Dzisiejszą część sponsoruje wino Xavier Gigondas. Nazwa nieimponująca. W porównaniu z poprzednią Ceravolo Cabernet Sauvignon Adelaide Plains wypada słabo, naprawdę słabo. Ale nie bądźmy drobiazgowi i nie oceniajmy książki po okładce, wina po nazwie i kobiety po wyglądzie. Wróć! Kobietę po wyglądzie można.
Z opisu oryginalnego: "Ekstraklasa grenache w wersji bardzo poważnej i skoncentrowanej. Rzadka praktyka w apelacji, oparcia na jednej odmianie spowodowana jest doskonałą jakością winogron w roczniku. Staranne i ograniczone ilościowo zbiory skupiają się na idealnej dojrzałości gron. Powolna maceracja daje dobry ekstrakt, a dojrzewanie w różnych beczkach i w stali złożoność zapachów. W bukiecie brzmi zapowiedź mocy i intensywności wina. Ewolucja aromatów ukazuje stopniowo czarne oliwki, suszone owoce, skały, minerały, korzenie. Na podniebieniu waga ciężka zdecydowanie, przy tym fantastycznie kulturalny, miękki garbnik, słodko korzenna równowaga w smaku. Do grillowanego karczku, aromatycznej pieczeni albo alternatywnie do spróbowania z sufletem czekoladowym."
No to jadziem, panie świagier. O ile przeciętny obywatel Polski Ludowej… wróć!... ukochanej naszej Rzeczpospolitej Polskiej, niech nam żyje do końca świata i o jeden dzień dłużej… przeciętny obywatel tegoż przepięknego kraju nad przecudnej urody rzeką Wisłą, do której spragnieni ojczyzny Polacy w dalekim kraju porównywali inną rzekę, Okę mianowicie, bo też była piękna chyba, straciłem wątek. Otóż zapach czarnych oliwek powinien nam być po 30 latach miodem i mlekiem płynącej demokracji znany doskonale. Zapach suszonych owoców? Czy wszystkie suszone owoce pachną tak samo? Nie mam pojęcia. Żeby nie stresować autora opisu nadmiernie przyjmijmy, że owszem, tak. No ale skały, minerały i korzenie? No proszę ja Was bardzo. Skały i minerały? Niespecjalnie bym chciał w moim, za niemałe pieniądze kupionym winie, czuć ziemię i kamienie. Może trzeba było przeczytać opis przed zakupem a nie czepiać się teraz? Tak, koniecznie tak. No i szczególnie mię interesuje dlaczegóż to wino ma się komponować z jakąś konkretną potrawą. Czy ktoś jest mi w stanie w sposób zrozumiały dla umysłu zakutego jak mój wytłumaczyć dlaczego wino to szczególnie się poleca do grillowanego karczku, aromatycznej pieczeni lub sufletu czekoladowego? Czy to znaczy, że już do schabowego powinienem szukać czegoś innego? Czy popełnię straszliwe fopa jeśli jednak wypiję do schabowego? Czy mię Dionizos za to ścigał będzie po piekle? Czy tylko goście bardziej ode mnie z ceremonią zaznajomieni spojrzą na mnie z niesmakiem i więcej w towarzystwie mym zacnym schabowego spożyć nie zechcą?
A wino jak? Zapach nie zachwyca. Może mam zmysł zapachu stępiony spożywaniem schabowych w ilościach nadmiernych, nie wiem, ale nie zachwyca. Kolor jednakowoż imponujący. Krwisty mocno, ale krwią żylną, ciemną. Nieprzezroczysty, ale jednak widać, że klarowny. Wino gęste, ładnie spływa po ściankach kieliszka. Pierwszy łyk smakuje przeciętnie. Rozczarowująco przeciętnie. Ale każdy kolejny czuć już bardziej. Może język nienawykły do zjawisk niezwykłych musi mieć chwilę na przejście w tryb BusinessClass? Może moje plebejskie kubki smakowe potrzebują czasu żeby się pozbyć smaku schabowego? Nie wiem, ale kolejne łyki smakują coraz lepiej i lepiej. Ale powstrzymajcie swe żądze. Wino powinno starczyć na co najmniej godzinę, nie ma się co spieszyć. Całe wino mam na myśli, nie jeden kieliszek. Dla jednego kieliszka szkoda otwierać wino.
Pierwszą lampkę degustowaliśmy, smakowaliśmy, testowaliśmy, piliśmy powoli, skazując się na tortury. Przy kolejnych nie ma się już co męczyć. Lejemy i pijemy, bo i tak całą opinię wyrobiliśmy sobie już wcześniej. Poza tym jak nikt nie patrzy to nie ma co udawać dystyngowanego gentlemana w jeansach i koszuli. Można siedzieć w podkoszulku i dresie, nikt złego słowa nie powie. Trzecia lampka strzela jak z bicza strzelił. Z czwartą zwalniamy, więcej już nie będzie. To dobry moment żeby włączyć się do internetowych dyskusji. Z internetem to jest tak, że gdzieś tam zawsze jest ktoś kto nie ma racji i konisznie szeba mu to powiedźsieć. Albofiem nigdy się tak dopsze świaata nie naprawia jak po butel-hyp-ce dobreho wina. Powiadam Wam, światłość myśli, jaka szłowieka wtedy dopada, hyp, wymaga aby tą światłością koniesznie podzielić się, hyp, ze światem. Jeśli zatem, powia-hyp-dam Wam, drodzy radiosłuchasze, jeśli dzwonię do Was w nocy to słuchajcie albowiem nie będę hyp powtarzał. Słuchajcie, albowiem straszszszne Wam mogę zdrasić tajemnice. Niebywałe nawet. Osssstatnio pamiętam dychtowałem komuś phojekt reaktora zimnej fuzji. Bo było zimno. To i fuzja hyp miała być zimna. To oczywiste. I on, a może ona, nie pamiętam, nie zanotowała hyp tej wiedzy. I zamiast zimnej fuzji so nam zostało? No so? Zimna pogoda. Dzięękujem, dobranos, miło było hyp poznaś...
*tytuł thx Sydney Polak
*zdjęcie i oryginalne opisy wina thx to Kondrat Wina Wybrane