Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święto. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 maja 2024

O spokoju świętym niedoczekanym

         To, że kobiety są z Reptilusa a mężczyźni z Ziemi to wiemy, tak? Przypomnę tylko: prysznic - wrzątek, kran - wrzątek. Co jest zrozumiałe. Jak się pochodzi od zmiennocieplnych gadów to trzeba jakoś temperaturę ciała utrzymać. My, mężczyźni, pochodzimy od ssaków, temperaturę wewnętrzną utrzymujemy sobie sami. A dziewczyny wrzątek, solarium, plaża. A żeby tę swoją potrzebę dogrzewania zamaskować, to dziewczyny wykształciły zdolność do błyskawicznego opalania się na brązowo. Co nie tylko ładnie wygląda odwracając naszą uwagę od ich pochodzenia, ale przy okazji pozwala udawać, że one się tu tylko opalają a nie ratują swoje życie.

         Ale dzisiaj nie o ich, kobiet pochodzeniu. Dzisiaj o ich, kobiet, nieumiejętności nicnierobienia. Trochę niechcący miałem długi weekend. Myślałby kto - plaża (ja oczywiście w cieniu, dziewczyny oczywiście nie, bo, przypominam, temperatury trzeba nałapać), ciepła woda, zimne piwo. Jednakże kto ma żonę (dziewczynę / narzeczoną / kochankę) ten wie, że kobiety nie potrafią korzystać z dni wolnych. 5 dni wolnego! Ileż to można ponicnierobić, ileż poodpoczywać, ileż na hamaku poleżeć! Ale nie. Trzeba coś robić. Ja mam taką osobistą teorię, że one, te nasze dziewczyny generalnie kochane istoty, nie umieją patrzeć jak się relaksujemy. No nie może być tak, żeby facet siedział 5 dni i nic nie robił. Jeszcze mu głupoty do głowy zaczną przychodzić. A głupio go ot tak do roboty zagonić. I głupio ochrzaniać, że nic nie robi jak sama nic nie robi. To weźmie i sobie robotę znajdzie. Bo jak ona robi to i chłop będzie musiał. Albo się sam domyśli, że ma się do jakiejś roboty zabrać, albo mu niewiasta coś znajdzie. Ze swej strony zalecam jednak znalezienie sobie czegoś samemu. Wprawdzie nie całkiem to pozwala zleceń uniknąć, ale przynajmniej na jakiś czas można się zamknąć w garażu i udawać, że się czyści narzędzia. Nieuniknienie nadejdą jednak zlecenia nieuniknione: "trawa taka wysoka, skosić by trzeba", "huśtawka dawno nie malowana", "gdzie z tą farbą, zeszlifować najpierw trzeba", "kory nowej trzeba kupić ze 40 worków", "ziółka podlej", "szyszki wyzbieraj", "pod magnoliami trzeba pograbić". Inwencja ich jest niezmierzona. Genetycznie nie cierpią jak facet po prostu nic nie robi.

         W związku z czym z rozkoszą wróciłem w poniedziałek do pracy. Ostatni raz się dałem nabrać na długi weekend. W przyszłości, jakoś tak czuję, będę miał w długie weekendy mnóstwo pracy w pracy.

czwartek, 31 sierpnia 2023

środa, 31 sierpnia 2022

Dzień Blogów

    Czcigodni i Szaowne, nasz dzień dzisiaj. Dzień Blogów. Autorów i Czytelników. Od lat mniej lub bardziej skutecznie opieramy się zmasowanym atakom nowych mediów - facebooka, instagrama, tiktoka, snapchata i innych. Od lat spotykamy się tu i ówdzie żeby sobie poczytać co tam się u kogo wydarzyło, co słychać w Berlinie albo Dublinie, tudzież w Warszawie. Posłuchać czego tam znajomi słuchają, popatrzeć co czytają. I choć w tej nierównej walce liczne blogi poległy a liczni moi blogowi znajomi odeszli w blogowy niebyt (wyjaśniam: najprawdopodobniej żyją, tylko ich blogi umarły, a ponieważ to była jedyna forma kontaktu, więc kontakty też umarły). Żałuję. Wiele przez te lata osób poznałem, wiele zapomniałem. Nieliczne znajomości pozostały i są cenne.

    Czcigodni i Szanowne, nie udaje mi się, niestety, choć obiecywałem, pisać częściej. W początkach blogowej kariery mogłem to zrzucać jedynie na lenistwo. 15 lat później mogę to zrzucać również na starość. Nie zamykam jednak, choć kurzem czasem zarasta. Zaglądajcie jako i ja do Was zaglądam. Nie zawsze się wpiszę, ale czytywam. Walczmy!

poniedziałek, 14 lutego 2022

Międzynarodowy Dzień Poświęcenia Róż i Innych Kwiatów

    Dzień dzisiejszy roboczo nazwałem Międzynarodowym Dniem Poświęcenia Róż i Innych Kwiatów. Tysiące i miliony tych biednych istot idą pod nóż, żeby tysiące i miliony mężczyzn tego świata mogło nie podpaść wybrankom swego serca. Nie czas jednak żałować róż, gdy unikają podpadania mężczyźni. W dniu tym co roku mężczyźni wyruszają na tradycyjną pielgrzymkę do… wiem co Wam przychodzi do głowy i jakżesz jesteście w błędzie, bo nie do najbliższego pubu, o nie… pielgrzymkę do najbliższej kwiaciarni. Gdyż kilka nie całkiem jeszcze martwych róż znacząco podnosi prawdopodobieństwo niepodpadnięcia. Kobiety mają łatwiej. Im do niepodpadnięcia wystarczy wstążeczka i już. My natomiast, my musimy walczyć. Ale o tym za chwilę.

    Generalnie wojowników (bo jak walka to i wojownik, któż zaprzeczy?) walczących o róże, niczym kierownictwo Ordo Iuris o cnoty niewieście (podpowiadam: dużo hałasu, ale z niekoniecznie dobrym skutkiem), podzielić można na dwie grupy.

    Grupa pierwsza załatwia zakupy kwiatowe w drodze z pracy i wręcza te kwiaty już od progu mieszkania anonsując swoje przybycie szelestem rozwijanego papieru. Wychodzą oni z założenia, że rach ciach, trzeba to załatwić szybko i po bólu. Ta grupa to mięczaki. Nawet jeśli musieli odstać w kolejce po swoją porcję nie całkiem jeszcze martwych roślin, to nie musieli o nie stoczyć pojedynku o honor i niepodpadnięcie. Nie musieli, bo o tej porze kwiaciarnie przygotowane na inwazję jeszcze dysponują różami, tudzież innymi kwiatami. Dla wszystkich w kolejce starczy, wystarczy poczekać. Mięczaki.

    Grupa druga z kolei, to wojowie z górnej półki. Oni nie stoją w kolejce, nie krzyczą piskliwym głosem “Proszę zostawić kilka dla nas”, “Limit jakiś wprowadzić, po 5 na głowę”, “My też mamy żony”. Oni wracają po pracy do domu, do żony, która przez cały dzień ma dzisiaj tylko jedno w głowie - “Ile mi w tym roku róż przyniesie?” (tylko róże wchodzą w grę, inne rośliny pozwolą tylko złagodzić wyrok, ale nie anulują podpadnięcia), “Żeby się tylko nie wygłupił z żółtymi jak w zeszłym roku, przecież każdy wie, że żółte to zdrada”. (WTF???). Wraca do domu ten samiec alfa, wojownik dzielny, predator chciałoby się powiedzieć i jak gdyby nigdy nic rzuca od niechcenia na powitanie - “Co na obiad?”. Ignoruje wyniośle, że talerz ze schabowym został właściwie przed nim rzucony, a nie postawiony. Co bardziej odważni zjadłszy (imiesłów przysłówkowy uprzedni, współczuję tym, którzy muszą to wiedzieć) rzucają mimochodem “Mamusia robi lepsze”. A żonę nosi.

    Choć bądźmy szczerzy, panowie - czy ktoś z Was dostał kiedyś kwiatka na Walentynki? Choć jednego, malutkiego? Nie musi być róża. Może być przywiędły, taki co się przedwczoraj nie sprzedał. No nie dostał. Czy robimy z tego dramat? Nie robimy.

    Po obiedzie i obejrzeniu skoków (a żonę nosi) wstaje ten dzielny, żeby nie powiedzieć szalony, człowiek i “Wychodzę” mówi. A żonę nosi. Nie tłumaczy się, dokąd idzie, bo jest dzielny (albo szalony). Dostojnym krokiem, w końcu ma jeszcze dwie godziny do zamknięcia kwiaciarni, udaje się w kierunku kwiaciarni. Wie przecież, że kwiaciarze takiej okazji nie przepuszczają i róże na pewno są jeszcze dostępne w różnych rozmiarach i kolorach.

W tym momencie przenosimy narrację na pierwszą osobę. Taki chłyt stylowy.

    Tym łatwiej mi było te wszystkie szalone i dzielne przedsięwzięcia po powrocie z pracy przeprowadzić, że moja żona była jeszcze w pracy. W zasadzie więc ryzykowałem niewiele. Ale się liczy. A talerz rzuciłem sobie sam, bo po wyjęciu z mikrofali był gorący. Jak one to robią, że ich nie parzy? Moja żona mówi, że za każdym dowcipem coś się kryje. Może coś jest w tym dowcipie o piekle?

    Dostojnym krokiem zmierzam więc w kierunku pobliskiej kwiaciarni (przy czym ‘pobliskiej’ jest tu bardzo umowne, wg mojej miary odległości to jest ‘łooo rany, aż do przystanku trzeba iść?). Z daleka już z niepokojem dostrzegam, choć wzrok już dawno nie sokoli, że kwiaciarze w tym roku nie doszacowali popytu. Mogą być problemy. Tym bardziej, iż dostrzegam idącego równie dostojnym krokiem z naprzeciwka innego dzielnego wojownika, który się żonom nie kłaniał. Nasze spojrzenia się spotykają, wytrzymuję, nie zwalniamy kroku. Nonszalancko udajemy, że kwiaciarnia absolutnie nie jest w naszym spektrum zainteresowań. Wymiękł pierwszy. Lekko, dla niewprawnego oka niemal niezauważalnie, przyspieszył kroku i zmienił azymut kierując się bezczelnie niemal prosto na kwiaciarnię. Nie mogłem tego zignorować i najbardziej nonszalanckim szybkim krokiem, którego jeszcze nie da się nazwać biegiem, skierowałem się prosto na kwiaciarnię. Widząc, że nie wygra, zmienił taktykę. Rzucił mi wyzwanie bezpośrednie. Ruszył wprost na mnie po drodze zdejmując czapkę i formując ją do postaci kulistej nadającej się jako broń miotana. Ruszyłem, ciągle jeszcze nie biegnąc, wprost na niego po drodze rozwijając szalik i przywiązując na jego końcach rękawiczki. Wyszkolonym przez lata w wojsku ruchem uniknąłem rzuconej w moją twarz czapki, a wychodząc z uniku rzuciłem w jego stronę bola zrobione z szalika i rękawiczek. Nie całkiem jeszcze po złamaniu sprawna prawa ręka niestety się nie popisała i trafiłem tylko połowicznie, w jedną nogę. To jednak wystarczyło aby go spowolnić. Dotarłem do okienka kilka sekund przed nim, ciągnącym za sobą mój szalik. Triumfalnie rzuciłem w czeluść okienka - “Róże poproszę”, “Ile?” - padło z czeluści. “Wszystkie” - odpowiedziałem jednocześnie nonszalancko w stronę czeluści i hardo w stronę pokonanego przeciwnika, ugruntowując swoją bezsprzeczną dominację. “Zośka, zapakuj obie” - padło z czeluści. Zadrżałem. Poziom niedoszacowania popytu przez kwiaciarzy był druzgocący. “Obie? I to wszystko? Cóż, pozostanie zgrywać twardziela do końca, nawet gdy żona już wróci do domu.” - pomyślałem. I wtedy zobaczyłem jego. Pokonanego przeciwnika. Nie płakał. Faceci nie płaczą. Ale w oczach widać było jakąś pustkę, beznadzieję. Nie! Przecież to facet, towarzysz w niedoli, nie można go tak zostawić! Nie jego wina, że trafił na mnie, nie jego wina, że kwiaciarze niedoszacowali. Nie godzi się kamrata w potrzebie zostawić. Rozwinąłem papier i dałem mu jedną różę. Nie dziękował. Nie musiał. W tym momencie braterstwa dusz rozumieliśmy się bez słów. I bez słów odwróciliśmy się od siebie i odeszli. On w kierunku zachodzącego słońca. Ja w kierunku wschodzącego księżyca.

Wracamy do narracji trzecioosobowej.

A włosy rozwiewał im popołudniowy wiatr.

czwartek, 24 grudnia 2020

Trochę mnie nie było i Wesołych Świąt

        Kochani moi nieliczni czytelnicy i czytelnice. Zbliżają się Święta, choć pogoda za oknem na to nie wskazuje. Z tej okazji zatem (Świąt, nie pogody za oknem) życzę Wam wszystkim żebyście w zdrowiu fizycznym i psychicznym wytrwali do czasu, aż szczepienia i lekarstwa wytępią to paskudztwo, które popsuło nam wszystkim mnóstwo krwi i planów. Powiadam Wam, nadejdzie czas, gdy usiądziemy przy herbacie pogadać o zimnej fuzji i kryptografii kwantowej, rzucimy kilka czerstwych dowcipów o programistach (nie mylić z informatykami), obalimy rząd i pójdziemy do domu. Tego Wam życzę.

PS. Chyba, że wolicie coś innego.

wtorek, 13 października 2020

Dziś Dzień...

Wg Nonsensopedii dzisiaj jest Dzień Szarych Myszek. Wszystkim szarym myszkom płci obojga życzę samych najlepszości. Chyba, że to wymagałoby wyjścia z Waszej strefy szarości a tego nie chcecie, wtedy życzę samych najszarości.
Oraz jest podobno Dzień Bez Bielizny. Wszystkim bez bielizny życzę udanych zakupów.

niedziela, 8 marca 2020

Jednakowoż

Drogie Panie, składam Wam tradycyjne Jackowe życzenia samych najlepszości w życiu. Tak, wiem, mamy 21 wiek, równouprawnienie, gender i relikt komunizmu. Jednak... najlepszości.

PS. Drodzy panowie. Jeśli za późno na kwiaty to zawsze działają Rafaello i Ferrero (tudzież Ferrari jeśli stan konta pozwala).
PS2. Jeśli jednak ktoś absolutnie nie życzy sobie życzeń to proszę do mnie napisać, postaram się uwzględnić. Jeśli nie zapomnę. W końcu mam już prawie 60 lat, wolno mi czasem o czymś zapomnieć.

wtorek, 5 lutego 2019

O bezpieczeństwie

        Wikipedia twierdzi, że dzisiaj jest Dzień Bezpiecznego Internetu. Aby uczcić ten dzień postanowiłem całkowicie za darmo przetestować Wasze zabezpieczenia. Proszę zatem o podesłanie mi loginów i haseł do Waszej bankowości internetowej, oraz ewentualnie otrzymanych haseł SMS, a ja sprawdzę czy jest bezpieczna.

Oczywiście w wiadomości prywatnej, przecież ma być bezpiecznie.


wtorek, 25 grudnia 2018

Najlepszego

Ponieważ w Polsce sroga zima Jacek udaje się do ciepłych krajów. Znaczy do Szwajcarii.
Wesołych, przede wszystkim spokojnych Świąt życzę wszystkim, którzy jakimś zrządzeniem losu tu zajrzą. Bawcie się dobrze. 

Jacek

wtorek, 23 maja 2017

Był sobie blog

        24 maja 2007 roku na blogu dziurawyworek.blog.onet.pl ukazał się pierwszy, i jak się okazało, nie ostatni wpis. Sam blog urodził się dzień wcześniej, ale chwilę potrwało zanim udało mi się wszystko zamienić na zielone z czarnym tłem. Zatem dzisiaj mija okrąglutka, dziesiąta rocznica. Alleluja.

Co się przez ten czas wydarzyło?

        Poznałem mnóstwo interesujących osób. Większość z tych znajomości nigdy nie wyszła poza blogi. W związku z czym umarła razem z tymi blogami. Bo blogów przez ten czas umarło mnóstwo. Miałem na netvibes kilka stron linków prowadzących do blogów, które częściej lub rzadziej czytałem. Została jedna. A i ta jedna bardzo rzadko zgłasza coś nowego. ŚMIERĆ blogów zebrała swoje żniwo bez litości.

        Przeniosłem się z onetu na blogspot. Co poprawiło znacząco stabilność strony (onet padał co chwila z komunikatem “nie ma takiego bloga” co - zanim się człowiek przyzwyczaił - powodowało lekki stres), ale jednocześnie znacząco zmniejszyło liczbę nowych czytelników. Onet wrzucał czasem link do jakiegoś mojego tekstu na główną i trafiały do mnie przypadkowe osoby. W większości tylko po to żeby napisać jakim jestem pacanem i męską szowinistyczną świnią. Trochę mi tego brakuje.

        Nie zmieniłem kolorów, o co wielokrotnie prosiły mnie różne osoby. Bo lubię i nie zmienię. Podobno kilku czytelników się o to obraziło i sobie poszło. Papa.

        Rozwiodłem się. Ożeniłem ponownie. Bagaż doświadczeń zabrałem ze sobą. Czasem trochę przeszkadza.

        Mój mały synek jest już mężczyzną, układa sobie życie w dalekim kraju. 

        Pracuję przy tym samym biurku co 10 lat temu. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Pomimo licznych zmian ciągle jest tu znośnie i w miarę spokojnie. Lubię spokój. Za to komputer służbowy mam pierdyliard razy bardziej wypasiony. Nie chcecie wiedzieć ile firma za niego zapłaciła. Z Waszych pieniędzy.

        Jestem 10 lat starszy, odrobinę mądrzejszy, ciągle tak samo marudny, trochę posiwiałem, przestałem walczyć o resztki włosów na głowie i jadę u fryzjera dwójką, za to broda rośnie dłuższa i jeszcze bardziej siwa.

        I miałem klimatyzację, a nie mam.



        Rzadko się ostatnio odzywam, wiem. Starość to albo lenistwo. Czy ja wiem? Albo nadmiar wrażeń i związany z tym brak czasu na pisanie? Tak czy owak, jeszcze trochę powalczę, więc wpadnijcie czasem. Pozdrowienia od Jacka co ma tyle lat, że mu się już tego nie chce zamieniać na system siódemkowy.

piątek, 24 czerwca 2016

Przytulaski

Dzisiaj Dzień Przytulania.

        Ponieważ nie sprecyzowano dokładnie kto kogo ma przytulać, proszę liczyć się z niespodziewanymi przytuleniami ze strony osób być może jeszcze obcych. "Jeszcze", gdyż jeśli przytulenie będzie wyjątkowo atrakcyjne, to być może z osobą przytulającą uda się Wam zaprzyjaźnić na dłużej.
Osoby wyjątkowo nieśmiałe mogą się przytulić do misia. Tudzież do poduszki.

        I chciałem Was niniejszym uspokoić, szanowne moje koleżanki, że jeśli mężczyzna podczas przytulania przechyla głowę i kładzie ją Wam pod brodą, to wcale nie dlatego, że Wam się przytula do cycków, o nie. Robi to otóż w trosce o Was, gdyż mężczyzna ów, nieogolony, mógłby podrapać lico Wasze urodziwe podczas przytulania klasycznego. A tego byśmy przecież nie chcieli, prawda?

piątek, 8 stycznia 2016

A jednak żyje



        Dochodzą mię słuchy, iż pojawiły się słuchy, iż blog ów ten umiera. Niniejszym dementuję owe kalumnie. Blog żyje i żył w swej zieloności będzie. Do samego końca. Mojego albo jego.

        Ja natomiast, jako osoba w wieku już podeszłym, tak, podeszłym, szukam miejsca na emeryturę. Takiego gdzie dziewczyny gorące (choć tylko popatrzeć już zostało), wino schłodzone (tego mi jeszcze nie odebrano), a temperatury znośne przez cały rok. No i w poszukiwaniach swych popatrzajta co znalazłem:

         Chlip. Aż się wzruszyłem. Wprawdzie nic nie piszą o dziewczynach i o winie, ale bądźmy szczerzy - dla nas, starych ludzi, liczy się najbardziej, żeby ogrzać gnaty. Od stycznia do grudnia temperatura pomiędzy 24 a 29 stopni. W nocy od 15 do 22 stopni. W wodzie od 19 do 23 stopni. A w Polsce w sierpniu bywało 9. Tak, gdzieś tam jest mój dom.



        Ach, bo mnie tu szturchają, żeby powiedzieć co w święta i jak Sylwester. Sylwester dziękuje, ma się dobrze, a w święta tradycyjnie odpoczywałem. Gdyż jako słabo wierzący wdzięczny jestem katolikom za te dodatkowe dni wolne w roku. I uważam, że w ramach równouprawnienia dni święte wszystkich religii powinny być wolnymi od pracy. Dlaczego mielibyśmy dyskryminować pastafarian (zarejestrowali ich w końcu?), dla których dniem świętym jest, o ile się nie mylę, piątek. Bardzo bym sobie cenił wolny piątek. Albo wyznawców boga kraba z jakiejś zapyziałej wysepki na Pacyfiku, którzy świętują każdy pierwszy tydzień po pełni księżyca. Albo dni święte pozostałych kilkuset religii, z których każda uważa się za jedyną prawdziwą, a swojego boga/bogów za wszechmocnego i wszystkowiedzącego. Tak, w tym temacie jestem za pełnym równouprawnieniem.

wtorek, 22 grudnia 2015

Jakieś święta czy cóś...

...się zblirzają. Zatem z racji owych zblirzajoncych się świont (czy cóś) rzyczę nielicznym zaglondajoncym tu jeszcze osobą (czy cóś), aby Wam się w czasie tyh świont (czy cóś) ódało wypoczonć. Gdyrz o to głuwnie hodzi w świentach (czy cóś) rzeby odpoczonć. Zatem nie żucajcie się jak wściekli na pieczenie ciast, odpuście pszygotowanie 12 potraw, hoinka nie musi być najpienkniejsza w mieście. Wdeh, wydeh, zen i relaks.*






*wersja dla tych,co ich bolą oczy:
...się zbliżają. Zatem z racji owych zbliżających się świąt (czy cóś) życzę nielicznym zaglądającym tu jeszcze osobom (czy cóś), aby Wam się w czasie tych świąt (czy cóś) udało wypocząć. Gdyż o to głównie chodzi w świętach (czy cóś) żeby odpocząć. Zatem nie rzucajcie się jak wściekli na pieczenie ciast, odpuśćcie przygotowanie 12 potraw, choinka nie musi być najpiękniejsza w mieście. Wdech, wydech, zen i relaks.**







**wersja dla tych co ich bolą oczy od wersji dla tych, co ich bolą oczy:
...się zbliżają. Zatem z racji owych zbliżających się świąt (czy cóś) życzę nielicznym zaglądającym tu jeszcze osobom (czy cóś), aby Wam się w czasie tych świąt (czy cóś) udało wypocząć. Gdyż o to głównie chodzi w świętach (czy cóś) żeby odpocząć. Zatem nie rzucajcie się jak wściekli na pieczenie ciast, odpuśćcie przygotowanie 12 potraw, choinka nie musi być najpiękniejsza w mieście. Wdech, wydech, zen i relaks.

wtorek, 24 grudnia 2013

100 lat

Kochani,

        z racji tego, że udało nam się wspólnie przeżyć kolejny rok pozwólcie, że złożę Wam i sobie życzenia aby kolejny również udało nam się przeżyć. W taki sposób jak sobie życzycie. Chyba, że życzycie sobie aby świat spłonął w jakiejś kosmicznej katastrofie tudzież pogrążył się w apokalipsie zombi - wtedy będę lekko protestował. Ale w innych przypadkach - przeżyjcie przyszły rok tak abyście go nie żałowali.

         Nie wiem dlaczego ludzie cieszą się z kolejnych urodzin. Przecież to nic innego jak rok bliżej do śmierci. Byłoby się z czego cieszyć gdyby leniwi naukowcy wzięli się do roboty i wynaleźli nieśmiertelność. Wtedy owszem, każdy przeżyty rok by cieszył i bo znaczyłoby to, że uniknęliśmy śmierci tragicznej i możemy żyć dalej. Aż sami postanowimy umrzeć. Chciałbym tak. Chcielibyście tak? Ja bym chciał. Nie byłoby żal niedzieli spędzonej w łóżku gdy można by w tym czasie podróżować. Bo byłoby jeszcze mnóstwo czasu na podróżowanie. Leniwym naukowcom życzę więc postępów w pracach nad nieśmiertelnością. Jako dodatkową motywację podpowiem owym naukowcom, że nagrodę Nobla można dostać tylko za życia. Żyjąc do woli długo pomyślcie jak wzrasta Wasza szansa. Do boju więc. Trzymam kciuki. (Ale rychło do boju, nie chcę być wiecznie żyjącym 80-latkiem)

        Feministkom życzę aby wreszcie znalazły jakieś terytorium gdzie kobietom naprawdę potrzeba praw. Iran np. Albo Afganistan. Czytałem ostatnio, że w jakimś miasteczku w Afganistanie obrońcy moralności zabili trzy kobiety strzałem w głowę. Potem burmistrz miasteczka opowiadał jak się cieszy, że zarzewie plugastwa w jego mieście zostało wytępione. Plugastwo polegało na tym, że owe kobiety były u fryzjera. Nie jest sztuką świecić gołymi cyckami tam gdzie co najwyżej można dostać pałką po plecach i spędzić noc w klimatyzowanym areszcie. Drogie feministki. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko Wam. Tyle, że w Polsce nie macie już nic do roboty. Naprawdę. Wywalczyłyście już dawno wszystko co było można. Reszta w rękach kobiet.

         Politycy moi kochani. Kochani to oczywiście sarkazm. Czy jest w Polsce ktoś (oprócz rodzin polityków i satyryków) kto naprawdę kocha polityków? Panowie politycy zatem moi sarkastycznie kochani. Zdajecie się zapominać, że Państwo to nie wy. To nie wasi ministrowie, nie wasi urzędnicy, nie wasi sowicie opłacani posłowie w nadmiernej liczbie. Państwo, drodzy politycy, to my. To ja, to moi sąsiedzi, to moi przyjaciele, to pani kasjerka w sklepie i sprzedawczyni na bazarze. To rolnicy, górnicy, policjanci, nauczyciele, studenci, uczniowie, barmanki, elektrycy, prywaciarze, kierowcy. Państwo to wszyscy ci ciężko i uczciwie pracujący ludzie. Wy, panowie i panie politycy, jesteście tylko opłacanymi przez nas zarządcami. To Państwo, nasze Państwo jest dla nas, nie dla Was. Państwo ma służyć Nam nie Wam. I wbrew powszechnej opinii, jakże wygodnej dla zarządców, nie będę pytał co mogę zrobić dla Państwa - będę pytał co to Państwo może zrobić dla mnie. Co to Państwo może zrobić dla mnie Panie Premierze Tusk? Nie oczekuję wiele. Wystarczy spełnienie wyborczych obietnic. Albo nieskładanie obietnic, których nie ma się zamiaru realizować. Co z obietnicą zwalniania każdego ministra, który tylko wspomni o podniesieniu podatków? A pamięta Pan, Panie Premierze jaki Pan był dzielny śmiejąc się, że tylko gość bez prawa jazdy może stawiać fotoradary na każdym rogu? Ma pan prawo jazdy, Panie Premierze? Drogi owszem budujecie, nie mogę powiedzieć, że nie. Chciałbym tylko żeby wytłumaczył mi Pan dlaczego muszę płacić za autostrady, na które od 25 lat składam się płacąc podatek w paliwie? Dlaczego koszt budowy kilometra autostrady mamy jeden z wyższych w Europie? Miałbym jeszcze kilka innych 'dlaczego', ale przecież chciałem tylko złożyć życzenia. Życzę Panu, Panie Premierze i wszystkim Pana kolegom politykom żeby przestali traktować każdego Polaka jak złodzieja. Żeby przestali traktować każdego Polaka jak idiotę. Są wśród nas i złodzieje i idioci. Niestety. Ale prawa nie można dostosowywać do nich. Prawo trzeba dostosować do pozostałych 99,99% obywateli. Rządzi Pan już długo Panie Premierze. Niebezpiecznie zbliża się pan do granicy pychy. Niech Pan nie przekracza tej granicy. Tego Panu życzę Panie Premierze.

        Polacy… Polakom życzę żeby wreszcie zrozumieli, że żaden rząd, żaden, bez znaczenia, która akurat partia rządzi niczego im nie da. Nie dostaniecie nagle 100% ustawowej podwyżki. Nie dostaniecie obniżki podatku do 0. Nie dostaniecie w prezencie super fury. Nikt Wam nie da mieszkania za darmo. Nie. Och, rzucą Wam może ochłap w postaci podatku VAT mniejszego o 1%. Może obniżą podatek PIT o 1%. Może dorzucą jakąś ulgę. No i? Czy to zmieni w Waszym życiu cokolwiek w sposób zauważalny? Odpowiadam - nie zmieni. Wasze życie zależy tylko od Was. Tylko. Zatroszczcie się o swoją rodzinę i swoich przyjaciół, bo w ostatecznym rozrachunku -  nieprzeliczalnym na gotówkę - liczą się tylko Oni. Tego Wam życzę - rodziny i przyjaciół.

        A wszystkim życzę Wesołych Świąt. Albo wesołego tego cokolwiek świętujecie. Albo wesołego wolnego jeśli nie świętujecie niczego i po prostu odpoczywacie.