni. Wyznawczyni Kościoła Oranżystów. Nie jadają niczego w kolorze pomarańczowym. To i nie sprzedają. To by naruszało ich prawo do "postępowania w każdej sytuacji zgodnie z sumieniem, nawet jeśli to niezgodne z przepisami prawa". Pal licho, kupisz pan jutro. Jutro sprzedaje wyznawczyni Kościoła Żywności Naturalnej, Nieprzetworzonej i Niezmodyfikowanej Genetycznie. Za to jutro pan nie kupisz kapusty kiszonej, bo przetworzona. I kukurydzy, bo zmodyfikowana. Mięsa pan nie kupisz we wtorek, bo sprzedaje wegetarianka. A jajek w środę - sprzedaje weganka.

        Czegóż nie zatrudnić kogoś kto by sprzedawał codziennie? A bo to by, widzisz pan, wymagało pytania ich o wyznanie. A to by naruszało “niezbywalne prawo każdego człowieka do prywatności w kwestii wyznawanej religii lub światopoglądu laickiego”. Ja np, rozumiesz pan, zatrudniam 10 osób. Z czego pracuje tylko 4. Reszta natychmiast po zatrudnieniu poinformowała mnie, że charakter pracy, którą mieliby wykonywać jest niezgodny z wyznawanymi przez nich wierzeniami. Pytać o wierzenia przy zatrudnianiu nie mogę. Zwolnić z powodu kompletnej nieprzydatności do pracy też nie mogę. To by była “dyskryminacja na rynku pracy z powodów religijnych i światopoglądowych”. Zagrożona karą więzienia do lat 10. Płacę więc w moim zakładzie przetwórstwa mięsnego 3 wegetarianom, 2 weganom i jednemu buddyście. A pracuje czterech ateistów na tyle głupich, że uznają wszelkie religie za bzdury.

        A w szpitalach panie! Strach chorować albo w ciążę zajść. A bo to pan trafisz na katolika, co badań prenatalnych nie zrobi i będziesz pan potem musiał pochować kadłubka bez głowy. W środę. Bo grabarz tylko w środę pracuje. Pozostałe dni ma wolne, bo jest wyznawcą Kościoła Wielbicieli Papierosów i Piwa. Palą i piją wszędzie, bo zabronić im nie można żeby “nie ograniczać prawa obywateli do swobodnego wyznawania zasad swojej wiary”. Albo pan trafisz na Świadka Jehowy, co transfuzji nie zaordynuje, żeby, rozumiesz pan, lecząc pana, sumienia sobie nie naruszył. Jego bóg wie lepiej, co dla pana dobre. Taki, widzisz pan, miłosierny ten bóg jest, że nawet niewierzącym pozwoli umrzeć zgodnie z jego zasadami. Jak pan masz pecha to i zęba nie wyleczysz. Bo trafiasz pan na takiego, co mu religia zabrania w ciało ingerować. “Co bóg stworzył człowiek niech nie waży się zmieniać”. Ale może zapalić kadzidło w pańskiej intencji. Czwarty natomiast zrobi panu każdy zabieg, jaki pan sobie zażyczysz. Tyle, że bez znieczulenia. Znieczulenie uraziłoby jego boginię. Możesz się pan wcześniej znieczulić wódką, jak pan będziesz miał farta i w monopolowym akurat nie będzie sprzedawał wyznawca Fanatycznego i Jedynego Prawdziwego Kościoła Abstynentów.

        Bogów, widzisz pan, zatrzęsienie. A każden jeden ten “jedyny i prawdziwy, miłosierny i wszechmocny”. I wszyscy najbardziej się troszczą o losy najmniej zainteresowanych ich troską. A ja tak sobie panie myślę, że jak oni wszyscy tacy wszechmocni i miłosierni, to powiedz mi pan, skąd na świecie tyle skurwysyństwa? Skąd brud, smród i ubóstwo? Skąd choroby, wojny, gwałty i rzezie? Jakbyś pan, panie, był wszechmogący i miłosierny, to byś pan jednym pstryknięciem palcami tego nie naprawił? Ja prosty człowiek jestem, panie, ja się na polityce nie znam, ale tak sobie myślę, że ja to bym naprawił.

        A te tam to kto, pytasz pan? To pastafarianie. Wierzą w jakiegoś latającego makarona. Ani to mniej, ani bardziej głupie od innych wyznań, a ich, patrz pan, zarejestrować nie chcą. 14 rok się starają i 14 rok im minister mówi, że oni to tylko dla jaj. Bo minister, widzisz pan, się na wyznaniach zna jak nikt.