piątek, 8 stycznia 2016

A jednak żyje



        Dochodzą mię słuchy, iż pojawiły się słuchy, iż blog ów ten umiera. Niniejszym dementuję owe kalumnie. Blog żyje i żył w swej zieloności będzie. Do samego końca. Mojego albo jego.

        Ja natomiast, jako osoba w wieku już podeszłym, tak, podeszłym, szukam miejsca na emeryturę. Takiego gdzie dziewczyny gorące (choć tylko popatrzeć już zostało), wino schłodzone (tego mi jeszcze nie odebrano), a temperatury znośne przez cały rok. No i w poszukiwaniach swych popatrzajta co znalazłem:

         Chlip. Aż się wzruszyłem. Wprawdzie nic nie piszą o dziewczynach i o winie, ale bądźmy szczerzy - dla nas, starych ludzi, liczy się najbardziej, żeby ogrzać gnaty. Od stycznia do grudnia temperatura pomiędzy 24 a 29 stopni. W nocy od 15 do 22 stopni. W wodzie od 19 do 23 stopni. A w Polsce w sierpniu bywało 9. Tak, gdzieś tam jest mój dom.



        Ach, bo mnie tu szturchają, żeby powiedzieć co w święta i jak Sylwester. Sylwester dziękuje, ma się dobrze, a w święta tradycyjnie odpoczywałem. Gdyż jako słabo wierzący wdzięczny jestem katolikom za te dodatkowe dni wolne w roku. I uważam, że w ramach równouprawnienia dni święte wszystkich religii powinny być wolnymi od pracy. Dlaczego mielibyśmy dyskryminować pastafarian (zarejestrowali ich w końcu?), dla których dniem świętym jest, o ile się nie mylę, piątek. Bardzo bym sobie cenił wolny piątek. Albo wyznawców boga kraba z jakiejś zapyziałej wysepki na Pacyfiku, którzy świętują każdy pierwszy tydzień po pełni księżyca. Albo dni święte pozostałych kilkuset religii, z których każda uważa się za jedyną prawdziwą, a swojego boga/bogów za wszechmocnego i wszystkowiedzącego. Tak, w tym temacie jestem za pełnym równouprawnieniem.

wtorek, 22 grudnia 2015

Jakieś święta czy cóś...

...się zblirzają. Zatem z racji owych zblirzajoncych się świont (czy cóś) rzyczę nielicznym zaglondajoncym tu jeszcze osobą (czy cóś), aby Wam się w czasie tyh świont (czy cóś) ódało wypoczonć. Gdyrz o to głuwnie hodzi w świentach (czy cóś) rzeby odpoczonć. Zatem nie żucajcie się jak wściekli na pieczenie ciast, odpuście pszygotowanie 12 potraw, hoinka nie musi być najpienkniejsza w mieście. Wdeh, wydeh, zen i relaks.*






*wersja dla tych,co ich bolą oczy:
...się zbliżają. Zatem z racji owych zbliżających się świąt (czy cóś) życzę nielicznym zaglądającym tu jeszcze osobom (czy cóś), aby Wam się w czasie tych świąt (czy cóś) udało wypocząć. Gdyż o to głównie chodzi w świętach (czy cóś) żeby odpocząć. Zatem nie rzucajcie się jak wściekli na pieczenie ciast, odpuśćcie przygotowanie 12 potraw, choinka nie musi być najpiękniejsza w mieście. Wdech, wydech, zen i relaks.**







**wersja dla tych co ich bolą oczy od wersji dla tych, co ich bolą oczy:
...się zbliżają. Zatem z racji owych zbliżających się świąt (czy cóś) życzę nielicznym zaglądającym tu jeszcze osobom (czy cóś), aby Wam się w czasie tych świąt (czy cóś) udało wypocząć. Gdyż o to głównie chodzi w świętach (czy cóś) żeby odpocząć. Zatem nie rzucajcie się jak wściekli na pieczenie ciast, odpuśćcie przygotowanie 12 potraw, choinka nie musi być najpiękniejsza w mieście. Wdech, wydech, zen i relaks.

poniedziałek, 23 listopada 2015

O ułaskawieniach kreatywnych.

        Miłościwie nam panujący Imć Prezydent Duda Andrzej, z zawodu podobno prawnik, aktualnie prezio, dość kreatywnie podszedł ostatnio do tematu ułaskawień. Uznając, że jak konstytucja mówi, że może ułaskawiać, to może. I inne zapisy konstytucji można spokojnie mieć gdzieś. I wspomniany zapis wykorzystując ułaskawił swojego partyjnego kolegę. Kolegę póki co niewinnego, gdyż wyroku prawomocnego nie było. Sytuacja owa pokazała jak mizerne jest polskie środowisko prawnicze. Gdyż co prawnik to inne zdanie na temat tego ułaskawienia ma. Aż miło popatrzeć jak pięknie chłopaki masakrują polskie prawodawstwo. Badziewne jak się okazuje. Niebadziewne nie pozostawiałoby wątpliwości kto co w państwie może, a czego nie i - uwaga - jakie za to grożą kary. Bo aktualnie to mamy:
- ułaskawiłem i co mi zrobicie?
- nie mianuję sędziów i co mi zrobicie?
Podobnie większość przepisów. Obywatel musi, w terminie, pod karą. Prezydent podpisuje. I koniec. Ani terminu, ani kary.

        Ale ja nie o tym. Ja chciałem ministrowi finansów naszemu, wybaczcie, nazwiska nie przyswoiłem, podsunąć pomysł na to, skąd wziąć pieniądze na te wszystkie bzdury, które obiecali, a których teraz nie zrealizują, bo nie ma pieniędzy. Otóż ministrze nasz szanowny, wykorzystajmy radosną twórczość naszego prezia, tfu, prezydenta i niech Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych drukuje hurtowo ułaskawienia in blanco. Załączam wzór:


Ja, niżej podpisany, Jego Wysokość Prezydent IV Rzeczypospolitej, niniejszym ułaskawiam <wstawić imię i nazwisko skazanego> od zarzutu popełnienia przestępstwa <wstawić rodzaj przestępstwa>. Ułaskawienie niniejsze ważne jest do dnia <wstawić datę> i dotyczy zarówno czynów już dokonanych, jak i tych, które dokonane dopiero zostaną.


        Patrz pan, panie minister, jakie się możliwości otwierają. Można więcej kasować za przestępstwa ciężkie, mniej za lekkie. Gwałt np 20 000 zł, gwałt zbiorowy w promocji 50 000 (ale i tak wyjdzie chłopakom taniej na osobę, jak zrzutkę zrobią). Kradzież 5 000, z włamaniem 7 500. Takie np uniewinnienie od jazdy po pijaku to można by w bloczkach sprzedawać, po 50 sztuk. “Pszepraszszszaam, hyp, panie władzo kochaniutki, hyp, właśnie mi się ułasssk-hyp-awienia skończyły, jutro dowiozę. Hyp.” Ja wiem, że teraz to się immunitet nazywa i działa tak samo, ale szare społeczeństwo też by to chętnie kupiło. Za przekroczenie dopuszczalnej prędkości sam bym kilka bloczków wziął.

        A jakie możliwości przed datą ważności. Pomyśl pan, panie minister - ułaskawienie ważne rok, dajmy na to 1 000 zł. Ale chcesz pan ważne na trzy lata to już będzie 2 500. Te z dłuższą datą to można by sprzedawać jak obligacje skarbowe. “Świąteczna oferta ułaskawień skarbowych, ważne 3 lata, od drobnej kradzieży do masowego ludobójstwa. Poleca Państwowa Wytwórnia Ułaskawień Wartościowych.”

        Idźmy w kreatywności dalej. Rząd nasz aktualny, neutralny rzekomo światopoglądowo, w miłości wielkiej z Kościołem Katolickim żyje. A sprzedawajmy drobne ułaskawienia na odpustach. W sprzedawaniu odpustów Kościół wielowiekowe doświadczenie ma, to i ułaskawieniom da radę. Coby lud prosty stać było proponuję na odpustach sprzedawać tylko drobne ułaskawienia: za pobicie żony, molestowanie siostrzenicy, utopienie szczeniaków w rzece, zaoranie miedzy sąsiada.

        Ale nie ustawajmy w kreatywności. Kto powiedział, że mamy się ograniczać tylko do Polski? Kenia dla podratowania budżetu sprzedaje możliwość zapolowania na słonia. Polska dla podratowania budżetu mogłaby sprzedawać możliwość zapolowania na Polaka. Wykształcenie zawodowe - 25 000, średnie - 50 000, wyższe - 100 000. Dopłata za wybór płci, za polowanie z nagonką (miłośnicy okolicznych klubów sportowych w strojach ludowych), drożej młodzi i wysportowani, taniej emeryci i renciści. Emerytów i rencistów proponuję sprzedawać w promocji z jednym bezdomnym gratis, bo skuteczne polowanie skutecznie zmniejszy liczbę chętnych do pobierania emerytur, a przy okazji znacząco poprawi sytuację mieszkaniową przypadkowego społeczeństwa. Potrójna korzyść, bingo niemalże.


        Bierz pan, panie minister, powyższe, a korzystaj z tego. Ja za prawa autorskie do projektu ratowania budżetu zadowolę się 0,01% od wpływów.

czwartek, 15 października 2015

Drzewko

“Są tacy, to nie żart,
Dla których, jesteś wart…
”

         ...tyle co wyczyta z drzewka ;-) Gdyż istnieje ponoć w psychologii dział zajmujący się analizą drzewek narysowanych przez pacjentów. (Gdyż wszyscy albo byliśmy pacjentami, albo jesteśmy, albo - zdaniem psychologów - powinniśmy być.) I na podstawie drzewka narysowanego przez takiego pacjenta, szalony… wróć… doświadczony psycholog potrafi wyczytać co nieco o charakterze, problemach i przeszłości owego pacjenta.

         Zatem narysowałem drzewko. Kto mi coś o mnie opowie? (I nie chodzi o ocenę mojego talentu, tak?) Poproszę o szczere wypowiedzi, kwardy jestem, zniosę dużo.

Szanowni Państwo : obraz pt "Drzewko", długopis na papierze, format A5
(copyright Ja, kopiowanie dozwolone po wniesieniu sutej opłaty)



poniedziałek, 5 października 2015

Z kamerą wśród dziwnych zwierząt.

        W ramach cyklicznego programu “Z kamerą wśród dziwnych zwierząt” wybierzemy się dzisiaj podglądać informatyka pospolitego (łac. homo informaticus vulgaris).


         Informatyk pospolity. Płochliwe to stworzenie trudno spotkać w naturalnym środowisku. Preferuje gęsto zaludnione tereny miejskie, zwłaszcza w okolicach serwerowni lub innych zagęszczeń nowoczesnych technologii. Wydaje się w jakiś nieprawdopodobny sposób czerpać energię z tych urządzeń. Pomimo sporego zagęszczenia informatyków na tych obszarach zadziwiająco rzadko można się natknąć na jakiegoś. Czasem tylko udaje się zaobserwować jakiegoś przemykającego ukradkiem korytarzem, zazwyczaj z jakąś zdobyczą pod pachą: czy to nowy tablet, którym biegnie zaimponować innym samcom informatykom, czy wręcz przeciwnie - zdobycz już wiekowa, np stare Atari na chodzie, które wzbudza na twarzy informatyka wyraz niemalże ekstazy. Większość dnia informatycy spędzają w swoich pozbawionych okien i wentylacji norach i jaskiniach, które - niczym altanniki - przyozdabiają rzeczami, które wydają im się atrakcyjne: stare karty graficzne i dyski twarde, dyskietki, monitory LCD, drukarki igłowe. W przeciwieństwie jednak do altanników, u których sukces rozrodczy zależy od jakości ozdób, u informatyków nie zaobserwowano, aby ozdabianie nor i jaskiń miało jakikolwiek wpływ na powodzenie wśród płci przeciwnej. Właściwie nie wiadomo jak informatyki się rozmnażają. Prawie nie obserwuje się informatyków płci żeńskiej. Zagadką jest jak gatunek przetrwał w obliczu tak wielkiego niedoboru żeńskich osobników. Niektórzy naukowcy stawiają tezę, że samice informatyków, choć nieliczne, są jednak bardzo płodne. Ze względu na nieliczne obserwacje samic informatyków teza ta pozostaje nieudowodniona.

        Nie wiadomo po co, ale wśród informatyków występuje okres godowy. Zapewne jakiś relikt przeszłości, którego ewolucja nie zdążyła jeszcze wyeliminować. W okresie godowym, który - co wyjątkowe wśród ssaków - każdy informatyk ma w innym terminie (chodzi zapewne o to, że i bez konkurencji informatykowi trudno jest znaleźć samicę), u informatyka dokonuje się przemiana. Przywdziewa godowe barwy, czerwone lub niebieskie, w maskujący wzór kraty, całość z gustownej flaneli. W tym eleganckim przebraniu informatyk opuszcza bezpieczne czeluście jaskini w piwnicy i udaje się na łowy. Na widok samicy przyjmuje niewystudiowaną pozę nonszalancji. Udało nam się ten wyjątkowy (wyjątkowy tym bardziej, że udało się zarejestrować aż trzech informatyków na raz!) moment zarejestrować na poniższym filmie.


        Poza okresem godowym informatyki łączą się w stada złożone niemal wyłącznie z samców. Samotny informatyk zaskoczony przez samicę salwuje się ucieczką, starannie unikając spoglądania w jej kierunku. Przyparty do muru, odcięty od drogi ucieczki stosuje wyrafinowane mechanizmy obronne: od lekkiego zarumienienia, poprzez obfite pocenie, aż do ostentacyjnego omdlenia i udawania martwego. Ze stuprocentową skutecznością zniechęca samicę do konsumpcji/kopulacji.

         Informatyk jest słabo przystosowany do życia poza swoją niszą. Zmuszony do jej opuszczenia i udania się na urlop pierwszego dnia spala się na czerwono (patrz zdjęcie poniżej) i przez resztę urlopu kryje się w cieniu. O ile to możliwe. Wystawiony na działanie promieni słonecznych informatyk cierpi. W milczeniu.


         A wszystko to pomimo tego, że informatyk - choć bez entuzjazmu - to na urlop udaje się dobrze przygotowany. Na zdjęciu widzimy informatyka w ubarwieniu urlopowym w pełnym rynsztunku plażowym: modny ostatnio parawan (w celu ochrony przed piaskiem), torba zawierająca trzydniowy zapas wody i suchego prowiantu oraz karimatę (w celu ochrony przed piaskiem), leżak (w celu możliwie największego uniknięcia kontaktu z piaskiem), klapki (w celu ochrony przed piaskiem). Dodatkowo, czego na zdjęciu nie udało się uchwycić, strój obejmuje czapkę z daszkiem oraz czarne (mroczno czarne) okulary (w celu ochrony przed słońcem).


        Niech Państwa nie zmyli wyluzowana postawa. Na zdjęciu nie widać zniechęconego i pozbawionego nadziei wyrazu twarzy informatyka zmuszonego do korzystania z tzw uroków plażingu.
        Zmęczony plażingiem informatyk udaje się na spacery po okolicznych wydmach. Trop informatyka jest łatwy do rozpoznania: po prawej stronie zdjęcia ślad zostawiany przez informatyka, po lewej ślad zostawiany przez normalnego użytkownika plaży.


        Zachęcamy Państwa do obserwowania tych zadziwiających stworzeń. Oswojony informatyk posiada wiele zalet i przy odpowiednim traktowaniu potrafi być pożytecznym zwierzęciem domowym.

         W komentarzach prosimy zostawiać informacje o tym, jakie dziwne zwierzę chcieliby Państwo poznać w następnym odcinku.

Czytała Krystyna Czubówna.