"Nigdy nie jest za późno żeby zacząć marnować sobie życie" Piękne, nie? Z drugiej strony: dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia.
wtorek, 17 lutego 2015
czwartek, 12 lutego 2015
Będzie zabawa
Taka sytuacja. Dostaję co kwartał rozliczenie za wodę. Co kwartał niedopłata. Co kwartał podnoszę więc kwotę zlecenia stałego. Ci kwartał mniej się myję i w coraz bardziej zimnej wodzie. I za kwartał znowu niedopłata. Od trzech miesięcy jem chleb z pasztetem na śniadanie, obiad i kolację, popijany herbatą, niesłodzoną. I ciągle niedopłata.
Więc chwytam ci ja dzisiaj za telefon, coby tym zdziercom powiedzieć, że koniec, już ich nie kocham, nie zależy mi, będę się kąpał w Wiśle. W sensie, że w tej rzece, a nie w uroczym zapewne miasteczku.
Więc dzwonię i pytam ile mam dopłacić. A pan mówi "Ależ drogi nasz sponsorze, ma pan 1470 zł nadpłaty". I zaniemówiłem. Usiadłem. Wstałem. Zrobiłem rundę po pokoju (lepiej mi się wtedy myśli i szybciej uspokaja). Pan się zaniepokoił, czy nic mi nie jest.
- Nic - odpowiadam - tylko czy może mi pan szanowny opowiedzieć jakim cudem mam niedopłatę za wodę skoro na koncie mam półtora tysiąca nadpłaty?
- Bo wody pan zużywa, panie szanowny sponsorze, więcej niż ma pan naliczane z umowy.
- I nie można sobie tej kwoty potrącić z tej nadpłaty?
- Ależ można, szanowny panie sponsorze, i tak też robimy.
- To po jaką cholerę wysyłacie mi informację, że mam niedopłatę?
- Gdyż bez tego nie moglibyśmy potrącić z nadpłaty.
- A nie można mi wysłać rozliczenia zbiorczego, żeby mnie, starego człowieka, nie denerwować nadaremno?
- Ależ panie sponsorze, to by mogło wprowadzać ludzi w błąd.
Usiadłem i nie wstałem. Summa summarum mam prawie 1500 zł nadpłaty i płacę 85 zł miesięcznie za dużo. Za chwilę będą zmiany i zwroty. A w związku z tym piosenka ze słowami jak najbardziej odpowiednimi (można zacząć od refrenu, jakieś 1:10).
Więc chwytam ci ja dzisiaj za telefon, coby tym zdziercom powiedzieć, że koniec, już ich nie kocham, nie zależy mi, będę się kąpał w Wiśle. W sensie, że w tej rzece, a nie w uroczym zapewne miasteczku.
Więc dzwonię i pytam ile mam dopłacić. A pan mówi "Ależ drogi nasz sponsorze, ma pan 1470 zł nadpłaty". I zaniemówiłem. Usiadłem. Wstałem. Zrobiłem rundę po pokoju (lepiej mi się wtedy myśli i szybciej uspokaja). Pan się zaniepokoił, czy nic mi nie jest.
- Nic - odpowiadam - tylko czy może mi pan szanowny opowiedzieć jakim cudem mam niedopłatę za wodę skoro na koncie mam półtora tysiąca nadpłaty?
- Bo wody pan zużywa, panie szanowny sponsorze, więcej niż ma pan naliczane z umowy.
- I nie można sobie tej kwoty potrącić z tej nadpłaty?
- Ależ można, szanowny panie sponsorze, i tak też robimy.
- To po jaką cholerę wysyłacie mi informację, że mam niedopłatę?
- Gdyż bez tego nie moglibyśmy potrącić z nadpłaty.
- A nie można mi wysłać rozliczenia zbiorczego, żeby mnie, starego człowieka, nie denerwować nadaremno?
- Ależ panie sponsorze, to by mogło wprowadzać ludzi w błąd.
Usiadłem i nie wstałem. Summa summarum mam prawie 1500 zł nadpłaty i płacę 85 zł miesięcznie za dużo. Za chwilę będą zmiany i zwroty. A w związku z tym piosenka ze słowami jak najbardziej odpowiednimi (można zacząć od refrenu, jakieś 1:10).
środa, 11 lutego 2015
Nadejszł TEN dzień.
19 września 1959 roku dwóch młodych i naiwnych fizyków opublikowało krótki artykuł o możliwości komunikacji międzygwiezdnej za pomocą fal radiowych o częstotliwości 1420MHz. Uznaje się to za początek programu SETI, czyli poszukiwania cywilizacji pozaziemskich.
Dlaczego wspominam o tym dziś, a nie w rocznicę? Gdyż albowiem otóż dzisiaj znalazłem w internecie informację, że odebraliśmy sygnał! Tak. Po latach naśmiewania się z pomysłu, że gdzieś tam mogą istnieć istoty inteligentne. Po latach kpin z naukowców wierzących, że fale radiowe, z ich mizerną jak na kosmiczne warunki prędkością, nadają się do komunikacji. Po latach śmiechu z naiwnej wiary, że dwie zupełnie różne cywilizacje znajdą wspólny język. Po latach tego wszystkiego odebraliśmy sygnał! I to jaki sygnał!!! Przepraszam, że nadużywam wykrzykników, ale jestem podekscytowany, że za mojego życia udało się porozumieć z obcą inteligencją.
Jakiż to sygnał nadali kosmici, że bez najmniejszych wątpliwości jest zrozumiały dla każdego, kto tylko go zobaczy? Och, ten sygnał świadczy o niesamowitym stopniu rozwoju nadawców, o niedostępnych nam jeszcze możliwościach analizy całych odległych cywilizacji, o fakcie, że wyprzedzają nas w rozwoju o eony. Otóż nasi dalecy bracia w rozumie nie bawili się w wysyłanie sondy z pozdrowieniami zapisanymi w 127 językach. Użyli inżynierii na skalę kosmiczną. Przesunęli całe galaktyki, aby ułożyć je w znak, który na pewno zrozumiemy. TEN znak. Oto on. Klękajcie.
Pojawią się oczywiście malkontenci, którzy zapytają, czy uśmiech ten jest uśmiechem do nas, czy raczej może śmiechem z nas. Drwiną starszych braci z naiwnej cywilizacji, która - licząc w kategoriach kosmicznych - dopiero przed chwilą zaistniała w annałach wszechświata, cywilizacji powstałej na obrzeżu choć dużej, to jednak niczym nie wyróżniającej się galaktyki spiralnej, pod słońcem jakich miliardy. Cywilizacji używającej archaicznej technologii radiowej. Zawsze będą jacyś malkontenci. Zawsze ktoś będzie narzekał, że to nowe, że to obcy, że pewnie wierzą w innych bogów, albo - broń boże - w żadnego. I często tak się składa, że ci malkontenci pierwsi lecą potem odcinać kupony. Niech marudzą. Niech narzekają. Prawdziwa nauka krytyki się nie boi.
Dlaczego wspominam o tym dziś, a nie w rocznicę? Gdyż albowiem otóż dzisiaj znalazłem w internecie informację, że odebraliśmy sygnał! Tak. Po latach naśmiewania się z pomysłu, że gdzieś tam mogą istnieć istoty inteligentne. Po latach kpin z naukowców wierzących, że fale radiowe, z ich mizerną jak na kosmiczne warunki prędkością, nadają się do komunikacji. Po latach śmiechu z naiwnej wiary, że dwie zupełnie różne cywilizacje znajdą wspólny język. Po latach tego wszystkiego odebraliśmy sygnał! I to jaki sygnał!!! Przepraszam, że nadużywam wykrzykników, ale jestem podekscytowany, że za mojego życia udało się porozumieć z obcą inteligencją.
Jakiż to sygnał nadali kosmici, że bez najmniejszych wątpliwości jest zrozumiały dla każdego, kto tylko go zobaczy? Och, ten sygnał świadczy o niesamowitym stopniu rozwoju nadawców, o niedostępnych nam jeszcze możliwościach analizy całych odległych cywilizacji, o fakcie, że wyprzedzają nas w rozwoju o eony. Otóż nasi dalecy bracia w rozumie nie bawili się w wysyłanie sondy z pozdrowieniami zapisanymi w 127 językach. Użyli inżynierii na skalę kosmiczną. Przesunęli całe galaktyki, aby ułożyć je w znak, który na pewno zrozumiemy. TEN znak. Oto on. Klękajcie.
Gromada galaktyk SDSS J1038+4849 (zdjęcie dzięki uprzejmości NASA)
Pojawią się oczywiście malkontenci, którzy zapytają, czy uśmiech ten jest uśmiechem do nas, czy raczej może śmiechem z nas. Drwiną starszych braci z naiwnej cywilizacji, która - licząc w kategoriach kosmicznych - dopiero przed chwilą zaistniała w annałach wszechświata, cywilizacji powstałej na obrzeżu choć dużej, to jednak niczym nie wyróżniającej się galaktyki spiralnej, pod słońcem jakich miliardy. Cywilizacji używającej archaicznej technologii radiowej. Zawsze będą jacyś malkontenci. Zawsze ktoś będzie narzekał, że to nowe, że to obcy, że pewnie wierzą w innych bogów, albo - broń boże - w żadnego. I często tak się składa, że ci malkontenci pierwsi lecą potem odcinać kupony. Niech marudzą. Niech narzekają. Prawdziwa nauka krytyki się nie boi.
niedziela, 8 lutego 2015
piątek, 16 stycznia 2015
Jak przeżyć z kobietą - kurs dla opornych cz. 19
Szanowni Koledzy. Drodzy towarzysze. Niedoli oczywiście. Otrzymujemy od naszych przyjaciół z całego świata rozpaczliwe listy. Listy, w których niepokój miesza się z bezsilnością, rozpacz z przerażeniem, a niewypowiedziane pytanie wisi nad nimi w powietrzu. "Jak żyć", szanowni koledzy, "jak żyć z kobietą po seksie". A w zasadzie - o czym z nią pogadać. A w zasadzie, szanowni koledzy w niedoli, pytanie brzmi : "o czym z nimi po seksie NIE rozmawiać? ".
Mieliśmy już kurs na temat seksu. Wiemy więc na ten temat wszystko. Przynajmniej w teorii. Co oczywiście nie znaczy, że rozumiemy. No bo kto by zrozumiał, że najpierw trzeba je tygodniami na seks namawiać. I jak już je w końcu przestanie boleć głowa, skończy im się trwający 3 tygodnie okres, nie będą zmęczone, wyczerpią się pozostałe wymówki i łaskawie wyrażą zgodę, to następuje całodzienna gra wstępna. Gra, której zasady nie są nam znane, więc możemy bez ostrzeżenia przegrać w każdej chwili. Cały dzień chodzenia na palcach, mówienia 'dzień dobry' i 'proszę', mówienia komplementów i innych bzdur. Kto by zrozumiał jak im się chce to wszystko dla 30 sekund przyjemności. Nam potrzeba po prostu tych 30 sekund i już. Ewolucja ewidentnie coś skopała w ich przypadku.
Ale nie o tym miało dzisiaj być. I nie będzie. Będzie o tym co potem. Gdyż mężczyzna, jako istota ewolucyjnie bardziej doskonała, po seksie fizycznym potrzebuje seksu intelektualnego. Kobieta wiadomo, seks, papieros, odwraca się tyłkiem (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da) i poszłaby spać. Mężczyzna natomiast, mężczyzna, choć łowca i predator w nim drzemie, to jednak aż kwiczy do stymulującej rozrywki intelektualnej. Pogadałby, no. Ale przecież nie o teleportacji, nie o zimnej fuzji, nie o kryptografii kwantowej, a już zwłaszcza nie o świeżo odkrytej planecie podobnej do Ziemi - Kepler 186f. O tym to sobie możemy z kolegami przy piwie porozmawiać. Z kobietą po seksie nie próbujcie. Odpowiedzią będzie tylko przeciągły jęk. I - zapewniam - nie będzie to jęk rozkoszy.
O czym więc? - zapytacie, o naiwni i uciemiężeni. Wszak przeciętny mężczyzna, istota inteligentna i oczytana, może wyrwana z najgłębszego snu rozmawiać o literaturze i sztuce nawet. Tu zaś erystyczne zapędy trzeba dostosować do uroczej wprawdzie niewiasty, lecz tyłkiem odwróconej (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da) i ochoty na dialektyczne spory niewykazującej.
W przeciwieństwie do kobiet, które na problemy reagują emocjonalnie, a często nawet - nie bójmy się tego słowa - histerycznie (na co mamy liczne udokumentowane przypadki historyczne), podeszliśmy do tematu w jedyny rozsądny sposób, czyli naukowo i metodycznie. Za pomocą testów na żywych, niczego niepodejrzewających organizmach naszych żon, narzeczonych, dziewczyn, kochanek. Z racji dużego zagrożenia urazami do testów przystąpili wyłącznie ochotnicy. Cześć ich pamięci. Obiekty testowe zostały podzielone na 4 grupy.
Grupa 1: mężczyźni po seksie, po tym jak już kobieta zapaliła i odwróciła się tyłkiem (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da), zaczynali prawić dyrdymały... wróć... komplementy na temat tego jak wspaniały był to seks i że to na pewno jej zasługa, gdyż była cudowna, wspaniała, i w ogóle niezapomniana. A poza tym to jest piękna, inteligentna, ma wspaniałe poczucie humoru, niemalże jednorożec wśród kobiet. Słowem - skupiali się na pozytywnych cechach kobiet. Chwała im, gdyż wiemy, że łatwe to nie było.
Grupa 2: mężczyźni po seksie, po tym jak już kobieta zapaliła i odwróciła się tyłkiem (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da), poruszali tematy z szeroko rozumianej kultury i sztuki. To akurat łatwizna, bo o tym to my zawsze i chętnie. Któż by chętnie nie pogadał o muralizmie meksykańskim, o wyższości neoimpresjonizmu nad strukturalizmem, o czołowych malarzach nurtu color field painting, tudzież o ulubionych kawałkach Mozarta czy Straussa, albo o tegorocznych nominacjach do literackiej Nagrody Nobla.
Grupa 3: mężczyźni po seksie, po tym jak już kobieta zapaliła i odwróciła się tyłkiem (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da), poruszali tematy bliskie przeciętnej kobiecie: najnowsze trendy w dziedzinie manicure, najnowsze osiągnięcia w technice mikrodermobrazji, modne w tym sezonie fryzury oraz że czarny jest passe. I temu podobne dyrdymały.
Grupa 4: mężczyźni po seksie, po tym jak już kobieta zapaliła i odwróciła się tyłkiem (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da), usiłowali rozmawiać na tematy, które powszechnie - i błędnie - uważa się za domenę mężczyzn. O wyższości piłki nożnej nad koszykówką. Bez sensu, bo jedynym sportem związanym z piłką, który nas interesuje jest siatkówka plażowa kobiet. O samochodach. Bez sensu. Po co mielibyśmy gadać o samochodach? Relacje z targów samochodowych oglądamy tylko po to, żeby popatrzeć na hostessy. O piwie z kolegami. A o czym tu niby rozmawiać? Toż wiadomo, że piwo to tylko wymówka dla żony/narzeczonej/dziewczyny. Przecież nie uwierzy, że idziemy pogadać o bozonie Higgs-a, teleporacji albo zimnej fuzji. I w pięknej główce zaczną kiełkować absurdalne przecież podejrzenia, że na pewno idziemy do kochanki. My? Wzorce wierności i piewcy monogamii? Do kochanki? Proszę was. Zatem mówimy, że idziemy na piwo. Pijemy potem to piwo w trakcie rozważań czy lepiej stosować do obliczeń równanie Schrödingera czy macierze Heisenberga. Nie dlatego, że lubimy. Przecież to nawet słodkie nie jest i żaden facet nie pije tego dobrowolnie. Pijemy, bo to najtańszy napój w knajpie. Nawet woda jest droższa. A czymś trzeba nawilżać wysuszone dyskusją usta.
Ruszyli więc nasi dzielni ochotnicy w świat testować opcje. Niejeden odniósł przy tym ciężkie obrażenia. Niejeden został psychicznie złamany. Wielu poświęciło tym badaniom najlepsze lata swojego życia. Cześć ich wszystkich pamięci.
A jaki wniosek? - zapytacie. Wniosek definitywny, niepodlegający dyskusji. Nieoczekiwany i absolutnie zaskakujący. Udowodniony naukowo. A jednocześnie potwierdzający legendarną, męską intuicję. Najbezpieczniejsze bowiem okazało się to, co tysiące mężczyzn na całych świecie stosują instynktownie od lat. Najbezpieczniej bowiem, moi drodzy przyjaciele w niedoli, jest zapalić po seksie papierosa i odwrócić się tyłkiem.
Tylko skąd, do cholery, one to wiedziały?
Mieliśmy już kurs na temat seksu. Wiemy więc na ten temat wszystko. Przynajmniej w teorii. Co oczywiście nie znaczy, że rozumiemy. No bo kto by zrozumiał, że najpierw trzeba je tygodniami na seks namawiać. I jak już je w końcu przestanie boleć głowa, skończy im się trwający 3 tygodnie okres, nie będą zmęczone, wyczerpią się pozostałe wymówki i łaskawie wyrażą zgodę, to następuje całodzienna gra wstępna. Gra, której zasady nie są nam znane, więc możemy bez ostrzeżenia przegrać w każdej chwili. Cały dzień chodzenia na palcach, mówienia 'dzień dobry' i 'proszę', mówienia komplementów i innych bzdur. Kto by zrozumiał jak im się chce to wszystko dla 30 sekund przyjemności. Nam potrzeba po prostu tych 30 sekund i już. Ewolucja ewidentnie coś skopała w ich przypadku.
Ale nie o tym miało dzisiaj być. I nie będzie. Będzie o tym co potem. Gdyż mężczyzna, jako istota ewolucyjnie bardziej doskonała, po seksie fizycznym potrzebuje seksu intelektualnego. Kobieta wiadomo, seks, papieros, odwraca się tyłkiem (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da) i poszłaby spać. Mężczyzna natomiast, mężczyzna, choć łowca i predator w nim drzemie, to jednak aż kwiczy do stymulującej rozrywki intelektualnej. Pogadałby, no. Ale przecież nie o teleportacji, nie o zimnej fuzji, nie o kryptografii kwantowej, a już zwłaszcza nie o świeżo odkrytej planecie podobnej do Ziemi - Kepler 186f. O tym to sobie możemy z kolegami przy piwie porozmawiać. Z kobietą po seksie nie próbujcie. Odpowiedzią będzie tylko przeciągły jęk. I - zapewniam - nie będzie to jęk rozkoszy.
O czym więc? - zapytacie, o naiwni i uciemiężeni. Wszak przeciętny mężczyzna, istota inteligentna i oczytana, może wyrwana z najgłębszego snu rozmawiać o literaturze i sztuce nawet. Tu zaś erystyczne zapędy trzeba dostosować do uroczej wprawdzie niewiasty, lecz tyłkiem odwróconej (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da) i ochoty na dialektyczne spory niewykazującej.
W przeciwieństwie do kobiet, które na problemy reagują emocjonalnie, a często nawet - nie bójmy się tego słowa - histerycznie (na co mamy liczne udokumentowane przypadki historyczne), podeszliśmy do tematu w jedyny rozsądny sposób, czyli naukowo i metodycznie. Za pomocą testów na żywych, niczego niepodejrzewających organizmach naszych żon, narzeczonych, dziewczyn, kochanek. Z racji dużego zagrożenia urazami do testów przystąpili wyłącznie ochotnicy. Cześć ich pamięci. Obiekty testowe zostały podzielone na 4 grupy.
Grupa 1: mężczyźni po seksie, po tym jak już kobieta zapaliła i odwróciła się tyłkiem (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da), zaczynali prawić dyrdymały... wróć... komplementy na temat tego jak wspaniały był to seks i że to na pewno jej zasługa, gdyż była cudowna, wspaniała, i w ogóle niezapomniana. A poza tym to jest piękna, inteligentna, ma wspaniałe poczucie humoru, niemalże jednorożec wśród kobiet. Słowem - skupiali się na pozytywnych cechach kobiet. Chwała im, gdyż wiemy, że łatwe to nie było.
Grupa 2: mężczyźni po seksie, po tym jak już kobieta zapaliła i odwróciła się tyłkiem (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da), poruszali tematy z szeroko rozumianej kultury i sztuki. To akurat łatwizna, bo o tym to my zawsze i chętnie. Któż by chętnie nie pogadał o muralizmie meksykańskim, o wyższości neoimpresjonizmu nad strukturalizmem, o czołowych malarzach nurtu color field painting, tudzież o ulubionych kawałkach Mozarta czy Straussa, albo o tegorocznych nominacjach do literackiej Nagrody Nobla.
Grupa 3: mężczyźni po seksie, po tym jak już kobieta zapaliła i odwróciła się tyłkiem (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da), poruszali tematy bliskie przeciętnej kobiecie: najnowsze trendy w dziedzinie manicure, najnowsze osiągnięcia w technice mikrodermobrazji, modne w tym sezonie fryzury oraz że czarny jest passe. I temu podobne dyrdymały.
Grupa 4: mężczyźni po seksie, po tym jak już kobieta zapaliła i odwróciła się tyłkiem (cóż z tego, że zasadniczo fajnym, jak dotknąć nie da), usiłowali rozmawiać na tematy, które powszechnie - i błędnie - uważa się za domenę mężczyzn. O wyższości piłki nożnej nad koszykówką. Bez sensu, bo jedynym sportem związanym z piłką, który nas interesuje jest siatkówka plażowa kobiet. O samochodach. Bez sensu. Po co mielibyśmy gadać o samochodach? Relacje z targów samochodowych oglądamy tylko po to, żeby popatrzeć na hostessy. O piwie z kolegami. A o czym tu niby rozmawiać? Toż wiadomo, że piwo to tylko wymówka dla żony/narzeczonej/dziewczyny. Przecież nie uwierzy, że idziemy pogadać o bozonie Higgs-a, teleporacji albo zimnej fuzji. I w pięknej główce zaczną kiełkować absurdalne przecież podejrzenia, że na pewno idziemy do kochanki. My? Wzorce wierności i piewcy monogamii? Do kochanki? Proszę was. Zatem mówimy, że idziemy na piwo. Pijemy potem to piwo w trakcie rozważań czy lepiej stosować do obliczeń równanie Schrödingera czy macierze Heisenberga. Nie dlatego, że lubimy. Przecież to nawet słodkie nie jest i żaden facet nie pije tego dobrowolnie. Pijemy, bo to najtańszy napój w knajpie. Nawet woda jest droższa. A czymś trzeba nawilżać wysuszone dyskusją usta.
Ruszyli więc nasi dzielni ochotnicy w świat testować opcje. Niejeden odniósł przy tym ciężkie obrażenia. Niejeden został psychicznie złamany. Wielu poświęciło tym badaniom najlepsze lata swojego życia. Cześć ich wszystkich pamięci.
A jaki wniosek? - zapytacie. Wniosek definitywny, niepodlegający dyskusji. Nieoczekiwany i absolutnie zaskakujący. Udowodniony naukowo. A jednocześnie potwierdzający legendarną, męską intuicję. Najbezpieczniejsze bowiem okazało się to, co tysiące mężczyzn na całych świecie stosują instynktownie od lat. Najbezpieczniej bowiem, moi drodzy przyjaciele w niedoli, jest zapalić po seksie papierosa i odwrócić się tyłkiem.
Tylko skąd, do cholery, one to wiedziały?
Subskrybuj:
Posty (Atom)