"No i skończyło się rumakowanie" - jak powiedział Napoleon Bonaparte po zwycięstwie pod Waterloo. A wcześniej Juliusz Cezar po przekroczeniu Wisły. Neutrina nie okazały się jednak szybsze od prędkości światła. Żegnaj teleportacjo, żegnajcie podróże w czasie, żegnajcie szalone wyprawy na obce planety, żegnajcie komputery kwantowe kończące obliczenia zanim w ogóle wpadniecie na pomysł co chcecie obliczyć. A wszystko przez źle podłączony kabelek. 15 000 prób, każda obalała mającą ponad 100 lat i sprawdzającą się doskonale teorię, 15 000 sprawdzeń każdego komponentu i nikt nie wpadł na pomysł żeby docisnąć kabelek??? Doprawdy.
A w ogóle to oficjalnie ogłaszam nieodwołalne nadejście wiosny. Bo tak i już. Najwyższy czas porzucić szarość warszawskiego śniegu i przejść do szarości warszawskich ulic. Czeka nas jeszcze etap topnienia śniegu. Ale czymże jest kilka tygodni w błocie i słocie wobec zbliżającej się długo wyczekiwanej chwili kiedy będzie można odkurzyć czarne okulary. Dla ochrony przed słońcem oczywiście. "Tak, takąąąą masz nadzieję" - cytując Zamachowskiego w piosence "Kobiety jak te kwiaty". Właściwie to Piotra Bukartyka, ale wykonanie Zamachowskiego i Grupy MoCarta o niebo lepsze.
A w pracy dostanę, uwaga, NOWY KOMPUTER!!! Wiecie jaka to dla informatyka fajna zabawka taki nowy komputer? Zwłaszcza taki superhipermega wypasiony jak ten. Jak dla kobiety 3 pary nowych butów. Będzie cały dzień zabawy z instalowaniem, konfigurowaniem, szukaniem tapety na wielki ekran. Takiej żeby miło było na nią popatrzeć w przysługującej co godzinę 5-minutowej przerwie. Ale jednocześnie takiej, żeby nie raziła nielicznej żeńskiej części załogi swoim wyuzdaniem i zbytnim roznegliżowaniem. Tą część pracy wezmę chyba nawet do domu. A co mi tam, poświęcę się i przejrzę parę setek zdjęć analizując każde dogłębnie, przerzucając z folderu Być_może do Nada_się lub Nie_da_rady_choć_fajna, aby pod wieczór, po ciężkiej pracy przystąpić do wyboru zwyciężczyni. Pracowite popołudnie się zapowiada. Ech, ciężki los informatyka.
"Nigdy nie jest za późno żeby zacząć marnować sobie życie" Piękne, nie? Z drugiej strony: dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia.
czwartek, 23 lutego 2012
poniedziałek, 13 lutego 2012
Jak żyć?
Czy nam - nie wierzącym w dozgonną miłość i temu podobne bzdety - się to podoba czy nie nieuchronnie zbliżają się Walentynki. Nazwane tak na cześć świętego Walentego, patrona ciężkich chorób, zwłaszcza umysłowych, nerwowych i epilepsji. Czyli jakby do zakochania pasuje. Bo czymże innym jest zakochanie jeśli nie ciężką chorobą umysłową? Każden jeden rodzic, któren dziecko w wieku nastoletnim kiedykolwiek zakochane posiada wie, że choroba objawia się absolutną niewrażliwością na bodźce z otoczenia inne niż wizerunek, głos, dotyk lub zapach osoby będącej przyczyną choroby. Na szczęście nieszczęście to jest uleczalne. Prawie, że każdy z nas kiedyś to w życiu przeszedł i żyjemy. Czyli można. A jak się już raz to przeszło to i odporności na następne zakażenia się nabywa. Nie absolutnej odporności niestety. Stąd widuje się czasem ludzi w wieku podeszłym zbliżonym do mojego, którzy fruwają prawie że nad ziemią bo im się wydaje, że drugą młodość i miłość przeżywają. Niestety to tylko nawrót choroby.
Na szczęście każdy nawrót wzmacnia odporność. Z czasem zatem nabywa się odporności absolutnej, która wreszcie pozwala widzieć świat takim jakim jest a nie zasnuty wzbudzonymi hormonami w kolorze pink. Świat prawdziwy, brudny, gwałtowny, gdzie bliźni bliźniemu prędzej nogę podstawi niż miejsca ustąpi w tramwaju. Gdzie zachód słońca trudno zobaczyć przez wielkomiejski smog. Gdzie miłujący pokój i bliźniego chrześcijańscy patrioci biją się z miłującymi pokój i głoszącymi równość wyznawcami pacyfizmu. Gdzie trzeba wstać przed świtem, żeby zdążyć na tramwaj, który i tak odjedzie Wam przed samym nosem i zobaczycie tylko złośliwy uśmiech pana motorniczego.
Ale nie miałem się rozpisywać nad urokami życia, ale zapytać miałem. Jak przeżyć jutro? Jak przeżyć atakujące zewsząd serduszka, imprezy dla zakochanych, piosenki dla zakochanych, wiersze dla zakochanych, zestawy obiadowe dla zakochanych, promocje dla zakochanych, filmy dla zakochanych? Jak żyć panie premierze, jak żyć?
Na szczęście każdy nawrót wzmacnia odporność. Z czasem zatem nabywa się odporności absolutnej, która wreszcie pozwala widzieć świat takim jakim jest a nie zasnuty wzbudzonymi hormonami w kolorze pink. Świat prawdziwy, brudny, gwałtowny, gdzie bliźni bliźniemu prędzej nogę podstawi niż miejsca ustąpi w tramwaju. Gdzie zachód słońca trudno zobaczyć przez wielkomiejski smog. Gdzie miłujący pokój i bliźniego chrześcijańscy patrioci biją się z miłującymi pokój i głoszącymi równość wyznawcami pacyfizmu. Gdzie trzeba wstać przed świtem, żeby zdążyć na tramwaj, który i tak odjedzie Wam przed samym nosem i zobaczycie tylko złośliwy uśmiech pana motorniczego.
Ale nie miałem się rozpisywać nad urokami życia, ale zapytać miałem. Jak przeżyć jutro? Jak przeżyć atakujące zewsząd serduszka, imprezy dla zakochanych, piosenki dla zakochanych, wiersze dla zakochanych, zestawy obiadowe dla zakochanych, promocje dla zakochanych, filmy dla zakochanych? Jak żyć panie premierze, jak żyć?
niedziela, 29 stycznia 2012
"W moim magicznym domu"
Dzisiejszą notkę sponsoruje Scovron, któren zamówił paszkwila na temat piosenki “W moim magicznym domu” Hanny Banaszak. Niech zatem się stanie.
Zacznijmy od tego, że nie ma dobrego obrażania bez ponabijania się z nazwiska lub imienia obrażanego. Obrażany jest w tym przypadku bez szans albowiem o ile ma wpływ na prawie wszystko co robi w życiu dorosłym o tyle imieniem lub nazwiskiem został pokarany przez rodziców. Wiem co mówię. Ile ja się jacków-placków nasłuchałem to moje. Przyjrzyjmy się zatem Hannie. Hanna-wanna? Ujdzie, choć nie miażdżące. BANAszak? Nazwisko, że tak powiem BANAlne, jak banalna jest piosenka, której za chwilkę się przyjrzymy.
Ponieważ większość piosenek ponoć w mniejszym lub większym stopniu powstaje na podstawie osobistych przeżyć autora załóżmy tutaj hipotetycznie, że autorką tekstu jest Hanna-wanna i pisała to na podstawie swoich przeżyć. Nie najlepiej to świadczy o autorce niestety. Dziurawy but - skłonności do zbieractwa, takie natręctwo jest. Można podobno leczyć. Ze zbieractwem nieuchronnie wiąże się bałagan i co nieuniknione - szkodniki.
Normalny jednak człowiek szkodniki jak sama nazwa wskazuje szkodzące pozbawia życia w sposób humanitarny. Czyli truje. Autorka natomiast ze szkodnikiem się zaprzyjaźniła. Nie najlepiej to świadczy o jej kondycji psychicznej.
Wyalienowanie ze świata ludzi sprowadziło ją skraju załamania nerwowego. Do tego stopnia, że ignoruje nawet szkodniki w jedzeniu.
NAM doskwiera! Najpierw jej doskwiera samotność a teraz nagle NAM? Zwidy jak nic.
No dajcie spokój. Nie wiem czy to efekt zjedzenia czegoś szkodliwego, czy może w tym bałaganie wyrosły jakieś grzybki, ale powyższy kawałek to halucynacje jak nic. Kto to w ogóle wpuścił na Youtube?
O ile antropomorfizację kota można by jeszcze wybaczyć, w końcu nie wiadomo co jadła autorka, o tyle już porównanie tego kota do leniwego, spędzającego dzień przed telewizorem i unikającego prac domowych mężczyzny jest karygodnym i zasługującym na potępienie utrwalaniem szkodliwego i oczywiście fałszywego stereotypu. Powszechnie przecież wiadomo, że chętnie pomagamy w pracach domowych i jak już włączamy telewizor to tylko po to żeby z kobietą obejrzeć "M jak Miłość" albo "Telemango". Albo sprawdzić pogodę. Pani Hanno, tego (choć nie wiem dlaczego) słuchają miliony. Tak się nie godzi.
I wyszło szydło z worka! Zwłaszcza - myślę, że mogę już wyciągnąć jakiś wniosek - to nieliczenie dotyczy mężczyzn. Bo wróćmy na chwilę do myszy z pierwszej zwrotki. Ta mysz. Rodzaj żeński. "Nieźle go nawet urządziła". Czyli myszka, kobieta, nawet z dziurawego buta potrafi zrobić przytulne gniazdko. A teraz kot. Rodzaj męski. "Całymi dniami tkwi w fotelu". Biedna kobieta się napracowała a ten wałkoń tylko siedzi. Wyczuwacie schemat? Czy autorce jakiś facet zaszedł mocno za skórę? Nawet jeśli, to jeszcze nie powód żeby jeździć po wszystkich. Znam kupę fajnych, porządnych facetów, którzy muchy by nie skrzywdzili. Tylko prosili żeby nie rozdawać ich adresów, bo nie chcą tłumów kobiet pod drzwiami. Ale znam.
Może się nie znam, ale jest chyba jakieś przykazanie czy cóś mówiące "nie będziesz wyzywał imienia Pana Boga swego nadaremno"? Co czyni z autorki grzesznicę. I na koniec karygodny przykład profanacji legendarnej, starożytnej polskiej gościnności.
A co z gościem wypoczętym, który może też chciałby wstąpić? Co z gościem ciekawskim, wścibskim, strudzonym, spragnionym, zadowolonym, smutnym, wesołym, trzeźwym i lekko podchmielonym? Dla nich już się miejsce nie znajdzie? Aż by się chciało zacytować innego artystę: "Oj nieładnie, człowieku, nieładnie. Oj nieładnie, człowieku, brzydko".
Podsumowując, piosenka ta, jako pozbawiona jakichkolwiek pozytywnych akcentów i przesłań, a wręcz propagująca bałaganiarstwo, seksizm i zażywanie substancji niedozwolonych, utrwalająca szkodliwe stereotypy płciowe, naigrywająca się bezczelnie z tradycyjnej polskiej gościnności i religijności powinna zostać zakazana dla dzieci poniżej 35-ego roku życia. A potem przed każdorazowym jej wysłuchaniem powinno się zapoznać z komunikatami Ministerstwa Zdrowia i Ochrony Społeczeństwa Przed Samym Sobą mówiącymi, że "Przed wysłuchaniem tej piosenki skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą" oraz "Wysłuchanie grozi epilepsją lub napadem depresji i utratą wiary w Człowieka".
*Powyższy tekst nie ma nic wspólnego z przekonaniami autora czyli mnie. Właściwie to nawet całkiem fajna piosenka. Wiem, jako facet powinienem słuchać czegoś cięższego, np Cohena albo Ich Troje, ale żeby napisać tekst musiałem ww piosenki kilka razy wysłuchać i słuchałem tego bez wyrazu odrazy na twarzy. Z tym większym bólem dotrzymuję słowa napisania paszkwila.
Zacznijmy od tego, że nie ma dobrego obrażania bez ponabijania się z nazwiska lub imienia obrażanego. Obrażany jest w tym przypadku bez szans albowiem o ile ma wpływ na prawie wszystko co robi w życiu dorosłym o tyle imieniem lub nazwiskiem został pokarany przez rodziców. Wiem co mówię. Ile ja się jacków-placków nasłuchałem to moje. Przyjrzyjmy się zatem Hannie. Hanna-wanna? Ujdzie, choć nie miażdżące. BANAszak? Nazwisko, że tak powiem BANAlne, jak banalna jest piosenka, której za chwilkę się przyjrzymy.
"W dziurawym bucie mieszka mysz"
Ponieważ większość piosenek ponoć w mniejszym lub większym stopniu powstaje na podstawie osobistych przeżyć autora załóżmy tutaj hipotetycznie, że autorką tekstu jest Hanna-wanna i pisała to na podstawie swoich przeżyć. Nie najlepiej to świadczy o autorce niestety. Dziurawy but - skłonności do zbieractwa, takie natręctwo jest. Można podobno leczyć. Ze zbieractwem nieuchronnie wiąże się bałagan i co nieuniknione - szkodniki.
"Nigdy nie mówię jej a kysz"
Normalny jednak człowiek szkodniki jak sama nazwa wskazuje szkodzące pozbawia życia w sposób humanitarny. Czyli truje. Autorka natomiast ze szkodnikiem się zaprzyjaźniła. Nie najlepiej to świadczy o jej kondycji psychicznej.
"Bywa, że wpadnie po sąsiedzku
pożyczyć chleba albo sera"
pożyczyć chleba albo sera"
Wyalienowanie ze świata ludzi sprowadziło ją skraju załamania nerwowego. Do tego stopnia, że ignoruje nawet szkodniki w jedzeniu.
"albo pogadać po sąsiedzku
kiedy samotność nam doskwiera"
kiedy samotność nam doskwiera"
NAM doskwiera! Najpierw jej doskwiera samotność a teraz nagle NAM? Zwidy jak nic.
"W moim magicznym domu
wszystko się zdarzyć może
same zmyślają się historie
sam się rozgryza orzech"
wszystko się zdarzyć może
same zmyślają się historie
sam się rozgryza orzech"
No dajcie spokój. Nie wiem czy to efekt zjedzenia czegoś szkodliwego, czy może w tym bałaganie wyrosły jakieś grzybki, ale powyższy kawałek to halucynacje jak nic. Kto to w ogóle wpuścił na Youtube?
"Przedstawię Ci Macieja kota,
fascynujący z niego facet.
Całymi dniami tkwi w fotelu
i lekceważy każdą pracę"
fascynujący z niego facet.
Całymi dniami tkwi w fotelu
i lekceważy każdą pracę"
O ile antropomorfizację kota można by jeszcze wybaczyć, w końcu nie wiadomo co jadła autorka, o tyle już porównanie tego kota do leniwego, spędzającego dzień przed telewizorem i unikającego prac domowych mężczyzny jest karygodnym i zasługującym na potępienie utrwalaniem szkodliwego i oczywiście fałszywego stereotypu. Powszechnie przecież wiadomo, że chętnie pomagamy w pracach domowych i jak już włączamy telewizor to tylko po to żeby z kobietą obejrzeć "M jak Miłość" albo "Telemango". Albo sprawdzić pogodę. Pani Hanno, tego (choć nie wiem dlaczego) słuchają miliony. Tak się nie godzi.
"Tutaj nikt z nikim się nie liczy"
I wyszło szydło z worka! Zwłaszcza - myślę, że mogę już wyciągnąć jakiś wniosek - to nieliczenie dotyczy mężczyzn. Bo wróćmy na chwilę do myszy z pierwszej zwrotki. Ta mysz. Rodzaj żeński. "Nieźle go nawet urządziła". Czyli myszka, kobieta, nawet z dziurawego buta potrafi zrobić przytulne gniazdko. A teraz kot. Rodzaj męski. "Całymi dniami tkwi w fotelu". Biedna kobieta się napracowała a ten wałkoń tylko siedzi. Wyczuwacie schemat? Czy autorce jakiś facet zaszedł mocno za skórę? Nawet jeśli, to jeszcze nie powód żeby jeździć po wszystkich. Znam kupę fajnych, porządnych facetów, którzy muchy by nie skrzywdzili. Tylko prosili żeby nie rozdawać ich adresów, bo nie chcą tłumów kobiet pod drzwiami. Ale znam.
"lecz w moim domu, chwała Bogu"
Może się nie znam, ale jest chyba jakieś przykazanie czy cóś mówiące "nie będziesz wyzywał imienia Pana Boga swego nadaremno"? Co czyni z autorki grzesznicę. I na koniec karygodny przykład profanacji legendarnej, starożytnej polskiej gościnności.
"Gościu znużony, gościu znudzony,
jeśli ci kiedyś będzie po drodze,
zajrzyj tu do nas koniecznie."
jeśli ci kiedyś będzie po drodze,
zajrzyj tu do nas koniecznie."
A co z gościem wypoczętym, który może też chciałby wstąpić? Co z gościem ciekawskim, wścibskim, strudzonym, spragnionym, zadowolonym, smutnym, wesołym, trzeźwym i lekko podchmielonym? Dla nich już się miejsce nie znajdzie? Aż by się chciało zacytować innego artystę: "Oj nieładnie, człowieku, nieładnie. Oj nieładnie, człowieku, brzydko".
Podsumowując, piosenka ta, jako pozbawiona jakichkolwiek pozytywnych akcentów i przesłań, a wręcz propagująca bałaganiarstwo, seksizm i zażywanie substancji niedozwolonych, utrwalająca szkodliwe stereotypy płciowe, naigrywająca się bezczelnie z tradycyjnej polskiej gościnności i religijności powinna zostać zakazana dla dzieci poniżej 35-ego roku życia. A potem przed każdorazowym jej wysłuchaniem powinno się zapoznać z komunikatami Ministerstwa Zdrowia i Ochrony Społeczeństwa Przed Samym Sobą mówiącymi, że "Przed wysłuchaniem tej piosenki skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą" oraz "Wysłuchanie grozi epilepsją lub napadem depresji i utratą wiary w Człowieka".
*Powyższy tekst nie ma nic wspólnego z przekonaniami autora czyli mnie. Właściwie to nawet całkiem fajna piosenka. Wiem, jako facet powinienem słuchać czegoś cięższego, np Cohena albo Ich Troje, ale żeby napisać tekst musiałem ww piosenki kilka razy wysłuchać i słuchałem tego bez wyrazu odrazy na twarzy. Z tym większym bólem dotrzymuję słowa napisania paszkwila.
czwartek, 29 grudnia 2011
Nigdy nie jest za późno żeby zacząć marnować sobie życie
Chyba już mogę Wam powiedzieć. Był sobie mecz. Z jednej strony na boisko wbiegli Proza Życia wspierana przez Zazdrość, z drugiej my - ja i moja żona. Walczyliśmy dzielnie i długo, niestety przeciwnik nie grał czysto. I przegraliśmy. Za dwa tygodnie uprawomocni się nasz rozwód.
Chwila na złapanie oddechu...
Nie jest to powód do dumy, bo to jednak bolesna porażka w ważnej dziedzinie życia. Nie jest to też powód do radości bo niełatwo się kończy kilkunastoletni związek. Ale trzeba było to zrobić. Gdy więcej jest milczenia niż rozmawiania, więcej krzyczenia niż słuchania, gdy mieszka się razem ale oddzielnie - trzeba to zrobić. Więc zrobiłem. I motto mojego bloga pasuje do mnie jak nigdy.
Do zobaczenia w Nowym Roku. W nowym życiu.
Chwila na złapanie oddechu...
Nie jest to powód do dumy, bo to jednak bolesna porażka w ważnej dziedzinie życia. Nie jest to też powód do radości bo niełatwo się kończy kilkunastoletni związek. Ale trzeba było to zrobić. Gdy więcej jest milczenia niż rozmawiania, więcej krzyczenia niż słuchania, gdy mieszka się razem ale oddzielnie - trzeba to zrobić. Więc zrobiłem. I motto mojego bloga pasuje do mnie jak nigdy.
Do zobaczenia w Nowym Roku. W nowym życiu.
piątek, 23 grudnia 2011
Wolne
Jakieś święta ponoć niedługo. Wienc tym obchodzącym życzę Wesołych Świąt, mniejsza o to jak się nazywają - Boże Narodzenie, Chanuka, Dzień Niewidzialnego Różowego Jednorożca czy Święto Makaronu. Świętujcie w zdrowiu i spokoju. A tym nieobchodzącym - w te kilka wolnych dni odpocznijcie. Jak lubicie posiedzieć przed telewizorem to posiedźcie, jak lubicie jeździć na rowerze to pojeździjcie, jeśli lubicie niezdrowo się odżywiać to się niezdrowo odżywiajcie. Pal licho, że to niezdrowo, głupio wygląda w zimie, niezdrowo. To Wasze wolne i możecie z nim zrobić co Wam się tylko podoba.
Do zobaczenia w Nowym Roku. Przynajmniej wg oficjalnie obowiązującego w Polsce kalendarza.
A, i przez jakiś czas będziecie musieli wklepywać kod z obrazka. Taki prezent na święta.
Do zobaczenia w Nowym Roku. Przynajmniej wg oficjalnie obowiązującego w Polsce kalendarza.
A, i przez jakiś czas będziecie musieli wklepywać kod z obrazka. Taki prezent na święta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)