Wracając do spraw poważnych. Otóż mam pomysła, żeby złożyć obywatelski projekt uchwały o przeniesieniu zimy na miesiące czerwiec - sierpień. Nie chcielibyście mieć w zimie 25 stopni na plusie? Ja też. Kto nie chce niech sobie na zimę jedzie w góry. Z kolei lato przenieślibyśmy na miesiące grudzień - marzec. Ponieważ w lecie z definicji jest ciepło to przecież nie ma znaczenia jakie to miesiące. I w ten podstępny sposób mielibyśmy ciepło przez większą część roku. Zamiana jesieni z wiosną nic nie daje. I tak nie widać różnicy. Jesień to taka odwrócona forma wiosny. Wiosną liście stopniowo pojawiają się na drzewach, jesienią stopniowo z nich znikają. Wiosną powoli robi się coraz cieplej, jesienią powoli robi się coraz zimniej. Czyli jesień = wiosna wstecz.
Zatem kto jest za projektem poproszę o głos. Potrzeba 100 000 tylko.
"Nigdy nie jest za późno żeby zacząć marnować sobie życie" Piękne, nie? Z drugiej strony: dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia.
poniedziałek, 18 lutego 2013
poniedziałek, 11 lutego 2013
O wynalazkach bez sensu
Kto w ogóle wymyślił, że koszule trzeba prasować? Przecież pod marynarką i tak tego nie widać. I dlaczego faceci wymyślili takie fajne wynalazki dla kobiet: pralka automatyczna, zmywarka, piekarnik elektryczny, kuchenka mikrofalowa a jednej jedynej naprawdę potrzebnej facetom rzeczy nie wymyślili. Żelazka automatycznego. Do boju dziewczyny, zróbcie coś dla nas. Znaczy nie prasowanie, bo to by była ryba. Wymyślcie dla nas to żelazko. To będzie wędka.
piątek, 8 lutego 2013
Remont
Doroczna uroczystość pod hasłem “Dowalmy wszystkim samotnym” zbliża się wielkimi krokami. Tak, tak, samotnym. Nie żadnym singlom, tylko samotnym. Człowiek jest zwierzęciem stadnym i w samotności czuje się źle. Można sobie wmawiać, że to z własnej woli i tak lubimy zamiast mieszkać z byle kim, ale to nic nie da. Jesteśmy samotni i koniec. To oczywiście prawda, że lepiej mieszkać samemu niż z byle kim. Tyle, że niemieszkanie z byle kim nie czyni nas niesamotnymi.
Mamy więc już definicję. Co teraz? Teraz trzeba jakoś poradzić sobie z tą lawiną czekolady, misiów, całusków i wszechobecnej “miłości” (która najprawdopodobniej nie przetrwa do następnego lutego). W psychologii takie sytuacje powodujące stres nazywa się stresorami. Zatem zbliżające się “Walentynki” niewątpliwie są stresorem. Nie tylko dla tej lepszej, samotnej połowy ludzkości. Również część niesamotnych odczuwa stres. Faceci mianowicie. Rytuał bowiem wymaga aby facet “coś” kupił. Nie precyzuje czym ma być to coś zatem dość łatwo popełnić gafę. Stąd te czekolady i misie. Są bezpieczne. Kobietom wykpić się łatwo. Wystarczy, że będą miłe. Od nich rytuał niczego nie wymaga. Od nich rytuał oczekuje, że będą oczekiwać aż ich mężczyzna się spisze.
Cóż mogę zatem polecić? Tak się składa, że akurat w Walentynki w kinach będą puszczać niezwykle romantyczny film. Film, którego pierwsza część ukazała się lata temu. Film o miłości, której nie powstrzymają terroryści ani w wieżowcu ani w samolocie. Miłości, której nie powstrzyma nawet kobieta, która tej miłości nie chce. Część V. “Szklana pułapka”. Czyż mina waszej kobiety zabranej na ten film w Walentynki nie będzie bezcenna? A mina faceta, którego Wy, drogie Panie, zamiast na kolację przy przereklamowanej świeczce zabierzecie na ten film?
Tak naprawdę to całkiem sympatyczny dzień jest. Sami sobie go utrudniamy nadmiernymi oczekiwaniami. A przecież miłym dla siebie nawzajem można być przez cały rok, nie? Nie trzeba się koniecznie sprężać na Walentynki, urodziny i rocznicę pierwszego pocałunku.
Mamy więc już definicję. Co teraz? Teraz trzeba jakoś poradzić sobie z tą lawiną czekolady, misiów, całusków i wszechobecnej “miłości” (która najprawdopodobniej nie przetrwa do następnego lutego). W psychologii takie sytuacje powodujące stres nazywa się stresorami. Zatem zbliżające się “Walentynki” niewątpliwie są stresorem. Nie tylko dla tej lepszej, samotnej połowy ludzkości. Również część niesamotnych odczuwa stres. Faceci mianowicie. Rytuał bowiem wymaga aby facet “coś” kupił. Nie precyzuje czym ma być to coś zatem dość łatwo popełnić gafę. Stąd te czekolady i misie. Są bezpieczne. Kobietom wykpić się łatwo. Wystarczy, że będą miłe. Od nich rytuał niczego nie wymaga. Od nich rytuał oczekuje, że będą oczekiwać aż ich mężczyzna się spisze.
Cóż mogę zatem polecić? Tak się składa, że akurat w Walentynki w kinach będą puszczać niezwykle romantyczny film. Film, którego pierwsza część ukazała się lata temu. Film o miłości, której nie powstrzymają terroryści ani w wieżowcu ani w samolocie. Miłości, której nie powstrzyma nawet kobieta, która tej miłości nie chce. Część V. “Szklana pułapka”. Czyż mina waszej kobiety zabranej na ten film w Walentynki nie będzie bezcenna? A mina faceta, którego Wy, drogie Panie, zamiast na kolację przy przereklamowanej świeczce zabierzecie na ten film?
Tak naprawdę to całkiem sympatyczny dzień jest. Sami sobie go utrudniamy nadmiernymi oczekiwaniami. A przecież miłym dla siebie nawzajem można być przez cały rok, nie? Nie trzeba się koniecznie sprężać na Walentynki, urodziny i rocznicę pierwszego pocałunku.
czwartek, 17 stycznia 2013
Wszechświat nas nie lubi
Marność nad marnościami i wszystko marność.
Ledwo ludzkość cudem uniknęła Armagedonu parę tygodni temu a już wszechświat (tudzież wersja dla wierzących: wstaw tam imię swojego boga/bogini) okrutny szykuje na nas kolejny zamach. Tym razem z większym rozmachem.
Krótkie wprowadzenie dla mało oblatanych w astronomii.
Astronomia - nauka przyrodnicza zajmująca się badaniem ciał niebieskich (za Wikipedią). Nie przywiązujcie się słowa ‘ciał’, bo w astronomii to dość luźno traktowane pojęcie. Ciałem jest zarówno kilkudziesięciometrowa asteroida jak i wielka gromada galaktyk o rozpiętości kilkuset milionów lat świetlnych. Nie przywiązujcie się również do słowa ‘niebieski’, bo to też dość luźno traktowane pojęcie. Wcale nie chodzi o kolor tylko o niebo. Zadziwiające jak absurdalna definicja ‘ciał niebieskich’ przyjęła się w środowisku bądź co bądź naukowców. Niebo przecież w powszechnym rozumieniu to to co mamy nad głowami, to niebieski, z chmurkami w kształcie słoników, tęczą, albo bez chmurek i niebieskie. A żaden z obiektów będących przedmiotem zainteresowania astronomii nie znajduje się aż tak blisko. Może za wyjątkiem meteorów/meteoroidów/meteorytów (jest między tymi nazwami różnica tylko nigdy nie pamiętam jaka), ale one jak już wpadną w atmosferę to stają się przedmiotem zainteresowania geologów raczej. Ani zatem to ciała ani niebieskie. Głupia nazwa. Czy nie lepiej i przede wszystkim dostojniej brzmi np “obiekty kosmiczne”? Albo “struktury zewnętrzne”?
Astronomia zatem to nauka zajmująca się badaniem obiektów i struktur kosmicznych. I astronomia właśnie potwierdza, z całkiem dużym prawdopodobieństwem, że świat wkrótce przestanie istnieć w wyniku spektakularnego (dla ludzkości, bo w skali wszechświata to dość popularne wydarzenie) zderzenia dwóch galaktyk. Galaktyki naszej, zwanej Drogą Mleczną (możecie w bezchmurną noc będąc z dala od źródeł światła zobaczyć ją na niebie, albo możecie to wpisać w google i zobaczycie zdjęcia zapierające dech w piersiach bez konieczności ruszania się z domu). Oraz galaktyki M31 zwanej swojsko Andromedą. Już za niecałe 4 miliardy lat galaktyki zderzą się tworząc twór zwany Milkdromedą.
Kosmos, w przeciwieństwie do ludzkości, zawsze ma plan awaryjny. Jeśli zderzenie galaktyk nas nie załatwi to niecały miliard lat później słońce (które tak na marginesie jest najbliższą nam gwiazdą a nie jak się błędnie sądzi Alfa Centauri) wypali wszystko co ma do wypalenia i zacznie się zamieniać w czerwonego olbrzyma, pochłaniając co najmniej 3 planety układy. Przypominam, że trzecią jest Ziemia. I tu chyba żadne schrony nie pomogą.
Ale zanim nastąpi katastrofa ostateczna można nas przecież ponękać czymś mniejszym, nie? Po najbliższej okolicy Ziemi krąży więc kilka milionów asteroid. Mniejszych, które po wpadnięciu w ziemską atmosferę zrobią pffft i już. I większych, które po wpadnięciu w ziemską atmosferę spowodują, że Ziemia zrobi pffft. Najbardziej znana nazywa się uroczo Apophis i jest duże prawdopodobieństwo, że w 2036 roku uderzy w Ziemię. Duże to wg astronomów jakieś 2,7%. Apophis całkiem duży jest. Jeśli trafi to kilka miast zrobi pffft. Jeśli Wam tego mało to poszukajcie w sieci obrazka, pokazującego tylko obiekty, które ziemskie agencje śledzą na orbicie Ziemi. Jest ich tyle, że nie ma gdzie palca włożyć. Jakim cudem jeszcze żyjemy pojęcia nie mam.
I tym optymistycznym akcentem czas się pożegnać. Idę kopać schron i robić zapasy na zderzenie galaktyk.
Ledwo ludzkość cudem uniknęła Armagedonu parę tygodni temu a już wszechświat (tudzież wersja dla wierzących: wstaw tam imię swojego boga/bogini) okrutny szykuje na nas kolejny zamach. Tym razem z większym rozmachem.
Krótkie wprowadzenie dla mało oblatanych w astronomii.
Astronomia - nauka przyrodnicza zajmująca się badaniem ciał niebieskich (za Wikipedią). Nie przywiązujcie się słowa ‘ciał’, bo w astronomii to dość luźno traktowane pojęcie. Ciałem jest zarówno kilkudziesięciometrowa asteroida jak i wielka gromada galaktyk o rozpiętości kilkuset milionów lat świetlnych. Nie przywiązujcie się również do słowa ‘niebieski’, bo to też dość luźno traktowane pojęcie. Wcale nie chodzi o kolor tylko o niebo. Zadziwiające jak absurdalna definicja ‘ciał niebieskich’ przyjęła się w środowisku bądź co bądź naukowców. Niebo przecież w powszechnym rozumieniu to to co mamy nad głowami, to niebieski, z chmurkami w kształcie słoników, tęczą, albo bez chmurek i niebieskie. A żaden z obiektów będących przedmiotem zainteresowania astronomii nie znajduje się aż tak blisko. Może za wyjątkiem meteorów/meteoroidów/meteorytów (jest między tymi nazwami różnica tylko nigdy nie pamiętam jaka), ale one jak już wpadną w atmosferę to stają się przedmiotem zainteresowania geologów raczej. Ani zatem to ciała ani niebieskie. Głupia nazwa. Czy nie lepiej i przede wszystkim dostojniej brzmi np “obiekty kosmiczne”? Albo “struktury zewnętrzne”?
Astronomia zatem to nauka zajmująca się badaniem obiektów i struktur kosmicznych. I astronomia właśnie potwierdza, z całkiem dużym prawdopodobieństwem, że świat wkrótce przestanie istnieć w wyniku spektakularnego (dla ludzkości, bo w skali wszechświata to dość popularne wydarzenie) zderzenia dwóch galaktyk. Galaktyki naszej, zwanej Drogą Mleczną (możecie w bezchmurną noc będąc z dala od źródeł światła zobaczyć ją na niebie, albo możecie to wpisać w google i zobaczycie zdjęcia zapierające dech w piersiach bez konieczności ruszania się z domu). Oraz galaktyki M31 zwanej swojsko Andromedą. Już za niecałe 4 miliardy lat galaktyki zderzą się tworząc twór zwany Milkdromedą.
Kosmos, w przeciwieństwie do ludzkości, zawsze ma plan awaryjny. Jeśli zderzenie galaktyk nas nie załatwi to niecały miliard lat później słońce (które tak na marginesie jest najbliższą nam gwiazdą a nie jak się błędnie sądzi Alfa Centauri) wypali wszystko co ma do wypalenia i zacznie się zamieniać w czerwonego olbrzyma, pochłaniając co najmniej 3 planety układy. Przypominam, że trzecią jest Ziemia. I tu chyba żadne schrony nie pomogą.
Ale zanim nastąpi katastrofa ostateczna można nas przecież ponękać czymś mniejszym, nie? Po najbliższej okolicy Ziemi krąży więc kilka milionów asteroid. Mniejszych, które po wpadnięciu w ziemską atmosferę zrobią pffft i już. I większych, które po wpadnięciu w ziemską atmosferę spowodują, że Ziemia zrobi pffft. Najbardziej znana nazywa się uroczo Apophis i jest duże prawdopodobieństwo, że w 2036 roku uderzy w Ziemię. Duże to wg astronomów jakieś 2,7%. Apophis całkiem duży jest. Jeśli trafi to kilka miast zrobi pffft. Jeśli Wam tego mało to poszukajcie w sieci obrazka, pokazującego tylko obiekty, które ziemskie agencje śledzą na orbicie Ziemi. Jest ich tyle, że nie ma gdzie palca włożyć. Jakim cudem jeszcze żyjemy pojęcia nie mam.
I tym optymistycznym akcentem czas się pożegnać. Idę kopać schron i robić zapasy na zderzenie galaktyk.
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Łaski bez
Z racji tego, że świat znowu dał ciała i koncertowo się nie skończył zmuszony jestem jak co roku złożyć życzenia z okazji tego co niektórzy nazywają Świętami Bożego Narodzenia a pozostali, pozostający ciągle w upokarzającej mniejszości, kilkoma dniami dodatkowo wolnymi od pracy.
Kochani zatem moi drodzy mili radiosłuchacze. Z okazji tychże wspomnianych już przeze mnie Świąt Bożego Narodzenia (które od tej chwili pozwolę sobie nazywać po prostu Świętami, jeśli nikt nie ma nic przeciwko temu (jeśli ma to niech zachowa to dla siebie, bo i tak mnie to nie obchodzi)), które to Święta traktować należy wyjątkowo albowiem dane nam zostały znienacka na skutek fatalnego błędu w obliczeniach popełnionego przez starożytnych Majów (jak można ufać komuś kto obliczeń na parę tysięcy lat do przodu dokonuje na glinianej tabliczce?)...… eee, o czym to ja... a o życzeniach.
Kochani zatem moi drodzy mili radiosłuchacze. Z okazji tychże wspomnianych już przeze mnie Świąt Bożego Narodzenia (które od tej chwili pozwolę sobie nazywać po prostu Świętami, jeśli nikt nie ma nic przeciwko temu (jeśli ma to niech zachowa to dla siebie, bo i tak mnie to nie obchodzi)), które to Święta traktować należy wyjątkowo albowiem dane nam zostały znienacka na skutek fatalnego błędu w obliczeniach popełnionego przez starożytnych Majów (jak można ufać komuś kto obliczeń na parę tysięcy lat do przodu dokonuje na glinianej tabliczce?)...… eee, o czym to ja... a o życzeniach.
Więc...
Niech przede wszystkim niech te święta nie będą naszymi (tu się bezczelnie podpinam pod własne życzenia, ale chciałbym żeby dla mnie też nie były ostatnie) ostatnimi. Niech będą radosne, chyba że ktoś bardzo lubi być smutny, wtedy niech dla niego będą smutne. Niech będą rodzinne, chyba że ktoś nie za bardzo przepada za rodziną. Niech będą spokojne, chyba że kogoś spokój nudzi i potrzebuje emocji i wrażeń, wtedy niech będą dla niego/niej pełne wrażeń. Niech będą pełne prezentów (wiem, że nie o to chodzi, ale aż tak oderwany od rzeczywistości nie jestem, żeby myśleć, że się bez prezentów obejdzie), chyba że ktoś prezentów nie lubi, wtedy... wróć, czy jest ktoś kto nie lubi prezentów? (pomijając mnie, ja sobie prezenty sam kupuję. ZAWSZE są trafione).Krótko mówiąc niechże one będą takie jakbyście chcieli żeby były.
No. To do zobaczenia w Nowym Roku, co?
PS. A Hermionę się uprasza o niesprowadzanie mnie na złą drogę zachętami do czytania sprośnych miesięczników. Heloł, ja tu zgrywam porządnego faceta.
Niech przede wszystkim niech te święta nie będą naszymi (tu się bezczelnie podpinam pod własne życzenia, ale chciałbym żeby dla mnie też nie były ostatnie) ostatnimi. Niech będą radosne, chyba że ktoś bardzo lubi być smutny, wtedy niech dla niego będą smutne. Niech będą rodzinne, chyba że ktoś nie za bardzo przepada za rodziną. Niech będą spokojne, chyba że kogoś spokój nudzi i potrzebuje emocji i wrażeń, wtedy niech będą dla niego/niej pełne wrażeń. Niech będą pełne prezentów (wiem, że nie o to chodzi, ale aż tak oderwany od rzeczywistości nie jestem, żeby myśleć, że się bez prezentów obejdzie), chyba że ktoś prezentów nie lubi, wtedy... wróć, czy jest ktoś kto nie lubi prezentów? (pomijając mnie, ja sobie prezenty sam kupuję. ZAWSZE są trafione).Krótko mówiąc niechże one będą takie jakbyście chcieli żeby były.
No. To do zobaczenia w Nowym Roku, co?
PS. A Hermionę się uprasza o niesprowadzanie mnie na złą drogę zachętami do czytania sprośnych miesięczników. Heloł, ja tu zgrywam porządnego faceta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)