wtorek, 16 października 2012

Oda do radości

        Ogłaszam niniejszym prawo. I obowiązek. Sam wymyśliłem, nikogo nie dyskryminuje (przynajmniej o ile mi wiadomo, skargi i wnioski przyjmuję w poniedziałek w godzinach 2:45 - 2:46 (druga, nie czternasta, żeby było jasne)).

Obwieszczenie.

        "Każda świadoma i inteligentna istota, niezależnie od planety i czasu pochodzenia, niezależnie od budowy organizmu lub też jego ekwiwalentu lub też braku odpowiednika organizmu, niezależnie od wyznawanej wiary w bóstwa istniejące, nieistniejące, istniejące kiedyś lub zaistniejące w przyszłości lub też niewiary we wspomniane wcześniej bóstwa lub też kompletnej obojętności w sprawie istnienia lub nieistnienia wspomnianych bóstw, niezależnie od rozmiaru w dowolnej zajmowanej przez tą istotę liczbie wymiarów, niezależnie od koloru, zapachu, smaku czy innych cech dających się odczuć dowolnym z istniejących lub potencjalnie istniejących lub przynajmniej niewykluczonych zmysłów, niezależnie od preferencji seksualnych lub nieposiadania żadnych preferencji w tej dziedzinie lub też w ogóle nierozumienia o co chodzi z tym całym seksem, niezależnie od używanego języka, czy to mówionego, czy to gwizdanego, piskanego, śpiewanego, zapachowego, kolorowego, migowego, telepatycznego lub innych potencjalnie istniejących lub przynajmniej niewykluczonych, niezależnie od rodzaju diety, trybu życia, liczby przyjaciół lub członków rodziny tudzież ich ekwiwalentu w lokalnej kulturze, każda taka świadoma i inteligentna istota posiada niezbywalne prawo przynajmniej przez jeden obrót planety, z której istota pochodzi lub którą aktualnie zamieszkuje wokół własnej osi być smutną lub odczuwać ekwiwalentne uczucie i nikt, ze szczególnym uwzględnieniem Hermiony (człowiek, płeć żeńska, wiek - 18 obiegów planety wokół gwiazdy centralnej, trzecia planeta od niczym niewyróżniającej się pojedynczej gwiazdy w peryferyjnym układzie słonecznym peryferyjnej galaktyki spiralnej przy jednej z peryferyjnych międzygalaktycznych autostrad 17-ej kategorii odmeteorowywania), nie może takiej istoty nazywać smutnym burakiem ze wsi."

Obwieszczenie wchodzi w życie z dniem narodzin tego wszechświata i obowiązuje do samego końca.


        Tako rzeczę Ja. Wbrew temu co się może wydawać nie straciłem wiary w ludzi i nadziei na lepszą przyszłość. Po prostu czasem się załamuję jak oglądam wiadomości (stąd tekst o marnym morale ludzkości, stąd też prawie już nie oglądam i nie czytam wiadomości), a czasem bywam smutniejszy niż powinienem (bo minął rok, na upływ czasu niewielki mam niestety wpływ). Na szczęście rzadko. W samym byciu smutnym nie ma niczego złego. Smutek pozwala pogodzić się ze stratą czegoś co było ważne i rozpocząć życie na nowo. Problem pojawia się gdy ten smutek zaczyna rządzić naszym życiem. Gdy przeżywanie przeszłości staje się ważniejsze od tworzenia przyszłości. Gdy ciąży nam jak kula u nogi i nie pozwala pójść dalej.
        Mój taki nie jest. Nie trzyma mnie w miejscu, nie utrudnia życia, nie zamyka w domu przy szklance whisky i albumie ze zdjęciami. Nie, mój po prostu jest. A raczej bywa. Trudno żeby nie bywał, w końcu zamknąłem prawie 20 lat życia i nie ma co udawać, że to było radosne wydarzenie. Bywa więc, wypiję z nim czasem wino, pogadamy o starych czasach, potem ja idę do pracy, którą lubię i w której tak naprawdę dobrze się bawię, a on sobie idzie. Gdzieś, nie wiem gdzie, nie pytałem.


        A oglądaliście skok Felixa? Wiecie dlaczego uwielbiam i podziwiam takich ludzi? Bo w nich jest przyszłość. Była w Kolumbie i Magellanie. Była w Amelii Earhart, w Edmundzie Hillarym, w sir Livingstonie, w Chucku Jaegerze. Była w każdym człowieku, który wyruszał w nieznane, który wyruszał szybciej, dalej, wyżej. Ktoś kiedyś wymyśli sposób na podróżowanie szybciej niż światło - jestem o tym przekonany - i będziemy potrzebować kogoś kto wsiądzie do prototypu i poleci nie wiedząc dokąd. I wsiądzie. I poleci. A za nim polecimy MY.


        No i nie można nie wspomnieć o kolejnej, 15-ej chyba już próbie pokonania Anglików w piłkę nożną. A w Warszawie leje. Stadion Narodowy powinno się zbudować nie w centrum tylko gdzieś poza miastem. Szybka kolej i transport zapewniony. Kibice po meczu biliby się na polu a nie między samochodami. No i po powrocie pieszo do miasta nie mieliby już siły na demolki tylko szli grzecznie spać. Czyż to nie cudowny pomysł? Może opatentować zanim Apple to zrobi?

niedziela, 30 września 2012

Robinsonowie

        Robinson Crusoe gdy było mu źle i ciężko robił podsumowanie. Po lewej stronie minusy, całe mnóstwo minusów z samotnego życia na bezludnej wyspie.
        Po prawej plus. Jeden. "Ale jednak żyję".

        Niedawno minął rok gdy mieszkam sam. Gdy jest mi ciężko i źle robię podsumowanie. Po lewej stronie minusy. Mnóstwo minusów. Mieszkam sam. Zasypiam sam. Budzę się sam. Sam oglądam film i sam jem popcorn. Nie komentuję filmu bo nikt nie ma innego zdania niż ja. Robię herbatę dla jednej osoby. Zamawiam najmniejszy zestaw sushi. Nie zamawiam pizzy, nie opłaca się. Wychodzę do pracy z pustego mieszkania i do pustego wracam. Kupuję książki, za dużo książek. Nie chce mi się jechać na urlop. Nie lubię jeździć sam. Syna widzę w małym okienku skypowej kamerki. Mogę być z jego osiągnięć dumny tylko na odległość. Sam. Radość nie dzielona z nikim to żadna radość. Nie lubię być sam.
        Po prawej plus. Jeden. "Ale jednak żyję".

czwartek, 30 sierpnia 2012

O ludziach


        To doprawdy karygodne. Jak tak można znikać na cały miesiąc bez słowa. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Może oprócz tego, że mi się nie chciało.

        Parafrazując słowa znanej piosenki o komarach i muchach (dla niewtajemniczonych: tutaj) mógłbym zaśpiewać, gdybym oczywiście śpiewał, bo śpiewacy pozbawieni kompletnie talentu stanowili na polu namiotowym klęskę nie mniejszą niż wspomniane już komary i muchy, mógłbym zatem zaśpiewać ale nie zaśpiewam piosenkę zaczynającą się od słów:

Będąc młodym* jeszcze pewnie zakładałem,
że ludzie to jednak z natury dobre stworzenia są**.
I tylko czasem przydarzają im się złe okoliczności.***

* Dodanie, że byłem również piękny i inteligentny, które to cechy wcale nie przełożyły się na powodzenie u płci przeciwnej, zakłóciłoby subtelną harmonię tego trójwiersza.
** Tak, widzę, że się nie rymuje. I co?
*** Aż mi prawie haiku wyszło.

        Potem opuściłem przedszkole i zacząłem zauważać barwy inne niż różowa. I już nigdy nie będzie takiego lata, nigdy straż pożarna nie będzie tak szybka i sprawna, nigdy papieros nie będzie tak smaczny a wódka taka zimna i pożywna, nigdy nie będzie tak ślicznych dziewczyn... (dla zainteresowanych: tutaj, polecam, Boguś śpiewa). Tak, moi mili, podstawówka i liceum nauczyły mnie, że nie ma czegoś takiego jak dobra ludzkość i zła ludzkość. Złamanych serc nie zliczę, fałszywych kolegów też nie, o fałszywych dziewczynach nie wspominając.

        Ciągle jednak w naiwności swej nie dopuszczałem myśli, że można być złym bezinteresownie, że może istnieć zło czyste, wcielone, nieskrępowane. Długo i uparcie, wbrew znakom na niebie i ziemi, tkwiłem w tym naiwnym przekonaniu. Poddaję się. Dłużej tak nie można. Czas się przyznać do porażki, czas przyznać, że ludzie nie są z natury dobrzy. Nie są nawet neutralni. Czas przyznać, że ludzie z natury są źli. Do szpiku kości, od czubka głowy do koniuszka małego palca u nogi, od poranku do zmroku i od zmroku do poranka. Zawsze i wszędzie. Potrzebujecie dowodów? Włączcie Onet, Gazetę, TVP, TVN, cokolwiek. Zobaczcie co się dzieje nawet w tzw cywilizowanych krajach gdy ludzie przez chwilę nie czują policyjnego bata nad głową. Londyn, zamieszki w centrum miasta, rabowanie sklepów, podpalanie samochodów, napady. Paryż, co kilka lat zamieszki w peryferyjnych dzielnicach. Warszawa, mistrzostwa Europy, wybryki stada dzikusów. Nie wspominając o krajach dzikich. Ukamieniowania przez tłum zanim policja zdąży przyjechać. Kobieta-terrorystka opowiadająca w telewizji jak cieszyła się gdy docierały informacje o wzrastającej liczbie ofiar podłożonej przez nią bomby. Nienawiść w najczystszej postaci. Nienawiść do zupełnie obcych ludzi tylko z powodu tego, że mieli nieszczęście urodzić się kilka kilometrów dalej, w innym kraju, w innym ustroju, w innej religii.
        Daleko szukać nie trzeba. Kojarzycie babkę, która na Youtube miała kanał, który nazwała katolickim głosem w internecie? Ilość jadu, jaka na nią spłynęła przeraziła chyba autorów tego eksperymentu. Bo to eksperyment był socjologiczny. A ona przecież robiła tylko to co wolno jej w wolnym kraju - wyrażała swoje poglądy. A internauci ją zjedli żywcem. Razem z butami, moherowym beretem, ze stołem, na którym stał jej komputer. Internauci, młodzież, przyszłość tego narodu, w osiemdziesięciu kilku procentach katolicka rzygnęli na nią taką ilością “miłości”, że chyba dobrze, że ktoś się połapał, że to podpucha bo by ją jeszcze znaleźli i naprawdę zrobili krzywdę.

        Jesteśmy źli z natury, trzeba to przyznać, bo tylko wtedy będzie można coś z tym zrobić. Tylko groźba nieuchronnej kary powstrzymuje nas od okrucieństwa. Ale dajcie nam wolną rękę i drżyjcie narody. Znacie eksperyment więzienny dra Zimbardo? Kilkudziesięciu losowo wybranych studentów, zdrowych na ciele i umyśle, podzielił na dwie grupy - strażników i więźniów. Zaplanowany na dwa tygodnie eksperyment trzeba było przerwać po tygodniu, bo sadyzm strażników groził, że dojdzie do prawdziwej tragedii. Wystarczył tydzień świadomości posiadania nieograniczonej władzy nad innymi ludźmi aby przeciętni studenci zamienili się w sadystów. A oni wiedzieli, że to eksperymet, że są obserwowani, że za dwa tygodnie to się skończy i więźniowie i strażnicy razem pójdą do szkoły. To spróbujcie sobie teraz wyobrazić co się dzieje gdy to nie jest eksperyment.
        Albo eksperyment dra Milgrama badający nasze posłuszeństwo wobec autorytetów. Badani sądzili, że aplikują jakiejś osobie wstrząsy elektryczne począwszy od 15V aż do 450V (co jest ponoć dawką śmiertelną). Mniejsza o szczegóły, kto chce to sobie znajdzie. Milgram sądził, że co najwyżej 0,1% badanych zaaplikuje maksymalną dawkę. Jakżesz się pomylił. Badani sądzili, że słyszą krzyki ofiary, ale przez eksperymentatorów byli namawiani (nienachalnie, tak wyglądało na filmie) do zwiększania dawki, bo ofiara źle rozwiązywała test. Waszym zdaniem ile procent osób doszło do maksymalnej (przypominam: śmiertelnej) dawki? Bo Milgram był w szoku. Ponad 50% badanych doszło do konca skali. Co drugi zabiłby niewinną osobę tylko dlatego, że eksperymentator zachęcał do kontunuacji.

        Jesteśmy z natury źli i głupi. Potrzebujemy nad sobą bata, potrzebujemy widzieć, że jest ktoś kto za złe uczynki nas ukaże. I nie hipotetyczny Bóg. Tak naprawdę niewielu z nas wierzy, że po śmierci nasza hipotetyczna dusza zostanie rozliczona. Nie, potrzebujemy bata tutaj, na ziemi, natychmiast. Z jakim rozrzewnieniem Polacy wspominają RP numer II, Piłsudskiego. A przecież facet, nie ujmując mu innych zasług, doprowadził do wojny domowej, obalił legalny rząd, stworzył obóz koncentracyjny, do którego wysyłał ludzi bez wyroku sądowego, uważał posłów za osłów i powiedział, że “Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”. A mimo to wielkim bohaterem jest. Dlaczego? Nie znajduję wytłumaczenia innego niż to, że trzymał Polaków za pysk.

        Jesteśmy z natury źli i głupi. Jesteśmy gatunkiem, który mieni się inteligentnym, a który eksterminuje się hurtowo. Jesteśmy gatunkiem, który mieni się humanitarnym a wymyślił bombę atomową, gazy bojowe, obozy koncentracyjne (w sumie bomba atomowa w tym zestawieniu wydaje się najbardziej humanitarna). Niszczymy siebie, swoje środowisko, swoją planetę. Dlaczego do wojny atomowej nie doszło? Bo obie strony wiedziały, że tego nie przetrwają. Gdyby nie równowaga sił dziś w miejscu Moskwy albo Waszyngtonu ziałyby radioaktywne dziury. Jeśli we wszechświecie istnieją inne inteligentne istoty (a biorąc pod uwagę wielkość wszechświata nie mam wątpliwości, że istnieją) to na ich mapach Ziemia oznaczona jest jako strefa zakazana.

        Dlaczego furorę w internecie robią zdjęcia pokazujące proste, dobre rzeczy? Człowieka oddającego buty bezdomnemu, dwójkę chłopców wyciągających owieczkę z kanału, dziewczynę pomagającą zmęczonej koleżance minąć linię mety, strażaka ratującego kota z płonącego domu, bezdomnego oddającego znalezione 50 000? Dlaczego trudno nam powstrzymać łzy oglądając te głupie, proste, nie wymagające milionowych nakładów, dobre uczynki? Bo w środowisku, które sami sobie stworzyliśmy, wrogim, czekającym tylko by wbić nam nóż w plecy potrzeba nam takich obrazków jak przysłowiowej kani przysłowiowego dżdżu. Potrzebujemy świadomości, że można być bezinteresownie dobry, bez znaczenia czy patrzą na nas dziesiątki kamer czy nikt nie widzi. Potrzebujemy nadziei. Dobrzy ludzie, przytłoczeni przez wszechogarniające zło potrzebują nadziei, potrzebują wiary, że dobro istnieje jednak. Bo istnieje. U Zimbardo było kilku strażników, którzy nie byli bezmyślnie okrutni, wręcz pomagali więźniom. Ale zło dominowało, bo dobro bało się reagować. U Milgrama byli badani, którzy przerwali test gdy słyszeli, że ofiara cierpi. Można? Można. Więc dlaczego to takie trudne?

I tym optymistycznym akcentem dobranoc Państwu.

środa, 11 lipca 2012

Zażółć gęślą jaźń.

        Jest głupi przepis, który mówi, że pracownik - czy mu się to podoba czy nie - musi część swojego urlopu wykorzystać w postaci dwóch tygodni bez przerwy. Przepis ten, uchwalony przez posłów rzekomo dla dobra pracowników, niewygodny jest, głupi i utrudnia mi efektywne zarządzanie moim czasem na wypoczynek. Po tygodniu wymuszonego wypoczynku albowiem zmęczony jestem jak po tygodniu katorżniczej pracy. Nie żebym wiedział co to katorżnicza praca, co to to nie, nie po to się tyle lat uczyłem żeby teraz katorżniczo pracować. Ale jakieś tam wyobrażenie o katorżniczej pracy mam. Zmęczony jestem więc. A powiedzieć muszę, że wypoczynek preferuję aktywny. Czyli np poleżeć w cieniu z książką, poleżeć w cieniu na leżaku obserwując mewki mewy, posiedzieć w cienie ze szklanką chłodnego piwa napoju. A i tak po tygodniu umieram ze zmęczenia. Jak w takich warunkach żyć, Panie Premierze, jak żyć?

        Idę zatem na urlop. Co bardziej uważni uważnie zauważyli, że mi się nowy gadżet pojawił. Dziurawy Worek otóż, idąc z czasem, z postępem, z osiągnięciami dorobił się konta na Twitterze. I teraz Jacek siedzi sobie na plaży w cieniu i może do Was napisać “Siedzę sobie na plaży w cieniu”. Czyż to nie ekscytujące?

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Z tradycji starożytnych Słowian

        Najszczersze kondolencje dla Wszystkich Naszych Kobiet z powodu nieuchronnie nadciągniętych Mistrzostw Europy w Piłce Popychanej Kończynami Dolnymi. Żeby złagodzić Wam ból samotnego spędzania wieczorów podczas gdy Wasi mężczyźni wznoszą okrzyki radości i (podejrzewam, że częściej) rozpaczy z powodu jakości gry naszych piłkarzy oraz słowa uwielbienia w kierunku sędziego, który na pewno przyczyni się do naszej porażki, postaram się w skrócie przybliżyć Wam ten sport cobyście mogły bez wstydu zasiąść wraz z Mężczyzną Waszego Życia przed ekranem i pogrążyć się w piłkarskiej rozpuście.

        Mistrzostwa Europy, szanowne Panie. Mistrzostwa Europy otóż mają tradycję liczoną w tysiącleciach. Z oczywistego powodu nie mogły się tak nazywać kiedyś, jednak koncepcja pozostała ta sama: wojowie z różnych plemion rywalizują drużynowo o zwycięstwo. Zmieniały się liczebności drużyn, zmieniały się zasady, zmieniały się nagrody, jedno niezmiennie pozostawało niezmienne: wraz z wojownikami ląd w drodze na miejsce potyczki przemierzały tłumy wielbicieli oraz - co ważniejsze - wielbicielek. Wojownicy potykali się* na wyznaczonym terenie pod nadzorem sędziego, który pilnował przestrzegania ustanowionych przez bogów reguł. Wielbiciele wojowników potykali się poza wyznaczonym terenem a jedyną regułą był brak reguł. W tym roku np wielbiciele wojowników z Polski i Rosji spotkali się na jednym z warszawskich mostów i dokonali rytualnej wymiany koszulek i flag. Jeśli ktoś nie chciał rozstać się z koszulką lub flagą to jego wina jeśli za to oberwał. Spotkał się tam kwiat obojga narodów, patrioci niewątpliwie, z jednej i drugiej strony miłujący bliźniego chrześcijanie. I się tak bardzo chcieli przytulać, że ich aż policja musiała rozdzielać. W przeciwieństwie do w ogóle nie kumających atmosfery tych zawodów stu tysięcy ludzi w strefie kibica**.

        Estetyczną stronę Mistrzostw zapewniają podażające za wojownikami ich żony, narzeczone, kochanki, jak również niezliczone rzesze kandydatek na żony, narzeczone i kochanki. Nie byle kto się do tego zacnego grona zaliczyć może. Żony, narzeczone i kochanki wojowników składają się albowiem tylko i wyłącznie z modelek. Aktualnych, byłych lub potencjalnych. Wojownicy nie przywiązują się do nich zbytnio bo obowiązuje niepisana zasada, że po maksymalnie dwóch latach należy kobietę wymienić na inny model***.

        Nikt od Was, nieszczęsne niewiasty nie wymaga zrozumienia kilku prostych zasad rządzących tym wydarzeniem. Po prostu, cokolwiek by się nie działo na boisku - nie zadawajcie pytań. Znając kobiecą naturę wymagającą wypaplania kilku tysięcy słów dziennie może to być trudne. Dlatego zawsze należy mieć pod ręką piwo, aby swojego mężczyznę wzburzonego waszą ignorancją uspokoić. To musi być piwo. Inne argumenty zazwyczaj dobrze spisujące się przy uspokajaniu mężczyzn w czasie mistrzostw niestety nie działają. Jedyne co osiągniecie krzątając się po domu w bieliźnie to ochrzan, że zasłaniacie telewizor.

PS. Przepraszam, powinienem to wszystko napisać wcześniej, ale byłem zajęty. Kibicowaniem oczywiście. A jak się w jednym ręku trzyma piwo a drugą podjada popcorn to się trudno pisze.

* W dawnych czasach słowo to znaczyło “walczyć, pojedynkować się”. W dzisiejszych, nieprzyzwoicie często w odniesieniu do wojów z plemienia Polan, znaczy dosłownie potykać się.
** Strefa Kibica - wydzielone miejsce, w którym w celu wspólnego oglądania walk w radosnej i przyjacielskiej atmosferze spotyka się plebs niedoceniający szansy na bezpośrednie pojednanie z bratnimi narodami.
*** Zatroskanych losem porzuconych w ten sposób niewiast uspokajam - krzywda im się nie dzieje, znajdują ukojenie w rękach (li tylko?) innego wojownika.


A z rzeczy smutnych - umarł Samotny George. Ostatni przedstawiciel podgatunku abingdoni żółwi z Galapagos. Człowiek to fascynujące stworzenie. Planujemy podróż na Marsa a masakrujemy Ziemię. Podróż na Marsa może się wkrótce okazać nie opcją ale koniecznością.